Tonący w morzu przepisów

Obublikował pavvel dnia

Dobry los lub zły, spowodował, że mój znajomy znalazł się na szkoleniu, na którym starano mu się wyłożyć, tak, aby zrozumiał, zagadnienia z zakresu podatków i księgowości. Za dobro, w tym przypadku, które na niego spłynęło zrządzeniem losu, można uznać to, że naukę pobierał on za darmo, bo za wszystko płacił – nasz dobrodziej najukochańszy – czyli Unia Europejska.  Zło, jakiego doświadczył mój znajomy było spowodowane tym, że on – jak twierdził – nic a nic z tego, co wykładowcy mówili nie rozumiał. I nie chodziło tu o to, że pani miała trudności z wysławianiem się, nic z tego, on po prostu nie potrafił pojąć zawiłości związanych z podatkami. Tak dla przykładu. Pani wykładowczyni mówiła o akcyzach, o vatach, zusach, zaliczkach, opłatach, karach, urzędach skarbowych, kasach fiskalnych… a ja po dwóch zdaniach słyszałem już tylko biały szum… no, nic a nic nie rozumiałem – tłumaczył mi przerażony.  Znam faceta już przeszło dziesięć lat. Zawsze mi się wydawało, że jego inteligencja jest ponad przeciętną, a tu słyszę od niego, że już po trzech dniach obcowania z polskim systemem podatkowym poległ na całej linii. – Nic z tego nie rozumiem, nic a nic nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi, zgubiłem się, to dla mnie ciemna magia– tłumaczył mi załamany. Bardzo mu współczułem, bo sam wiem, że w starciu z systemem podatkowym też nie miałbym najmniejszych szans. – Człowieku, czy ty wiesz… – złapał mnie kolega za rękaw koszuli w zburzeniu – że te przepisy skarbowe i podatkowe zmieniają się jak w kalejdoskopie a ty szaraku biedny musisz się na tym wszystkim wyznawać – mówił w uniesieniu. Faktycznie, z tego, co mi wiadomo urzędnicy w swej mnogości, co dnia wymyślają nowe przepisy i dzięki temu nie ma szans na przejrzystość tego systemu.  Bo do każdego przepisu powstało pewnie z dziesięć jego udoskonaleń. – Głowa mnie rozbolała jak pani wykładowczyni zaczęła tłumaczyć jak ja miałbym się rozliczać z fiskusem, co tam zapłacić, na co uważać – mówił. Dowiedziałem się, że mój znajomy męczy się tak, ponieważ postanowił, że będzie zarabiał na własny rachunek. Zapragnął w swej naiwności zostać biznesmenem. Założyć własną działalności gospodarczą.  Miał dobry pomysł na zarabianie. Ale nic nie wiedział o przepisach, które regulują taką aktywność w naszym systemie państwowym. Udał się więc na kurs. Aby się dowiedzieć… i się dowiedział, że wszystko jest tak bardzo skomplikowane, że bez pomocy biegłego księgowego sam rady nie da. Po prostu zginie w gąszczu przepisów. – Ubezpieczenia społeczne, chorobowe, sumy, cyfry, przepisy, terminy deklaracji i terminy płatności, odliczenia od podatków, coś na poczet dochodów, a potem rozliczenia w picie… coś płacić trzeba do grudnia, coś do stycznia… mam głowę wielką jak bania od nadmiaru informacji, a jednak mam wrażenie, że nic nie wiem – opowiadał bliski płaczu.  Czeski film – zgodziliśmy się myśląc o tym systemie. Ciekawe, że przepisy, które miały regulować tak gmatwają, że bez pomocy płatnego przewodnika nie da się po tej dżungli poruszać.  – Mam wrażenie, graniczące z pewnością, że wszystko, dlatego jest tak skomplikowane i zagmatwane, żeby taki maluczki jak ja się w tym zagubił a wtedy urzędnik – pach mandatem, łup mu karę – wywnioskował mój znajomy. No cóż, nie pozostaje mi nic jak przyznać przyjacielowi rację. Trudno jest być biznesmenem w Polsce… szczególnie takim, który działa zgodnie z wszelkimi przepisami.