O wyższości świąt nad innymi świętami
Dziś na nowym centralnym placu mojego prowincjonalnego miasteczka odbywały się uroczystości związane z rocznica zakończenia drugiej wojny światowej. Przez wiele lat w Polsce to 9 maja był Dniem Zwycięstwa potem okazało się, że przez lata żyliśmy w niewiedzy i to zgodnie z zachodnio europejską tradycją to 9 maja 1945 roku należało uznać dniem zakończenia II wojny.
Są dwie daty 8 i 9 maja a tak naprawdę to dzień wcześniej, 7 maja Niemcy skapitulowały w Reims we Francja, w obecności przedstawicieli USA, Francji, Wielkiej Brytanii i ZSRR.
Rosjanie jak to oni, zażądali jednak od Niemieckiego dowództwa osobnego podpisania kapitulacji. Odbyło się to w Berlinie 9 maja 1945 roku o godzinie drugiej w nocy według czasu moskiewskiego. Dlatego też w ZSRR oraz w krajach dawnego bloku wschodniego tę datę uznano za Dzień Zwycięstwa. Również w Polsce przez ponad 40 lat oficjalnie Dzień Zwycięstwa obchodzono 9 maja.
Minęło wiele lat i teraz w wolnej Polsce mogę podziwiać rocznicowe uroczystości 8 maja. I tak stojąc w ten piękny wiosenny poranek spoglądałem na poczty sztandarowe, kombatantów, żołnierzy w galowych mundurach, policjantów oraz tłumek młodzieży szkolnej. Zadzwonił telefon, więc po krótkiej wymianie grzeczności miałem okazje zrelacjonować koledze, co widzie i tak dla żartu zapytałem go, co to za uroczystość. Opowiedział, że to przecież rocznica zakończenia II wojny! A ja na to – że przecież to dopiero jutro. W odpowiedzi usłyszałem, że jutro to obchodzą rocznice tylko komuniści. Oczywiście cała ta rozmowa miała charakter żartu. Bo tak samo ja jak i mój kolega zdajemy sobie sprawę z niuansów historii, które opisałem na wstępie. Ale mnie zastanowiło to, że przecież ja już ten problem kiedyś słyszałem. Coś takiego już było, choć dotyczyło innych mniej ważnych spraw, a może ważnych, nie wiem?
Onegdaj pewien profesor Jan Stanisław Stanisławski rozważał wyższość świąt wielkiej nocy nad świętami bożego narodzenia i nie doszedł do konkretnych wniosków. Pamiętam też jak w filmie, Co mi zrobisz jak mnie złapiesz Stanisława Barej można usłyszeć taki dialog: – Widzisz synku, w noc świętojańską kwitnie kwiat paproci,(..). Gadają ludzkim głosem krowy, konie i świnie… – To chyba tylko w wigilię. – W wigilię, to te wierzące. No dokładnie, są święta dla ateistów i wierzących. Tak Dzień Zwycięstwa ma być dla aliantów wschodnich i zachodnich? Dla tych co ginęli w walce z Niemcami z orzełkiem w koronie na czapce i dla tych, co ich orzełek korony nie miał? Chyba nie powinno tak być, bo to jest po prostu śmieszne.
Jak ulał pasuje ta scena filmowa do dwoistości dzisiejszo – jutrzejszej rocznicy? Nie bardzo mogę zrozumieć, czym różni się obchodzenie tego święta 8 a nie 9 i na odwrót. Bo chyba ważniejsze jest to, że w ogóle doszło do zwycięstwa. A data? Dzień, kiedy będziemy świętować jest chyba problemem wtórnym. Ważniejsza jest pamięć o milionach ofiar niż dzień, w którym celebrujemy tę pamiętamy. A właśnie, jest przecież jeszcze jedna data zakończenia drugiej wojny światowej, dzień 2 września 1945 roku – koniec działań wojennych na dalekim wschodzie. Ale może nie komplikujmy.
