Przykre zapachy spod pachy

Obublikował pavvel dnia

– W czasach poprawności politycznej nie powinno się mówić, że ktoś śmierdzi – trochę w żartach zganiłem moją przyjaciółkę. – A jak mam to nazwać? Jak ktoś wydziela nieprzyjemny zapach to znaczy to, że śmierdzi i już… – upierała się przy swoim moja koleżanka. Sprawa, o której mi opowiadała faktycznie była śmierdząca, ale też i niezwykle delikatna. Bo obiekt wydzielający przykre zapachy spod pachy był jej współpracownikiem.  Z jej opowieści wynikało, że chłopak – bo chodzi tu o osobę młodą – ma pewne zaległości w higienie osobistej. Nie można powiedzieć, z daleka wygląda nawet schudnie.  W miarę porządnie i modnie w pojęciu handlowo – biznesowym, ale za to jak się człowiek do niego zbliży to… klękajcie narody.  Młodzieniec wonieje tak intensywnym samczym zapachem, że przyprawia to osoby bardziej wrażliwe o mdłości. Pewnie każdy miał, choć raz, styczności w życiu prywatnym czy też w zawodowym z takimi osobami, co bez względu na porę roku pachną jak nieboskie stworzenia. Jeśli cuchnąca sprawa dotyczyła kolegi z pracy to zdarzało mi się, że taktownie i na osobności zwróciłem uwagę i czasami to skutkowało. Nie wiem, ale wydaje mi się, że takie sprawy łatwiej załatwić w obrębie własnej płci, że tak powiem. Gorzej sprawy się mają w sytuacji, gdy zapachowcem okaże się nasz przełożony. –  Przepraszam szefie, ale pan dziś tak śmierdzi, że mnie zemdliło – chyba nikt tak nie powie. A znam jeden przypadek, a właściwie dzięki Bogu znałem, w którym to zdecydowanie by się przydało. – Próbowałam załatwić to przez jego bezpośrednią przełożoną, ale jej, jako kobiecie chyba nie wypada – kontynuowała opowieść moja koleżanka. – Postanowiliśmy, że najlepszym kandydatem do poinformowania śmierdziela, że zalatuje będzie jeden z naszych kolegów – dodała. – Powiedział mu, poskutkowało? – dopytywałem.  Okazało się, że sprawa jest na tyle świeża, że jeszcze nie widać wyników. Państwowy Zakład Higieny sprawdził i ogłosił nie tak dawno, – o czym przeczytałem w pewnym tygodniku – że co czwarty Polak kąpie się nie częściej niż raz w tygodniu. A tylko czterdzieści procent panów deklaruje, że porządnie myje ręce po wyjściu z toalety. No to, czemu tu się dziwić, że jest taki osobnik jak ten w pracy u mojej przyjaciółki, który śmierdzi. – Może on używa takich intensywnych perfum o zwierzęcym zapachu – starałem się dociec siląc się na dowcip. – Co ty bredzisz, on po prostu śmierdzi jakby się z tydzień nie mył – wykrzyczała koleżanka, której zdecydowanie nie było do śmiechu.  – Fakt, nic śmiesznego… to jak widać czy raczej czuć taka przypadłość, na którą mydło i woda pomaga – przypomniała mi się maksyma mojego kolegi.