Lotniskowa wirtualna rzeczywistość
– Poprawia się za to, chociaż powoli, sytuacja z liczbą pasażerów odlatujących z Radomia. We wrześniu odprawiliśmy 212 pasażerów, od 1 do 9 października było ich 80 – radowała się kilka dni temu pani prezes Portu Lotniczego Radom w wywiadzie dla lokalnej gazety. Nie wiem czy nadal trwa w radości, bo okazało się, że czeskie linie lotnicze ogłosiły, że od listopada rezygnują ze współpracy z radomskim lotniskiem.
Pewnie nadal trwa w tym stanie, bo optymizm jest przecież najważniejszy. – Nie otrzymaliśmy żadnego oficjalnego pisma w tej sprawie – mówią władze lotniska – więc dla nas umowa z Czech Airlines nadal obowiązuje. Niesamowity jest ten upór przy swoim, nawet wbrew faktom. Teraz to można się spodziewać, że nawet liczba pasażerów nadal będę rosła mimo braku startów i lądowań samolotów na lotnisku.
Tak dziś znów jest o radomskim lotnisku, bo to taki wdzięczny temat. Lotnisko w Radomiu to moja ulubiona instytucja, która odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. Ona otwieramy oczy niedowiarkom. Jest naszą radością, przez naszą władze wykonaną i to nie jest naszej władzy ostatnie słowo i nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest lotnisko w oparciu o ileś tam instytucji a że sobie powoli zgnije z powodu nierentowności… no to co? Niech trwa jak najdłużej dając nielicznym zarobić. A gdy już padnie, to się zrobi protokół zniszczenia… i po sprawie. W przypadku radomskiego lotniska najlepiej widać, że czasy może i się zmieniają, ale filozofia gospodarcza prezesa Ryszarda Ochuckiego trwa u umysłach urzędników w najlepsze.
Ale nie tylko w dziedzinie liczby odprawionych pasażerów poprawiło się na radomskim lotnisku. Na wspaniały, choć egzotyczny pomysł wpadł wicemarszałek województwa mazowieckiego, po czym zawiózł do chińskich prowincji dwa listy. – Ja sam zawiozłem list intencyjny, szukając inwestora strategicznego dla lotniska. Zostawiłem go w Chinach, w dwóch prowincjach, jedna 100-milionowa, druga 70-milionowa. Zostawiłem go również u pani minister (…), to jest nasz minister – radca handlowy w Pekinie, i będą szukać tego inwestora – relacjonuje swoją wizytę pan wicemarszałek w lokalnej gazecie.
Z wrodzonej złośliwości chciałbym tylko zauważyć, że ten niesamowity przyrost odprawionych pasażerów – o którym wspomina pani prezes – dałby rentowność lotnisku mniej więcej wtedy, gdy ludzkość będzie stosować powszechnie technologie teleportacji. Ale co tam, niech władze lotniska nadal liczą pasażerów. Nawet, jeśli Czesi zerwali umowę, to przecież władze radomskiego lotniska nie muszą tego przyjąć do wiadomości. No i zawsze pozostaje nam chiński inwertor. Teraz to już czekam na wirtualne loty z prawdziwymi pasażerami i inwertora z innej planety. No właśnie, kosmodrom! To by było coś.
