Miejska propaganda
– Powiedz mi po co jestten miś? – zapytał Ryszard Ochódzki prezes klubu sportowego Tęcza, bohaterznanej polskiej komedii, swego kolegę od interesów. – Właśnie, po co? –odpowiedział mu pytaniem jego przyjaciel Hochwander. – Otóż to! Nikt nie wie poco, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta – padła szczera odpowiedźprezesa. Ten powszechnie znany, przynajmniej starszemu pokoleniu, dialogprzypomniał mi się podczas lektury porannej prasy. Jak wynikało z dziennikarskiejnotatki, magistrat mojego pięknego miasta przymierza się do wydawania własnejgazety. Chce, aby nowy na rynku prasowym tytuł, trafił do rąk czytelnika podkoniec czerwca. Urzędnicy ogłosili to urbi et orbi. Sam prezydent poświęciłtemu wiekopomnemu wydarzeniu kilka zdań na swoim blogu. – Powiedz po co nam ta magistrackagazeta? – usłyszałem w głowie głos prezesa. – Otóż to! Nikt nie wie po co, więcnikt nie musi się obawiać, że ktoś zapyta – odpowiedziałem sam sobie na głos.Bo to prawda, nikt tak naprawdę nie wie po co w mieście takim jak moje kolejnadarmowa gazeta. Gród mój rodzinny nie jest największy i nie jest teżnajmniejszy. Ale za to wychodzą tu dwie gazety codzienne dostępne w kioskach,sześć darmowych tygodników (jeśli dobrze policzyłem) kolportowanych na ulicach,plus pięć czy sześć gazet ukazujących się co miesiąc mniej lub bardziejregularnie. Te ostatnie są też w darmowym kolportażu. Mamy kilka portaliinformacyjnych. Dodatkowo jeszcze radia lokalne oraz telewizję, w której miastoma własny program – Magazyn Informacyjny Urzędu Miejskiego. Czyli mieszkańcynie mogą narzekać na brak informacji. A tu proszę magistrat uznał, żespołeczeństwo pilnie potrzebuje nowej gazety. Bo pewnie żyje w niewiedzy inatychmiast potrzebuje dostępu do informacji. Nie wydaje mi się żeby każdegodnia mieszkańcy, już od rana, oczekiwali „ informacji o pracy Urzędu, RadyMiejskiej i miejskich jednostek organizacyjnych”. Jeśliby jednak zapytać:po co ta prasa magistracka, to odpowiedź wydaje mi się jedna. I jest onabanalnie prosta. Dla stanowisk, pieniędzy i propagandy. Niekoniecznie w tejkolejności. – Wiesz co ma robić ta gazeta? On będzie odpowiadać żywotnympotrzebom całego społeczeństwa. To będzie gazeta na skalę naszych możliwości. Tywiesz, co my robimy tą gazetą? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie -mówimy – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo i niktnie ma prawa się przyczepić, bo to jest gazeta magistracka, w oparciu o sześćinstytucji która, ta gazeta, sobie zgnije do zimy na świeżym powietrzu – znówsłyszę w głowie znajomy głos prezesa Ochódzkiego. Choć tym razem przypomina mion pewnego mojego znajomego urzędnika miejskiego. Po co władzy samorządowejwłasna gazeta? Dla stanowisk, powie wielu. Redaktor naczelny, jego zastępca,sekretarz redakcji, jego zastępca, szef marketingu i tak dalej. Ileżmożliwości. Dodatkowo urzędnicy w roli dziennikarzy piszący zapewne obiektywnieo swojej pracy. No to już prawdziwy cud niezależności. Propaganda wnajpiękniejszym wydaniu. Proponuję dać w podtytule, że gazeta jest organemInformacyjnym Urzędu Miejskiego – tak wzorem dawnych wydawnictw z czasów błędówi wypaczeń. Mam też wrażenie, że nie jest to ostatnie słowo urzędników odpropagandy. Może teraz całodobowa satelitarna telewizja informująca o „pracyUrzędu, Rady Miejskiej i miejskich jednostek organizacyjnych” Czemu nie? Staćich przecież! Wydają nie swoje pieniądze na propagandę.
