Strajk prywatny
– Obudziłem się dziś w bardzo antypaństwowym nastroju – rozpoczął swą opowieść mój znajomy, gdy zasiedliśmy przy knajpianym stoliku. – Już w nocy czułem, że wzbiera we mnie nienawiść, żal i frustracja. Wiedziałem, że coś musze zrobić, działać, że tak dalej być nie będzie – tłumaczył przyjaciel miedzy jednym głębszym a kolejnym nalewanym. – Nad ranem wiedziałem już co zrobię, rozpocznę akcje protestacyjną w obronie swojego miejsca pracy – dodał niezdrowo podniecony.
– Ależ z tego co sobie przypominam to ty jesteś samodzielnym, drobnym biznesmenem pracującym na swoim – przypominałem mu – sam sobie jesteś szefem, sterem i okrętem. Co prawda ciągle pracujesz dla swojego dawnego szefa, ale już jako niezależny podmiot gospodarczy. – Może i tak, ale to nie przeszkadza mi w tym abym prowadził strajk. Przecież jestem gnębiony. Te wszystkie podatki, zarządzenia, rozporządzenia, ta cała biurokracja. Te kontrole. To mnie dobija. Nie wspominając już o moim byłym szefie, który jest teraz moim jedynym kontrahentem. Doprowadziło to mnie na skraj bankructwa – tłumaczył z zapałem. – Ja już dziś z rana pod prysznicem wykrzykiwałem do siebie cichutko: Złodzieje! Złodzieje! Kierując w myślach te oskarżenia do pani premierzycy, wszystkich ministrów i ministerek, do urzędników samorządowych i tych centralnych, do władz lokalnych i państwowych. Tak wiem, uległem – przekonywał mnie. – Poddałem się inspiracji. Skopiowałem podstępnie pomysł. Może za dużo wiadomości w telewizji? Za dużo czytania tych gazet i serwisów informacyjnych w internecie? Przedobrzyłem. I teraz jest już za późno, postanowiłem działać. Przystąpiłem do strajku.
– Przy śniadaniu opracowałem plan. Ogłosiłem domownikom oraz wszystkim moim znajomym na Facebooku, że rozpoczynam akcje protestacyjną – powiedział gdy wróciłem z baru z nową kolejką. – Na początek zgodnie ze stara świecką tradycją wywiesiłem w oknach flagi narodowe, na starym prześcieradle napisałem wielkimi literami STRAJK (nie zapominając oczywiście o odpowiednim do sytuacji z zgodnym ze sztuką liternictwie) no i włożyłem biało-czerwoną opaskę – w tym miejscu pokazał mi to, co miał na ramieniu.
– Ale przecież ty nie jesteś górnikiem dołowym, ty nie możesz protestować mając pretensje do rządzących – starłem się przywołać w nim rozsądek. – Mogę i będę! – wykrzyknął tak, że zainteresowała się nami ochrona knajpy. – Jak górnicy mogą to ja też! Mnie się też coś należy! Mnie też rząd musi pomóc! Przecież ja w obronie swojego miejsca pracy protestuje. I powiem więcej: będą podejmowane konkretne działania. Nie wiem nawet czy w ramach eskalacji nie zjadę do piwnicy protestować pod ziemią.
Zaproponowałem, żeby jeszcze zamówić małe Conieco, bo bez tego możemy się wypracować porozumienia – mówiąc stosownie do okoliczności. Przystał na propozycje. – Oczywiście stworzyłem już sztab protestacyjny w ramach którego odpracowujemy listę naszych żądań oraz strategie działania – powiedział, gdy już wypiliśmy i zakąsiliśmy. – Rząd prze do konfrontacji, bo jeszcze nikt nie odpowiedział na moje postulaty, co jest oczywiście jawną prowokacją. Musimy przygotowywać szybką ścieżkę protestów – zapowiedział.
– Chciałbym zaapelować do pani premier, by jak najszybciej się ze mną skontaktowała, tak abyśmy mogli usiąść i prowadzić rozmowy – powiedział. – A czy ona o tym wie? – zapytałem z troską. – Nie wiem czy wie, ale przecież powinna się interesować losem obywateli, ja też jestem obywatel, to więc i likwidacja mojego miejsca pracy nie powinna być jej obojętna – dodał. – To wszystko to konsekwencja braku rozmów i autentycznego dialogu społecznego – stwierdził i zaproponował żebyśmy jeszcze wypili po maluchu.
cdn.
