Gliniarz, paralizator oraz prokurator
Prokurator nie skrzywdzi funkcjonariusza, bo przecież obaj działają w ramach jednego układu państwowego. Policjant który raził prądem anarchistów nie stanie przed sądem, bo prokuratura chce dla niego warunkowego umorzenia sprawy. Bo „szkodliwość społeczna nie była znaczna”. Pewnie dlatego, że to osoby należące do tej samej grupy interesów, do tej samej grupy zawodowej i nie będą robiły sobie krzywdy.
Prawie dwa lata temu podczas wykładu na Uniwersytecie pewien ksiądz profesor nauczał wiernych, że gender nie jest nauką, lecz ideologią prowadzącą do dewastacji człowieka i rodziny. Wykład osoby duchownej zakłóciła grupa anarchistów komentując głośno słowa wielebnego, klaszcząc w dłonie, tańcząc i biegając po sali.
Takiej bezbożności i braku poszanowania dla osoby duchownej nie zdzierżyli policjanci w cywilu. W obronie moralności i ładu społecznego chcieli usunąć anarchistów z sali. Doszło do szamotaniny. Starszy aspirant w cywilu tak się zapalił do roboty, że potraktował protestujących prywatnym paralizatorem, co uwieczniono na nagraniach z telefonów komórkowych. Anarchiści nie niszczyli mienia, nikogo nie atakowali, a jedynie bawili się w berka z policjantami. Mimo tego funkcjonariusze użyli prywatnych paralizatorów, choć nawet gdyby były to państwowe paralizatory a nie prywatne to i tak nie mieliby prawa ich użyć.
To zupełnie jasne nawet dla trzyletniej dziewczynki – parafrazując klasyka – że użycie prywatnego paralizatora przez policjanta w cywilu było niedopuszczalnie. Policjantom nie wolno używać prywatnej broni, chyba, że ich życie byłoby zagrożone. A tu nie zachodziły takie okoliczności.
Gdy o sprawie zrobiło się głośno policjant który użył paralizatora przyjął zaskakującą linię obrony. Tłumaczył, że tylko straszył anarchistów latarką, która imituje trzask wyładowania elektrycznego i świeci na niebiesko. Oczywiście policjant nie pokazał tej „latarki”, bo ponoć ją zgubił. Przełożeni oczywiście mu uwierzyli.
Natrętni anarchiści nie dali za wygrana i powiadomili o przestępstwie prokuraturę. Śledztwo trwało półtora roku. Powołano nawet biegłego który wydał jednoznaczną opinię, że policjant zaatakował demonstrantów paralizatorem w wyniku czego trzy osoby zostały porażone prądem.
Policjant dostał co prawda w prokuraturze zarzuty przekroczenia uprawnień oraz naruszenia nietykalności cielesnej trojga anarchistów. Groziły mu za to trzy lata więzienia. Ale przecież jak wiadomo, kruk krukowi oka nie wykole. Choć prokuratura postawiła funkcjonariuszowi zarzuty, to wcale nie chciała jego skazania. Zamiast aktu oskarżenia do sądu skierowano wniosek o warunkowe umorzenie sprawy. Bo szkodliwość społeczna czynu nie była znaczna.
W ocenie państwowej prokuratury wynikało, że co prawda policjant złamał prawo rażąc prądem pokrzywdzonych, ale „sytuacja była dynamiczna, a zachowanie pokrzywdzonych prowokacyjne”. Wygląda na to, że anarchiści sami sobie byli winni, bo się wręcz domagali oberwania paralizatorem.
W ocenie geniuszy sprytu z prokuratury policjant miał co prawda prywatny paralizator którego mieć nie powinien, ale jego kolega wyjaśnił, że to do ochrony przez niebezpiecznymi psami, więc prokuratura uznała, że jak tam ma, to niech sobie ma. Prokuratura stwierdziła, że nie można było pokrzywdzonych razić prądem, ale spojrzała na sprawę kompleksowo i wnioskowała umorzenie sprawy.
– Tak ją oceniliśmy, ma pan prawo się z tym nie zgadzać – mówi przedstawicielka prokuratury w rozmowie z dziennikarzem. No całkiem jak w Misiu: Cham się uprze i mu daj. Jak się w Polsce chce przeczyć to trzeba pamiętać, że policjant jak na służbie tak i w cywilu ma zawsze racje. Nie po to mu państwo dało władze nad tłuszczą żeby się teraz tłumaczył. A jak już musi to go prokurator po znajomości wybroni. A jak i to nie pomoże, to może sąd da wiarę mundurowemu, bo jak już kiedyś pisałem, nie znajdzie podstaw żeby nie wierzyć funkcjonariuszom m.in. ze względu na ich dobrą znajomość prawa i pełnioną funkcję. Cóż pozostaje nam tylko mieć mocną skórę i szybkie nogi, bo ta sprawa to jasny sygnał, że łamanie prawa przez policjantów uchodzi bezkarnie.
