Wyjątkowy stan kibicowania
Ja tam nie pamiętam stanuwojennego w Polsce. Znam go głównie z historii. Aletrudno nie znać, jak się przeżyło w naszym kraju ostatnie dwadzieścia lat, tozdecydowanie można nadrobić zaległości w tym temacie. I to dodatkowo wróżnorodnych, często nawet przeciwstawnych ujęciach histograficznych. Jakmówiłem niewiele pamiętam z tamtych odległych dni, ale mogę to sobie wyobrazić.A nawet mogłem to zobaczyć na własne oczy. I choć nie była to inscenizacjahistoryczna, to zdecydowanie wyglądało to bardzo realistycznie. Wybrałem się naniedzielny spacer. Nieświadom tego, że tego dnia w moim prowincjonalnym mieścieodbędzie się mecz piłki kopanej. Nie jestem entuzjastą wiec skąd do nagłejcholery miałem wiedzieć, że spacer połączony z wyprawą do centrum handlowego tow tym dniu dość ekstremalna wyprawa. Pierwszy sygnał, który postawił mnie wczujność to wycie syren policyjnych. – Pewnie jakiś wypadek – pomyślałem.Spacerowałem sobie niespiesznie w stronę centrum. Mijałem kolejne ulice.Wyszedłem zza rogu i… dosłownie wpadłem na policjantów ubranych w czarneuniformy. Stali przy zaparkowanym samochodzie zajmując całą szerokość chodnika.W rękach trzymali hełmy z plastikowymi przyłbicami. Na nogach i rękach mielinałożone solidne ochraniacze. W zasadzie swym wyglądem do złudzeniaprzypominali średniowiecznych rycerzy idących na bój śmiertelny w obroniechrześcijaństwa i korony. – Przepraszam,chciałbym przejść – powiedziałem do ciężkozbrojnych. Nie wywołałem w nichjednak żadnej reakcji. Co było robić, ominąłem rycerstwo wielkim łukiem iposzedłem dalej. – Co to stan wojenny wprowadzili – zapytała starsza paniprzypatrująca się z ironicznym uśmiechem wojom stojącym w cieniu drzew przyswych bojowych maszynach? Pytanie nie było bezpośrednio skierowane do mnie.Było to raczej oznajmienie stanu rzeczy niż pytanie. Ale ja nie mogłem jużprzestać myśleć, że coś jest nie tak. Tym bardziej, że idąc tamtą ulicą,mijałem jeszcze kilka podobnych grup funkcjonariuszy w strojach bojowych. Kilkametrów dalej, nagle nalazłem się wśród grupy osobników ubranych w koszulach, w barwachjednej z drużyn piłki kopanej. Szli tłumnie a ja między nimi. A wokół krążyłypolicyjne auta. Oni w tych barwach i z hasłami: że honor… że drużyna… że kochaćbędą klub do śmierci… szaliki w kolorach zawiązane na rękach jak opaski…Ogólnie przeraziła mnie ta fala testosteronu podsycanego alkoholem, plus przyglądającysię im, no i mnie niestety między nimi, policjanci. Doszedłem do placu, a nanim stał już tłum liczący kilkaset osób, otoczony wianuszkiem ciężkozbrojnychmundurowych i drący się w niebogłosy. – Chodź, zaraz się zacznie – powiedziałosobnik z wąsami typ „ marian” do kolegi o podobnym obliczu. Odrzuciwszy zasiebie butelki po piwie, ruszyli chwiejnym krokiem na plac. – O nie… nie tędymoja droga będzie prowadzić – powiedziałem do siebie. Odstraszany okrzykami oniezrozumiałej treści, ale zdecydowanie odnoszącymi się do seksualnychskojarzeń postanowiłem znów obejść tłum kibiców. Było to łatwe, bo znajdowałemsię w zamkniętym kręgu. Wszystkie ulice prowadzące do placu zostały zamknięte izablokowane przez policję, więc moje przejście przez jezdnię w niedozwolonymmiejscu nie zrobiło na nikim najmniejszego wrażenia. Wszedłem do centrumhandlowego z nadzieją, że definitywnie pozbyłem się poczucia zagrożenia ipijackich śpiewów. Ale gdzie tam! Tylkoprzekroczyłem próg… – Kochany klubie naaaasz – usłyszałem wycie kilkumłodzieńców w butelkami piwa w rękach. Co do tego, co śpiewali nie mam pewności,bo wyli jak zarzynane zwierzęta a i trzeźwi zdecydowanie nie byli. Nic niekupiłem w centrum handlowym. Bo większość sklepów została zamknięta wuzasadnionej jak widziałem obawie przed kibicami. Potem jeszcze kilka ulicdalej zgromadzili się kibice by dopingować piłkarzy zza ogrodzenia stadionu. Poleciałykamienie, cegły i butelki. Kilku funkcjonariuszy upadło. Zadyma zaczęła się nadobre. No tak, tak to już jest. Tak to już jest, że jesteśmy skazani na kibicówi ich bezkarność w asyście czy w starciu z policją. Zamknięte sklepy.Nielegalne zgromadzenie, zamknięte ulice. Bo kibice idą. Prawie stan wojenny.No bo mecz w piłkę kopaną dziś w mieście. Zdecydowanie, piłka kopana to u nasreligia. Nawet coś więcej, bo nikt nie jest tak bezkarny jak kibice. Ale co siędziwić tylu polityków piłkę kopie, ktoś musi im kibicować… na wyborach.
