Ufaj, ale sprawdzaj
– Dzień dobry, poproszę masło,pięć bułeczek, może jeszcze serek i mleko – zwróciłem się do sprzedawczyni w moim sklepie osiedlowym. Pani wyłożyła mi na ladę, to, co tam sobie zażyczyłem. Poinformowała mnie o sumie, którą mam zapłacić, a ja tradycyjnie nim spakowałem do torby zakupy dokonałem czynności kontrolnych. – Przepraszam, ale ten serek jest przeterminowany – powiedziałem. – I to od tygodnia – dodałem. – O bardzo przepraszam – rzekła pani sprzedawczyni z rozbrajającym uśmiechem, jak zawsze w takich przypadkach. Skorygowała cenę serka na kasie fiskalnej, po czym odłożyła ten przeterminowany produkt w miejsce, z którego go zabrała. I znów nastąpiła tradycyjna wymiana zdań. –Nie schowa go pani na zaplecze, przecież to już się nie nadaje do sprzedaży –to moje pytanie. – Tak, oczywiście, za chwilę to wyniosę, teraz jest tu kolejka i nie mogę odejść – to kobieta zza lady. I tak jest zawsze. Każdy produkt sprawdzam dwa razy, nim go schowam do torby, bo nigdy nie wiadomo czy przypadkiem jego data przydatności do spożycia nie upłynęła. Powie ktoś, po co kupujesz w tym sklepie skoro chcą cię oszukać? Faktycznie nie powinienem, ale zgodnie z tym, co powiedział nasz były prezydent: nie chcem, ale muszem… no przynajmniej czasami nie mam innego wyjścia i muszę. Bo to w zasadzie najbliższy sklep spożywczy na moim osiedlu. I jest otwarty całą dobę. Do innych mam dalej i nie zawsze mam siłę, czas i ochotę na dalekie wyprawę po zakupy. Gdy nie muszę, to oczywiście tam nie kupuję,a gdy już muszę to sprawdzam każdy towar, bo nigdy nie wiem czy przypadkiem nie okaże się, że został wyprodukowany lata temu i do sprzedaży się nie nadaje. Ale w zasadzie to, dlaczego ja się tłumaczę? Przecież to ja tu jestem klientem sklepu i mam prawo do świeżego produktu. Ja nikogo nie chcę oszukać. Ja chcę tylko kupić pełnowartościowy produkt. To mnie tu chcą oszukać. A ja mam poczucie,że coś robię źle.
Pewnego razu kupiłem, w tym sklepie sok pomarańczowy, którego data przydatności do spożycia minęła ponad siedem miesięcy wcześniej.Moja wina. Tym razem nie sprawdziłem w sklepie… Boleśnie przekonałem się o moim gapiostwie nalewając sok do szklanki. I całe szczęście, że nie wypiłem wprost z kartonu. Sok nalany do naczynia był mętny i o brązowej barwie. Następnego dnia zwróciłem uwagę sprzedawczyni, że kupiłem napój nienadający się do spożycia i oczywiście też do sprzedaży. Pani grzecznie przeprosiła. Kilka dni później towarzyszyłem koleżance w zakupach w tym samym sklepie. Znajoma zapragnęła napić się soku, co od razu wzbudziło moją czujność. – Sprawdź datę,może jest przeterminowany – ostrzegłem, znając zwyczaje panujące w tym sklepie i kierując się doświadczeniem. Sok był przeterminowany. Na półce było ich jeszcze osiem w takim stanie … lub może więcej, nie wiem, bo dopiero za dziewiątym razem pani ekspedientka natrafiła na taki, który był świeży. I tak jest zawsze. Odwieczna walka. Oni coś mi usiłują sprzedać i czasami jest to przeterminowane,a ja staram się wykazać czujnością i sprawdzać daty przydatności do spożycia. Dla mnie najważniejsze jest to, iż zarówno w przepadku przekroczenia daty minimalnej trwałości, jak i terminu przydatności do spożycia środki spożywcze nie mogą znajdować się w obrocie. A w tym sklepie normą jest sprzedaż towarów żywnościowych po upływie ich terminu przydatności do spożycia. Czy to musi tak być, że ja ciągle kupuję w poczuciu zagrożenia? Widocznie stara zasada z czasów minionych, przypisywana przez niektórych Feliksowi Dzierżyńskiemu: „Ufaj, ale sprawdzaj” nadal jest aktualna. Choć może teraz nowocześniej i zgodnie ze sklepową modą powinno to brzmieć: trust, but veryfy. I to proponuję umieścić na witrynach sklepów tuż obok napisów : sale.
