Nowa bitwa warszawska z policyjna asystą

Obublikował pavvel dnia

Widziałem dziś w telewizji wojnę. No może nie od razu wojnę, może tylko bitwę. Bitwę państwa prawa z narodem. Po stronie państwa i prawa był komornik działający z upoważnienia prezydent Warszawy oraz oddziały bojowe z nazwą ochrona na plecach. Po drugiej stronie walczyli kupcy z warszawskich kupieckich domów towarowych.

 

Pierwszą bitwę jeszcze na sali sądowej przegrali kupcy. Tam miasto na czele z niezwyciężoną Hanną prezydent Warszawy odniosło pierwsze zwyciężyło. Dziś rano miałem szanse zobaczyć jak to jest, gdy prawo staje się ciałem. Komornik, którego nie było co prawda fizycznie, ale działał za to na zamówienie prezydent Warszawy, prawo to egzekwował.

 

Oglądałem sobie w telewizji prawdziwa bitwę. Przez czterdzieści pięć minut agencja ochrony atakowała kupców przy całkowitej bierności policji. Widać było wyraźnie, że doszło tam pod halą do narażenia życia i niszczenia mienia. Widziałem w telewizji jak ludzie uciekali po użyciu gazu bojowego. Lekarze udzielali im pomocy, ale to nie wzbudziło w policjantach żadnej reakcji. Na miejscu szturmu nie było komornika, więc nie można było powiedzieć, że ochroniarze działali z jego upoważnienia. Nie było tam żadnego przedstawiciela miasta a gdy już się pojawił zaczął twierdzić, że komornik jest, choć go i jego czynności widział tylko ten jedyny przedstawiciel miasta i nikt inny. Podobno komornik był nawet w budynku hali kupieckiej gdzie z narażaniem życia działał, ale nikt go tam nie spotkał. Choć telewizyjna kamera relacjonowała zamieszki też z wewnątrz hali. Był to najbardziej tajny z tajnych komorników. I tak przez godzinę trwała bitwa warszawska miedzy kupcami a ochroniarzami. Ludzie krzyczą, kobiecy płaczą, gaz się ściele. Krzyki, piski i wyzwiska. Bijatyka na całego. I nadal ani jednego policjanta. Żadnej interwencji. Zamieszki, walka, ofiary, pobici i poparzeni a policja w koszarach.

 

Nie zobaczyłem na ekranie żadnego policjanta. Nie było nikogo z warszawskiego ratusza. Na miejscu walk nie było nikogo z bogatszych jak zawsze, gdy ściera się biedny z bogatym. Bogaty wynajmuje tych mniej biednych i napuszcza ich na tych, którzy już niedługo, jako bezrobotni będą biedni bardziej.  I tak się stało dziś rano w Warszawie. Miasto zaatakowało ludzi używając do tej napaści agencje ochrony. Nikt z nikim nie rozmawiał, nikt nikogo nie słuchał, nikt nie dał szansy na rozmowy. Od razu doszło do walki. Zasadne jest pytanie czy agencja ochrony przy szturmie mogła używać gazów łzawiących? Odkąd to ochroniarze mają prawo do ataku a nie do ochrony? Czy mają takie uprawnienia? Zapewne nie, ale to i tak nie ma znaczenia, cała odpowiedzialność rozpłynie się w procedurach, opowieściach, zeznaniach, komisjach, protokółach i odwołaniach.

 

I nagle mnie olśniło. Policja jest przecież państwowa. Jeśli jest spór, jeśli jest eksmisja komornicza nie ma, co liczyć na pomoc policji nawet jeśli komornik łamiąc prawo wynajmie do szturmu firmę ochroniarską. Policja jak mówiłem jest państwowa i tylko państwowego interesu broni. Można być nawet pobitym, można nawet być poparzonym gazem pieprzowym przez prywatna firmę bojową przy całkowitej bierności policji. Policja tylko asystuje przecież.

 

Centrum stolicy. Centrum europy. Walka trwa miedzy prywatna firmą a prywatnym stowarzyszeniem kupieckim w najlepsze przez blisko godzinę i nikogo z policji to nie interesuje. Jakoś tak przypomniały mi się interwencje policji na stadionach gdzie całkowicie przecież prywatni ludzie nawalają się miedzy sobą. Tam policja jest i słusznie. A w centrum Warszawy jakoś tak już ich nie było. Gdzie tu jest różnica?

 

To, że miasto chce wyegzekwować swoje prawo nie oznacza jeszcze, że trzeba to robić łamiąc prawo. Przy pomocy siły, przy pomocy prywatnej armii używając prywatnej broni. A policja? Policja głosem swojego rzecznika informuje, że ona tylko asystuje. Fakt asystuje przy łamaniu prawa. Agencja ochrony jest przeznaczona do ochrony mienia a nie do walk szturmowych, jako asysta komornika. Jednak policjantów to jakoś nie zdziwiło. Czyżby w mundurach ochroniarskich rozpoznali swoich byłych i obecnych kolegów? I dlatego cos im się pomyliło?

 

Policji nikt nie widział, bo tradycyjnie jak są potrzebni to ich nie ma. Za to byli ochroniarze uzbrojeni w gaz bojowy i kupcy broniący swoich miejsc pracy. I tak oto mieliśmy nowa bitwę warszawską z policyjna asystą.