Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Jak wyszedłem z siebie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

No i stało się. Doigrałem się. Wyszedłem z siebie. Wyszedłem z siebie i teraz stoję obok mnie samego i przyglądam się memu pustemu obecnie ciału. Ładna ze mnie skorupka. Co prawda leży toto żałośnie tak jakoś w łóżku zakopane w betach z otwartym pustymi oczami i rozdziawioną gębą. Ale nie jest najgorzej.-  Niebrzydki nawet jestem – skonstatowałem z zadowoleniem.  Szlachetny taki profil. No, przynajmniej mnie się podobam. A jednak dziwnie tak patrzeć na siebie nie w lutrze tylko, że tam powiem na żywo, oczywiście w przenośni zważywszy na sytuacje. Łysą głowę okala lekuchny wianuszkiem króciuśkich włosków. Nos taki rzymski, sporawy nawet. Ale za to broda, tak, ona jest imponująca. Biblijny patriarcha prawie. Podsumowując, choć cały jestem starszawo, taki nijako zanikający, to jednak nadal całkiem do rzeczy.

Stercze tak sobie i się gapie na siebie, bo jak już wspominałem sytuacja była taka, że wyszedłem z siebie i stanąłem obok. Pokój, moja cela doczesnej egzystencji nic się też nie zmieniła od czasu mojego wyjścia z własnej cielesności doczesnej.  A zawsze byłem przekonany, że wraz z mym zejściem odejdzie wszystko co jest wokół mnie a świat się rozpadnie w drobny mak i zapanuje nicość, a tu niespodzianka wszystko trwa jak trwało, choć już beze mnie. Bardzo nieładnie ze strony wszechświata, że tak sobie trwa, gdy ja tak już niematerialny patrzę na to co ze mnie pozostało.

A co po mnie pozostało? Rozejrzę się. Stół, trzy krzesła, kredens, stosy książek na podłodze i na półkach, kolekcja gazet, durnostojki, misie, świnki, muszelki, kamyczki, ubrania w szafie i na wieszaku, coś tam w cyfrowym zapisie. Obrazy na ścianach. Tyle gratów, tyle rzeczy, tyle wspomnień w nich zawartych, tyle książek przeczytanych i co teraz? Nic, pustka. Teraz to już to wszystko nie moje.  Pogubi się to wszystko. Rozpadnie. Przepadnie na śmietnikach i u obcych. To co było ważne dla mnie, teraz jest tylko stosem niepotrzebnych rzeczy.

Odsunąłem się o pół kroku czując lekkość bytu, która była mi obca, gdy jeszcze byłem w sobie. Teraz gdym taki stał się eteryczny, gdy po raz pierwszy wyszedłem z siebie musiałem się zastanowić co dalej. Nie można przecież tak stać i gapić się na własne ciało. Coś trzeba zrobić. Starałem się sobie przypomnieć co tam uczeni w piśmie opowiadali o chwili, kiedy Najwyższy zawezwie do siebie jakieś ziemskie niebożątko, ale nie mogłem sobie przypomnieć zaleceń co czynić w takich terminach. Starałem się sobie uświadomić, że musi być przecież samoistna procedura, która zawiedzie mnie albo na anielskie niebiańskie łąki albo w piekielne kazamaty. Ale jak na razie nie było ani otaczającej mnie światłości, ani tunelu, do którego mógłbym się udać by w nim iść ku światłu. Nie słyszałem głosów anielskich, śpiewu ptaków niebiesiech czy choćby serafinów lub cherubinków.  – No cóż – pomyślałem – poczekam, w końcu przecież moje całe życie składało się z czekania, więc mam w tym niewątpliwa praktykę.

Stałem sobie tak i czekałem na nieuniknione jak mi się wydawało, ale nic się nie działo i to właśnie stawało się już co raz bardziej nudne i nieciekawe. Moje ciało astralne co prawda nie odczuwało zmęczenia, ale takie stanie bezsensu było nużące. – No dobrze – pomyślałem – jak nie to nie, nie będę się narzucał. Jak mnie nigdzie i nikt nie chce to nie będę się tak błąkał niepotrzebny miedzy światami. Czułem się jak wtedy, kiedy nie zabrano mnie na wymarzone i tak upragnione wakacje. No przykro mi się po prostu zrobiło, co tu ukrywać.

Postanowiłem więc wrócić. Na nowo wejść w siebie. Bo przecież jak wyszedłem, to i wejść się da. Jak postanowiłem, tak zrobiłem, bo co tak tu będę sam stał bez sensu i powodu. Wcisnąłem więc na powrót to moje astralne i jak najbardziej niematerialne ciało w siebie fizycznego, w tą maszynę z mięsa, i od razu tak mi się ciężko zrobiło, ale swojsko jednocześnie. No i na powrót byłem, istniałem, żyłem.  Ale to nadal było bez sensu.