Wystarczy być… ekscelencją

Obublikował pavvel dnia

Wczoraj radni mojego prowincjonalnego miasta jednogłośnie przyjęli uchwałę w sprawie nadania honorowego obywatelstwa pewnemu arcybiskupowi. Jeśli ktoś w tym miejscu pomyślał, że duchowny czymś szczególnym zasłużył się dla mieszkańców miasta zdecydowania się myli. Aby dostać honorowe obywatelstwo wystarczyło po prostu być. Wystarczyło być biskupem kościoła katolickiego i przynajmniej przez kilka lat mieszkać w mieście. I już radni nadają honory.

 

Jeden z radnych nawet próbował uzasadnić nadanie tego wyjątkowo naciąganego honorowego obywatelstwa i zapewne wielu przekonał, o czym świadczy jednomyślność radnych przy głosowaniu. Nie wielu czytelników uwierzy, że wystarczy być zesłanym przez Watykan do administrowania diecezją kościoła na prowincji, aby radni miasta na prowincji tak się tym faktem zachwycili, że nadali biskupowi tytuł honorowego obywatela, gdy tylko się dowiedzieli ze ekscelencja wyjeżdża z miasta. A jednak okazuje się że to wystarczy. Ale dla przyzwoitości pozostało jeszcze to nadanie jakoś uzasadnić. O to zadbał pewien radny, który w swej laudacji starał się usilnie wymienić, kilka zasług biskupa dla miasta. Wymienił kilka i dodał, że to nie wszystkie. Szkoda, że nie wymienił wszystkich, bo nie było ich aż tyle żeby zajęło to więcej czasu na nadzwyczajnej sesji.

 

Wymienione zasługi ekscelencji dla mieszkańców mojego miasta mieszczą się dokładnie w ramach jego kościelnych obowiązków, szerzenia wiary oraz czynności administracyjnych, jakie powinien spełniać biskup kościoła w swej diecezji. Nie były czymś nadzwyczajnym a raczej czymś zupełnie normalnym dla posługi kościelnego hierarchy. To mniej więcej tak jakby z urzędu nadawać honorowe obywatelstwo każdemu urzędnikowi miejskiemu, który choć raz wydał decyzje, która przyczyniła się to tego, że coś tam w mieście wybudowano czy utworzono. A to, co uczynili radni jest dokładnie takim uznaniem dla samego uznania. Radny w swej mowie przekonywał, że jego ekscelencja w okresie swej siedmioletniej posługi nawiązał wyjątkowo dobre stosunki z gmina. To na prawdę odkrywcze i wyjątkowe! Tak jakby gdzieś w tym kraju od dwudziestu lat nie były one dobre a wręcz znakomite. Czy moje miasto osiągnęło jakiś wyższy poziom wyjątkowo dobrych relacji państwo – kościół?  Radny przedstawił też na sesji życiorys arcybiskupa, przypominając miedzy innymi jego ingres z roku 2002, któremu przewodniczył ówczesny kardynał a dziś papież. Faktycznie to wielka promocja miasta, zapewne wielu na całym świecie dowiedziało się wtedy o istnieniu mojego prowincjonalnego miasta. Jakoś trudno w to jednak uwierzyć.

 

Na uroczystej sesji przypomniano też podobno liczne przedsięwzięcia, które biskup wdrażał dla dobra współmieszkańców. Sztandarowymi przykładami wyjątkowości biskupa było według radnego utworzenie ośrodka edukacyjno-charytatywnego na jakieś wsi leżącej ponad trzydzieści kilometrów od mojego miasta (!). Tak to na prawdę wielki i godny nagród wszelakich wyczyn. Ekscelencja podobno też własnoręcznie utworzył diecezjalny ośrodek duszpasterstwa akademickiego oraz uruchomienie centrum myśli Benedykta XVI w mym mieście. To ostatnie mnie nie dziwi, bo jako hierarcha kościelny, biskup od zawsze był blisko związany z obecnym papieżem. Ale jak do wpłynęło na codzienne życie mieszkańców miasta, nie wiem i pewnie nie wielu wie. Choć niewątpliwie wiedzieli o tym radni. Ale czy te wszystkie inicjatywy nie są tylko i wyłącznie związane z szerzeniem wiary? Gdzie tu dobro dla laickiego miasta? Nie wszyscy obywatele w mym grodzie to głęboko wierzący katolicy. A wszystko, co uczynił biskup było związane bardzo ściśle z kościołem i przyniesie, oby, korzyść raczej tylko wierzącym. A honorowe obywatelstwo nie powinno być przyznawane osobie, która nic poza tym, co wypadało jej czynić z racji zajmowanego w kościele stanowiska czyniła.

 

Honorowych obywateli jest w moim mieście tylko siedemnastu, a mam wrażenie z ten ostatni dostał je tylko, dlatego że trzeba, bo było czymś na zakończenie jego mieszkania w moim mieście nagrodzić. Co mu radni i prezydent dać mieli? Obraz? Książkę?  Nie wypada. A honorowe obywatelstwo wydawało im się odpowiednie. Ale przez to ten honor stał się tylko prezentem na odchodne dla biskupa. Taką pamiątką z miasta, które opuszcza dla watykańskich stanowisk. Kilku urzędników wpadło na dziwny pomysł. I go sobie zrealizowało. Pewnie wielu z radnych nie glosowałoby w zwykłych okolicznościach za nadaniem honorowego obywatelstwa. Ale jak tu w katolickim kraju, przy takich powiązaniach państwa i kościoła głosować przeciw. Głosowano, więc jednomyślnie, bo biskupowi się w tym kraju niczego nie odmawia a wręcz daje. Więc mu nadali.