Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Strajk prywatny – trzecia odsłona konfliktu z władzą

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Zobaczyłem go z daleka. Ucieszyłem się na widok niedużej – opatulonej zimowo na zimowe przecież okoliczności przyrody – szarej postaci. Zakapturzonej i okutanej jak średniowieczny rycerz. A może bardziej przypominał pielgrzyma w drodze do ziemi świętej? Z torba przewieszoną przez ramie, którą sam nazywa dziadowski pokutnym workiem, rzeczywiście kogoś takiego przypominał. Stał ten dzielny samozwańczy przywódca strajkowy przy kiosku przytupują na mrozie nogami. Dopiero jak podszedłem bliżej zobaczyłem, że kupił gazetę. – Co tam panie w polityce – zagadałem wskazując na dziennik, który trzymał w ręku – Czy rząd przysłał do Ciebie negocjatora?

– O sprawach tak ważnych nigdy nie rozmawiał na sucho – odparł przyjaciel wyniośle, po czym zaproponował abyśmy odwiedzili pobliską knajpę w celach konsumpcyjnych. Było już kilka minut po trzynastej, więc nie widziałem przeciwwskazań i chętnie przystałem na jego propozycje. – Zdecydowaliśmy na spotkaniu z załogą, aby utrzymać pogotowie strajkowe i daliśmy czas szefowej rządu na rozpoczęcie rozmów do 31 stycznia. Jeżeli premierzyca się nie ugnie, strajk wybuchnie ponownie – zrelacjonował krótko sytuacje przyjaciel, jak tylko wypiliśmy po pierwszym łyku z kufli przyniesionych przez kelnera.

– Jak to „na spotkaniu z załogą”? – zdziwiłem się – Masz jakiś załogantów? Zatrudniłeś kogoś? Przecież jesteś na samozatrudnieniu? – zapytałem zaciekawiony nagłym zwrotem sytuacji. – Załoga to ja, ja jestem sobie załogą i własnym szefem i w zależności od okoliczności występuje w odpowiedniej do sytuacji osobie – odparł.  – Teraz i ja, jako prezes, i ja, jako załoga występujemy wspólnie, jako komitet strajkowy. W jedności siła – dodał z nieukrywana dumą. – To jakiś absurd! Jednoosobowo? Tak nie można – zaprotestowałem. – Tak myślisz? – powiedział podsuwając mi gazetę. A tam stało czarno na białym plus kolorowe zdjęcie, że zamiast dwudziestu pięciu  radnych Zieloną Górą rządzi tylko jedna osoba. Zwołuje kolejne sesje jednoosobowej rady miasta, rozpoczyna sam ze sobą dyskusje, sprawdza listę obecność na której jest tylko jego nazwisko i dalej w tym samym tonie. Zgodnie z prawem będzie tak jako jednoosobowa rada miasta rządził miastem i gminą, aż do wyborów, które mają odbyć się 15 marca. Przyznałem przyjacielowi racje: można.

– Zwracamy się do pani premier o natychmiastowe rozpoczęcie negocjacji – mówił dalej popijając z kufla. Oświadczył mi, że jego zdaniem, rząd chce uprawiać dialog „konia i woźnicy”, gdzie głównym atrybutem jest bat. – My na taki dialog nie pozwolimy – oznajmił. Zaznaczył ponadto, że dopiero po pierwszym spotkaniu z premierzycą ocenią (czyli On i załoga), czy jest ze strony rządu „dobra wola”. – Wówczas komitet protestacyjny podejmie decyzję o zawieszeniu pogotowia strajkowego lub o ewentualnym zaostrzeniu sporu – powiedział z przekonaniem.

– Do tego czasu – jak zaznaczył – nie ma mowy o zawieszeniu pogotowia strajkowego ani o żadnych ustępstwach z naszej strony. – Wszyscy są w gotowości – dodał dopijając piwo. – Teraz musze już lecieć, bo mam spotkanie – powiedział – zostały powołane grupy robocze, które doprecyzują scenariusz kolejnych niewykluczonych przecież akcji protestacyjnych. Po tych słowach wstał, ubrał się w wierzchnie okrycia, przewiesił swój worek pokutny przez ramie, rzucił mi krótkie – Cześć –  i wybiegł.

cdn.