Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Stan oczekiwania

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 34

– Proszę poczekać na korytarzu– burknęła na mnie urzędniczka.  Nawet się nie zdziwiłem. To takie zwyczajne. Grzecznie przeprosiłem za swoją nadmierną zuchwałość i wiarę w to, że nie będę musiał tym razem czekać choćby chwili. Zostałem przywołany do porządku i zmuszony do oczekiwania. – I słusznie– jakby powiedział mój znajomy.  Gdzie ja miałem rozum – przyszedłem do urzędu, i tak bez czekania chciałem coś załatwić?  Przecież to instytucja publiczna, a w takich miejscach oczekiwanie jest czymś najzupełniej normalnym. – Przepraszam –wymamrotałem – i zamknąwszy drzwi urzędniczego gabinetu rozpocząłem oczekiwanie. Sterczałem tak sobie przed zamkniętymi wierzejami pokoju ściskając w ręku papiery i tak się zastanawiałem nad tym, że tak w ujęciu ogólnym całe moje życie upływa mi na wiecznym oczekiwaniu. Dumałem sobie nad tym, że zawsze na coś czekałem i co gorsza nadal czekam. Bo proces oczekiwania jest najważniejszy. Bez niego ani rusz. Tak czy inaczej oczekiwanie jest dla mnie stanem naturalnym. Nie żebym się przez te lata mojego dotychczasowego życia do tego przyzwyczaił. Raczej stan taki przyjmuję, jako zło, które w mej egzystencji jest jak widać koniecznością. Wiem dobrze, że jak swojego nie odstoję, to niczego nie załatwię. Rzeczą bardzo charakterystyczną dla naszej krajowej biurokracji jest to, że bez przymusu pewnego oczekiwania niczego niemożna uzyskać. Nic nie jest od ręki, wszystko musi nabrać swojej mocy rzędowej.  A nie ma nic lepszego nad oczekiwanie. Czym dłużej petent czeka tym jest bardziej wdzięczny, gdy już się doczeka. Trzeba po prostu uzbroić się w cierpliwość i poczekać.  I nieważne czy idę do lekarza czy do urzędu.Ja z góry zakładam, że nawet jak jestem umówiony na konkretną godzinę to i tak będę musiał, choć troszeczkę poczekać. Bo moje życie to przecież stan permanentnego oczekiwania. Popatrzmy na to zagadnienie bardziej ogólnie. Pamiętam, że w dzieciństwie, poza wieloma innymi rzeczami,oczekiwałem na prezenty. W szkole wyczekiwałem wakacji. Oczekiwałem też odpowiedniego wieku, aby móc korzystać z przywilejów dorosłości. To tylko przykłady, bo przecież oczekiwanie to dla człowieka stan chyba normalny. Bo zawsze znajdzie się przyczyna, dla której będziemy skazani na oczekiwanie.  Ja poza tym, że czekałem pod tymi drzwiami urzędu i rozmyślałem o oczekiwaniu – w sensie filozoficznym – to oczekiwałem też na kuriera, który miał mi dostarczyć paczkę z płytą. O tym, że nic nie dzieje się natychmiast przypominają mi też codziennie komputery. Ileż to razy, gdy się spieszyłem zmuszony byłem oglądać na ekranie denerwująco migający kursor informujący mnie, abym raczył jeszcze chwile poczekać. Klepsydra przelewała swój wirtualny piasek,obracała się, i znów i na nowo, a ja czekałem. Najgorsze w tym oczekiwaniu jest to, że zawsze dopada mnie wtedy myśl,że przez to czekanie tracę czas, który mógłbym spożytkować na coś konstruktywnego.  – Przepraszam, czy już można – zapytałem ośmielony tym, że upłynęło już sporo czasu. – Proszę jeszcze trochę poczekać – odparła urzędniczka. – Teraz mamy przerwę – dodała. No tak!Oczywiście. Poczekam. Przecież moje życie to czekanie.