By chcieć. By czuć.
Po pierwsze: Niekiedy ulegam wrażeniu, że tylko jak pije to coś czuje. Tak mocniej. Wtedy bardziej odczuwam potrzeby. Trzeźwość mnie tego pozbawia. W czasie abstynencji jestem jak sparaliżowany. Nic nie czuje poza naturalnymi dla człowieka bodźcami takimi jak zimno, głód, senność, ból. Może jeszcze strach jest dla mnie naturalny. A tak to nic nie chce. Ani wyjść, ani przyjść. Ani działać nie chce, ani nic nie robić też nie chce. Istnieje w takim zawieszeniu. Nie potrzebuje i nikogo nie chce. Jestem kompletnie wyprany z uczuć i potrzeb. Po alkoholu ożywiam na chwile żeby zaraz zamknąć się w swoim pesymizmie. I nie chodzi tu tylko o snucie wielkich planów w pijanym widzie, których nie sposób zrealizować na trzeźwo, ale o taki sposób czucia przestrzeni, otoczenia, potrzeb, jakiego nie zaznaje na trzeźwo. Czytaj więcej
