Za wcześnie na wyborczą wiedze
Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się już za miesiąc i kilka dni. Cały dzisiejszy poranek spędziłem na ustaleniu, kto właściwie kandyduje w moim okręgu wyborczym. Motywacją był telewizyjny program, w którym przekonywano mnie do udziału w eurowyborach. Jednak mój zapał ostygł, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że to ja szukam informacji o kandydatach a nie oni zabiegają o mój głos. Czy naprawdę powinienem szperać w internecie, dzwonić do siedzib partii, szukać adresów i telefonów komitetów, przeglądać gazety? Przecież trwa kampania wyborcza i to kandydatom powinno zależeć na kontakcie ze mną, z potencjalnym wyborcą.
W telewizji dziś rano pewna pani udowadniała w rozmowie z pewnym panem tezę, że nie głosując pozbawiam się prawa do decydowania. Że jestem niedojrzały, nie odpowiedzialny, nie znający zasad demokracji. Po prostu, taki to ze mnie zły Polak. I choć jestem w większości tych złych, bo 87 procent moich rodaków nie chce brać udziału w wyborach do PE, poczułem się jakoś tak dziwnie. I choć nadal byłem sceptyczny, to postanowiłem sprawdzić, kto kandyduje w moim okręgu. I tu zaczęły się schody, nie jest łatwo mając do dyspozycji tylko internet ustalić, w jakim to się jest aktualnie okręgu, ale udało się – po godzinie już wiedziałem. Uzbrojony w tę wiedze szukałem teraz informacji, kto chce zostać wybrany moim głosem. Niestety po godzinie poszukiwań miałem jakieś szczątkowe informacje ale głównie z gazet. Wolałem mieć pewność. Nagle przyszło mi do głowy, że przecież jest „Punkt informacji Europe Direct” w mojej prowincjonalnej mieścinie. Dzwonie – niestety pani nic nie wie, nie chce mnie wprowadzać w błąd, a pan, co te „ informacje” prowadzi będzie w środę.
Więc sam już nie wiem, może to za wcześnie. Może należy jeszcze poczekać z miesiąc, nie wiem, tydzień. Na stronach Państwowej Komisji Wyborczej dowiedziałem się, że „ zgodnie z kalendarzem wyborczym dla wyborów do Parlamentu Europejskiego zarządzonych na dzień 7 czerwca 2009 r. termin składania przez komitety wyborcze zawiadomień o zamiarze zgłoszenia kandydatów na posłów do Parlamentu Europejskiego oraz zawiadomień o utworzeniu komitetu wyborczego upływa w dniu 18 kwietnia 2009 r. Ponieważ koniec tego terminu przypada na sobotę, ulega on przedłużeniu do dnia 20 kwietnia 2009 r…Więc pewnie niepotrzebnie sobie zawracam głowę, oni przecież do dziś mieli termin i zapewne już jutro wezmą się do roboty.
Ale przecież mają tak niewiele czasu, dopadają mnie wątpliwości. Pewnie już przygotowywali się wcześniej, przecież te wybory są takie ważne jak przekonywała mnie pani z telewizji. Postanowiłem zadzwonić do Platformy Obywatelskiej, do siedziby lokalnego oddziału partii, u mnie na prowincji. Są u władzy, pewnie im najbardziej zależy. I nie zawiodłem się. Pani, która odebrała telefon wyjaśniła mi, kim jest jeden z kandydatów, powiedziała, że ich lista znajdzie się na stronie internetowej. Że to, że jej jeszcze nie ma to ich błąd, ale poprawią. I dowiedziałem się najważniejszego, że będzie otwarte spotkanie z kandydatami do parlamentu. Jestem zadowolony. Dzwonie, więc do PiS w moim mieście. I tu zaskoczenie, mimo kilku prób nikt nie podnosi słuchawki. Nie ma ich czy co? Przeglądam stronę internetową, są telefony do posłów i senatorów. Ale jakoś tak nie ma śmiałości. Na stronie oczywiście nie ma nic na temat kandydatów do PE. Pewnie za wcześnie. A może w SLD? Dowiedziałem się, kto kandyduje i nawet mogłem wysłuchać, kto zacz są kandydaci, bo pani chciała mi przeczytać historie ich osiągnięć. Jednak pani nie wiedziała, kiedy odbędą się spotkania z wyborcami. Podobno jest za wcześnie.
Chciałoby się odpowiedzieć twórcą programu telewizyjnego, który zmotywował mnie to wyżej opisanych działań. Szanowna pani i szanowny panie z telewizji, nie wiem nadal czy będę głosował. Ale jak na razie to kampania na prowincji wygląda tak jak opisałem. Czyli nie ma jej wcale. Do wyborów zostało 48 dni, miesiąc i trochę. Mam wrażenie, że to jednak mało czasu. A tu jakoś tak nikomu na mnie nie zależy, więc może nie jestem tak bardzo potrzebny przy tych wyborach? Pozostaje mieć nadzieje, że po prostu jest jeszcze za wcześnie. Wszystko zacznie się tak tydzień przed datą wyborów. Ale jak to się ma do wywodów pana z telewizji, że „ należy przemyśleć swój głos, bo wiele zależy ode mnie”. A może ja wolno myślę i chce już wiedzieć coś o kandydatach a przynajmniej jak się nazywają. Czarno to widzę, i te wybory i mój w nich udział. Ale nikt mi nie powie, że nie próbowałem. I spróbuje jeszcze… za tydzień.
