O wyższości platformy nad pis

Obublikował pavvel dnia

Pewnie wielu pamięta wykłady Katedry Mniemanologii Stosowanej O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia. Mam wrażenie, że w mediach od dobrych kilku lat trawa nieprzerwany wykład na temat wyższości jednej racji nad drugą, przy czym z założenia już wiadomo, że udowodnienie zadanej tezy jest niemożliwe. Poza tym, choć ideologiczny wykład do społeczeństwa klasy politycznej trwa nieprzerwanie, mam wrażenie graniczące z pewnością, że wytrwałych słuchaczy na tej uczelni jest coraz mniej. Bo część naszych obywateli, uczestnicząca w naukach o wyższości platformianej wizji świata nad tą, co jest prawa i sprawiedliwa, już znieść nie może profesorów. Zemdliło chyba słuchaczy, bo do wyborów tego „obywatelskiego sprawdzianu z patriotyzmu” przystępuje mniej niż połowa uprawnionych. Czyli w zasadzie można wysnuć wniosek, że ta druga połowa ma naszą klasę polityczną w głębokim poważaniu. Ale czemu tu się dziwić. To przecież spór czysto akademicki. Jakieś słowne utarczki, przy których ktoś, kto z wielką uwagą nie śledził ich przez kilka miesięcy za bardzo nie wie, o co chodzi. Jakieś listy w obronie i odpowiedzi na nie. Niekończące się konferencje i kontrkonferencje. To wszystko żyje sobie politycznym bytem w coraz to większym oddaleniu od społeczeństwa. – Wiesz, o czym oni mówią, bo nic a nic nie rozumiem – spytał mnie kolega, który przyjechał do naszego pięknego kraju z zagranicy gdzie stale przebywa od kilku lat. Oderwałem się na chwilę od czytania książki i spojrzałem w telewizor. Przemawiał tam pewien prezes bardzo we swym mniemaniu prawy i sprawiedliwy. Coś tam mówił. Coś gestykulował. Ale do mnie docierał tylko biały szum. Może to dlatego, że przez ostatnie dwa tygodnie przebywałem na wakacjach i nie uczestniczyłem w ogólnokrajowych politycznych wykładach? Nie wiem. Jedno jest pewne: nic nie zrozumiałem. Potem na telewizyjnej „mównicy” wystąpił premier. – A ten, o czym mówi? – spytał kolega. – A skąd ja mam wiedzieć? – odparłem. – Przecież to politycy – dodałem w kwestii wyjaśnienia. To prawda, jak się tak przez dwa tygodnie zaniedba śledzenie naszego życia politycznego to potem trudno jest zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Niby wszystko wiadomo, a jednak coś to takie jest niezrozumiałe. Jedno jest pewne i zdecydowanie jasne. Polityka nasza, to wszystko, co się w niej i wokół niej dzieje, bardzo mi przypomina wykłady o wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia…, bo jest w nich tyle samo sensu. Czyli jest bez sensu.