Skrzyżowanie nonsensu i głupoty

Obublikował pavvel dnia

– Panie, niech pan tak w to nie wali, to nic nie da… wystarczy raz dotknąć i już – instruowała pewna pani starszego mężczyznę, który w nerwach uderzał w przycisk zainstalowany w celu wymuszenia zielonego światła na przejściu dla pieszych.  – Pani kochana, ja już trzeci raz stoję… spieszy mi się… kto to widział, żeby tak w koło ganiać ludzi – tłumaczył się jegomość wygrażając laską zapewne tym, którzy odpowiedzialni byli za to jego trzykrotne oczekiwanie na zmianę świateł. – Na cholerę, za każdym razem czekam na światłach i czas tracę – dodał w nerwach.  – Fakt, to jacyś niezwykle utalentowaniu ludzie musieli wymyślić. I wzięli za to wielkie pieniądze – wtrącił się do rozmowy pan w garniturze i z teczką. Światło się zmieniło na zielone i tym zakończyła się przypadkowa dyskusja nad logiką lub jej brakiem takiego rozwiązania komunikacyjnego. Jest w moim mieście takie skrzyżowanie, które zdecydowanie mogłoby się stać swoistym pomnikiem absurdu. Zastanawiałem się nawet, czy nie złożyć stosownego wniosku do władz mojego miasta z prośbą o nadanie temu miejscu adekwatnej nazwy – skrzyżowanie nonsensu i głupoty lub jakoś tak. Wydawałoby się, że przejście na drugą stronę ulicy jest czymś banalnie prostym. Pewnie tak, ale nie w tym miejscu. Gdy chcę iść prosto, to przez fachowców od projektowania skrzyżowań, muszę przechodzić przez trzy ramiona skrzyżowania zamiast jednego. Robię takie wielkie „U”. A wszystko oczywiście dodatkowo okupione trzykrotnym oczekiwaniem na zielone światło dla pieszych.  Nie wiem, co kierowało ludźmi, którzy to zaprojektowali. Ale wiem jedno, wszyscy oni powinny przymusowo przynajmniej osiem razy korzystać z tego przejścia w taki sposób jak ja. Tak dla zastanowienia się, co uczynili. Kilka miesięcy temu obywatele skierowali do władz apel o to, aby zmienić układ komunikacyjny tak, aby ludzie nie musieli dodatkowo nadkładać drogi i tracić czasu. Magistrat stwierdził w odpowiedzi, że obecnie nie jest możliwa zmiana związana z wyznaczeniem i wykonaniem takich przejść. Rozumiem, ale pewnie ktoś zatwierdził takie rozwiązanie, które zmusza pieszych do dodatkowych spacerów i tracenia czasu? Pewnie jest jakiś urzędnik, który wydał pozytywną opinię na ten temat? Chętnie poznałbym jego imię i nazwisko. Mam nawet taki pomysł racjonalizatorski, aby jego podobiznę umieścić na tym skrzyżowaniu. Może wtedy łatwiej by się tam stało, gdyby chwile oczekiwania na kolejną zmianę świateł upływały na formułowaniu „ciepłych” słów do konkretnej osoby odpowiedzialnej za ten absurd.