Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Chlebuś nasz powszechny

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 5

Sam już nie wiem, co ja mam w tym moim portfelu, bo wielu twierdzi, że mam tam pieniążki a ja chciałbym przechowywać w nim pieniądze.  Wokół mnie słychać rozmowy o pieniążkach a ja chciałbym, by banknoty emitowane przez Narodowy Bank Polski nazywać po prostu pieniędzmi. Bo jeśli już je z takim wielkim nakładem sił zarobiłem, to z szacunku dla nich wolę mieć w portfelu pieniądze. A wokół wciąż słyszę o tych pieniążkach. –  Masz drobne pieniążki – powiedziała koleżanka zaglądając do mnie do biura.   – Mam tylko pieniądze a nie pieniążki – odpowiedziałem.  Co jest w nas? Bo mnie też to się zdarza, choć staram się nad tym zapanować. Co się stało, ze mną i z mym narodem, że tak bardzo uwielbiamy zdrabniać czy zmiękczać nazwy? – Czy ja mogę kilka plasterków szyneczki – słyszę w sklepie? – Poproszę bileciki do kontroli – mówi kontroler w miejskim autobusie. – Zamówić ci taksóweczkę – to już moja znajoma kilka dni temu. I tak w kółko. I znów. I tak każdego dnia, gdy tylko wstanie słoneczko, – że się przyłączę do narodowego pieszczenia się z każdym słowem.  – Czy świeże, aby te bułeczki? – ileż razy słyszałem to pytanie w kolejce. – Ależ oczywiście, pieczywko jest świeżuteńkie – odpowiada sprzedawczyni. Mdli mnie już od tego. Mam wrażenie, graniczące z pewnością, że nauczono nas tego w dzieciństwie. I tak nam ta tendencja do zdrabniania wszystkiego, co się da zdrobnić, czy też się nie da, została nam w dorosłości.  – O jaki uroczy ten dzieciaczek, a ile ma latek – ileż razy to słyszałem ja małolat.  A teraz to jest inaczej? Te wiecznie zdrabniające każdy wyraz mamusie, co szepczą między sobą – A Moniczka to taką piękną kupeczkę dziś zrobiła. Tak, zapewne to w dzieciństwie dopadło nas to nieszczęście zdrabniania wszystkiego. Te wszystkie ubranka, bluzeczki, spodenki, fryzurki, pieluszki, majtaski, włoski, bobaski, cycusie, łóżeczka, pieluszki, lalunie, śpioszki i tak dalej. Ależ mnie dobijają te mamuncie, – że sobie też pozwolę na zdrobnienie. Choć zapewne wielu zdaje sobie z tego sprawę, że do dziecka trzeba się zwracać normalnym głosem i nie używać zdrobnień, to jednak niewielu to czyni. Widocznie jak w młodości Jasio nasiąknie tą „mikro” mową, to Jan też w tym zdrabnianiu naszego potocznego języka nic złego nie zobaczy.  Ale co tam dzieci, dorośli nadal zdrabniają zapamiętale i czynią to z dziwną radością. – Bilecik, ogóreczki, buteleczka, papierosik, czapeczka, marcheweczka, cytrynki, gazetka, piweczko, wódeczka – wystarczy posłuchać w sklepie. A jak usłyszałem dziś słowa o „pieniążkach” z ust pewnego polityka, to mnie jakoś tak bardziej zmroziło. Nie wiem, czy to słusznie, aby moje podatki powierzać komuś, kto uważa, że wydaje publiczne pieniążki a nie pieniądze. Bo może on nie jest jeszcze na tyle dorosły, aby dawać mu do zabawy dorosłe banknoty? Może jemu się nadal wydaje, że gra w Monopol … pieniążkami.  Oczywiście to moje prywatne zdanie na ten temat. Taka całkowicie subiektywna opinia. Pewnie jest w naszym pięknym kraju nad Wisłą wiele gorszych czynów, czy narodowych wad, niż nazywanie wszystkiego zdrobniale. Ale mnie właśnie to denerwuje i nic na to nie poradzę. No chyba, że naleję sobie dla rozluźnienia… kieliszeczek wódeczki.