Pan prezydent i nie pan, choć wiceprezydent
W moim prowincjonalnym mieście jest urząd. W urzędzie jest ściana, na której wisi tablica a na niej jest przypięta wielgachna kartka, na której ktoś umieścił informacje, do kogo to należy się zgłosić, jeśli się widzi jakiś nieład, nieporządek czy inną niesprawiedliwość w mieście. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie nadczynność i zwykle lizusostwo urzędnicze.
Na pierwszym miejscu listy urzędników, do których można wnosić skargi jest oczywiście prezydent. A dokładniej PAN PREZYDENT i tu imię i nazwisko. Wielkimi literami to napisano widać z wielkiego szacunku. Poniżej jest wiceprezydent z imieniem i nazwiskiem zapisanym mniejszymi literami a następnie lista wszystkich wyższych notabli miejskich.
Nadal wszystko dobrze powiecie, ale czy na przedrostek PAN przed funkcją i nazwiskiem zasługuje tylko prezydent? Bo tylko on został tym panem zaszczycony. A już wiceprezydent nie, bo pewnie w oczach urzędnika przygotowującego tą tablicową informacje inni urzędnicy z wiceprezydentem na czele nie zasłużyli na to Pan przed funkcją i nazwiskiem. I słusznie, bo przecież PAN jest tylko jeden jak wiadomo od dawna. Ale może warto by tak użyć tam na tym spisie adresowym staromodnego obywatela? W końcu przecież wszyscy jesteśmy jak nie Panami czy Paniami to przynajmniej obywatelami.
Może warto tak już, jeśli taka forma w języku polskim istnieje wszystkich tytułować, jeśli się z nim nie jest po imieniu Pan czy Pani. I niech będzie i Pan Prezydent i Pan Wiceprezydent. Albo odwrotnie nie wypisywać przez funkcja słowa Pan czy Pani. Bo to naprawdę wygląda dziwnie a nawet śmiesznie, jeśli na Pana zasługuje tylko prezydent miasta a jego zastępcy to już nie.
