Nie bluzgajcie tak! Motyla noga!

Obublikował pavvel dnia

– Ja to bym ich od razu na ciężkie roboty wysłała, bez sądu – wyznała stojąca obok mnie pani przyglądając się napisowi, który jakiś utajniony artysta wykonał sprayem na nowo wyremontowanej elewacji zabytkowej kamienicy. Starałem się przecisnąć przez tłumek, który stał na chodniku i żywo komentował sztukę ulicy, która pojawiła się jak widać bardzo dla nich niespodziewanie. Oczywiście to, co wandal namazał na ścianie nie było w żaden sposób artystyczne, ot zwykłe bazgroły, jakich wiele na naszych ulicach, wykonane w niewiadomym celu. – Ja to bym ich (tu padło kilka słów zdecydowanie niecenzuralnych) i porywałbym nogi z dupy – wtórował przedmówczyni pan, który sądząc po zdecydowanie fizjonomii był w stanie spełnić swoje groźby. – Ja to bym tym skur… tak wpier… żeby im (tu znów padły niecenzuralne słowa) – emocjonował się kolejny sąsiad zbulwersowany zeszpeceniem kamienicy. Przez ten czas, w którym starałem się przedostać przez tłumek tamujący ruch na chodniku przypominałem sobie, utrwalałem i uzupełniłem słownik przekleństw używanych przez nasz bogobojny naród. – Ja rozumiem, że państwem targają emocje, ale, po co tak bluzgać na ulicy – zauważyła nieśmiało pani, która podobnie jak była tylko przechodniem. – Aż uszy puchną, gdy się tego słucha – powiedziała do mnie, widocznie szukając poparcia i zrozumienia. Ja to bym ją może i zrozumiał, bo faktycznie sąsiedzi, choć słusznie zdenerwowani niemiłosiernie rzucali mięsem, ale okazało się, że tłumek nie był tak tolerancyjny. Kilka osób w krótkich żołnierskich słowach poradziło pani urażonej bluzgami, aby ta … że użyję tłumaczenia: szybko się oddaliła. Co też szybko, ja i tak pani uczyniliśmy. –  Powinno się karać za takie wulgaryzmy – orzekła pani, gdy już skręciliśmy za róg ulicy. – Fakt – zgodziłem się odruchowo i tak się rozstaliśmy. Gdy kilka dni później opowiadałem o tym zdarzeniu znajomym ich opinie o tym czy karać czy nie karać za bluzgi na ulicy były podzielone.  Tak też, od przyjaciół, dowiedziałem się, że ministerstwo sprawiedliwości zamierza skuteczniej walczyć z wulgarnymi odzywkami w miejscach publicznych. Urzędnicy w projekcie znowelizowanego kodeksu wykroczeń za przeklinanie przewidują kary sięgające nawet trzech tysięcy złotych. Czyli dwa razy więcej niż obecnie. – Nieźle – pomyślałem. Choć od razu wyobraziłem sobie tajnego agenta, który w tym moim przykładowym tłumie próbuje wymierzyć bluzgającym sprawiedliwość i egzekwować prawo wręczając mandaty za przekleństwa.  Zdecydowanie taki strażnik obyczajności musiałby posiadać super moce. Bardzo, ale to bardzo chciałbym, choć raz w życiu zobaczyć jak strażnik miejski lub policjant wręcza mandat osobie używającej wulgarnych słów w miejscu publicznym. Bo jak na razie to mi się nie zdarzyło. A widziałem ostatnio grupkę kinoli, którzy maszerowali środkiem ulicy bluzgając tak, że aż matki dzieciom zatykały uszy.  Policja, strażnicy miejscy byli na miejscu w znacznej sile, i co? I nic. Miałem wręcz wrażenie, że oni tam byli po to, żeby ochraniać tych bluzgających. A z samych mandatów nasze miasto mogłoby uzyskać kilkanaście tysięcy złotych, a po nowelizacji ustawy dwa razy więcej.  Bo przecież ustawa o karaniu za przeklinanie w miejscu publicznym jak najbardziej obowiązuje. A może nie trzeba zwiększać kar, tylko wychowywać od małego? Tak, żeby skorupka za młodu bluzgami nie nasiąkała? Sam nie wiem, choć jak wyczytałem w Internecie, nie tylko mnie na sercu leży ten problem. Biskup częstochowski, Antoni Długosz onegdaj na łamach Super Expressu radził, jak wolno przeklinać katolikowi i które sformułowania dla wiernych kościoła rzymsko – katolickiego są zabronione. Jak wynika z przekonania kleru, ponad dziewięćdziesiąt procent Polaków to katolicy. Pokładam, więc głęboką nadzieję, że już niedługo posłuchają rady swego biskupa i zaczną mówić w gniewie: Motyla noga!, Kurza stopa!, Kurza melodia!, Kurczę blade!, Kurtka na wacie!, Kuchnia felek!, Psiakość!, Do kroćset fur beczek!, Na krowie kopytko!, Kurcze pióro! Lub Kurczę pieczone! Liczę na autorytet kościoła, bo na to, że Polak przestanie bluzgać, bo przestraszy się kodeksu karnego… nie mam nadziei.