Jazda na rezerwie

Obublikował pavvel dnia

– Mam do ciebie prośbę – usłyszałem w słuchawce głos kolegi. – Czy możesz mi pomóc, zabrakło mi paliwa – dodał z rozpaczą w głosie. Pewnie, że mu pomogę pomyślałem. Kierowcy muszą sobie pomagać a już szczególnie, jeśli pomocy potrzebuje kolega i do tego kierowca. – Tylko jak ja mu mam pomóc- pomyślałem. To oczywiste, że potrzebował dostawy paliwa na miejsce agonii jego samochodu i w tym głównie miała się wyrażać moja pomoc. Ale lata ogólnej dostępności paliwa przyczyniły się to tego, że byłem do tego zupełnie nieprzygotowany.  – Czy ja mam kanister na benzynę? – Zapytałem sam siebie. No to było oczywiste, nie miałem. Bo już dawno uznałem, że stacji benzynowych jest tak dużo, że pojemnik na paliwo jest bezużyteczny. – Zawsze zdążę dojechać do stacji paliw jak tylko zapali się rezerwa w samochodzie – przekonywałem sam siebie od lat, i co też w tej chwili sobie uświadomiłem, przekonywałem o tym kolegę, który potrzebował teraz mojej pomocy. Ja nie miałem, ale przypomniałem sobie, że jest ktoś, kto ma. Szczęśliwie osoba, o której pomyślałem większość swych lat przeżyła w czasach realnego socjalizmu gdzie trzeba było wszystko chomikować. – Nie, kto, jak kto, ale on to na pewno będzie miał kanister – pomyślałam. Wykonany telefon przekonał mnie, że miałem rację. Miałem, więc już pojemnik na paliwo. Teraz wystarczyło odwiedzić stację benzynową.  I tam naszła mnie kolejna refleksja. – Boże, kiedy to ja ostatnio lałem paliwo do baniaka? Przypomniałem sobie zamierzchłe czasy, gdy szczytem moich motoryzacyjnych możliwości był fiat i to do tego mały. A teraz, no całkiem inaczej. Nie dość, że samoobsługa, to jeszcze zapłaciłem kartą. Inny świat.  Wyrwałem się z rozmyślań, bo przypomniałem sobie o tym, kto tam na mnie oczekuje z pustym bakiem. Gdy już dotarłem na miejsce zobaczyłem znajomego stojącego przy samochodzie na poboczu drogi. Wyglądał tak smutno.  – No dobra, nalewamy… mam paliwo – oznajmiłem mu wesoło. Kolega otworzył wlew … i nas zamurowało. Lejek. Jak ja mogłem zapomnieć o lejku?! Przecież nie da się tak po prostu wlać paliwa do zbiornika. Trzeba mieć lejek. Po dziesięciu minutach byłem z powrotem tym razem przygotowany do awaryjnego tankowania. – Uratowałeś mnie, teraz to już tak jest, że jeździ się zawsze z zapaloną kontrolką, bo paliwo takie drogie – dziękował mi kolega. Gdy wracałem do domu pomyślałem, że w zasadzie niewiele się zmieniło, choć minęło tle lat. Pamiętam dużego fiata mojego kolegi, w którym przepaliła się żaróweczka kontrolki rezerwy paliwa, bo w zasadzie z braku funduszy świeciła się tam stale. Spojrzałem przed siebie. No tak, u mnie też się właśnie zaświeciła lampka rezerwy. Czyli znów nadchodzą czasy, gdy trzeba będzie wozić ze sobą zapas paliwa na wszelki wypadek, bo przecież nie zawsze jestem na tyle bogaty ,żeby zatankować bak do pełna.