Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Rocznica pozbawiona pamięci

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

8 maja 1989 roku ukazał się pierwszy numer Gazety Wyborczej. Pamiętam jak stałem w kolejce przy kiosku ruchu, jak potem usiadłem z nowo nabytą gazetą w parku i od razu przeczytałem wszystko, co było na tych ośmiu stronach. Pamiętam, że zapłaciłem za gazetę całe 50 złotych! I jak już wiedziałem, że to jest moja gazeta. Wiedziałem już wtedy, że najlepszą pracą dla mnie będzie praca dla tej gazety.

Minęło kilka lat i moje marzenie stało się faktem. Pracowałem w wyborczej i do tego pracowałem w nowo powstałym oddziale gazety w moim prowincjonalnym mieście. To były najlepsze, najciekawsze i najmilsze dni mojego dotychczasowego życia zawodowego. Najlepsze, bo pracowałem z ludźmi, których podziwiałem, najciekawsze, bo uczyłem się każdego dnia jak być częścią wspólnoty, która ma jasny cel, najmilsze, bo świetnie się w tej pracy bawiłem. Każdy dzień był inny, każdy przynosił wyzwania, każdy uczył. Pamiętam jak wielkim przeżyciem było dla mnie przysłuchiwanie się rozmowom dziennikarzy. Miałem uczucie współuczestniczenia w czymś, co miało sens. To były takie czasy etosu jakże inne, niż to, co stało się z gazetą w latach następnych. Przyszedł czas, że moja wyborcza zmieniła się i stała się koncernem medialnym. Kiedyś miała misję, teraz zarabiała pieniądze. Nikt tego przede mną nie ukrywał, ale ja chciałem zachować w pamięci tą dawną gazetą, wiec odszedłem, zrezygnowałem. Czy żałuję? Nie. Raczej tęsknie za tym, czym Gazeta Wyborcza była dla mnie.

Na mojej prowincji oddział regionalny gazety powstał, jako pierwszy. Teraz w dwadzieścia lat po pierwszym numerze Wyborczej kupiłem gazetę już bez tych emocji, co kiedyś, lecz z ciekawości, chciałem zobaczyć jak będzie wyglądać okolicznościowa wkładka. Już okładka „Gazety o Gazecie”, bo taki tytuł nosi uroczysty dodatek rozwiał moje sentymentalne wspomnienia. Okładka to zbiorowa fotografia obecnych pracowników gazety. Są na niej ludzie inni od tych, których pamiętam, ale cóż, czasu się nie zatrzyma, wszystko się zmienia. Nie muszę przecież wszystkich znać i pamiętać. Jednak charakterystyczne jest to, że ci starzy pracownicy stoją jakby z tyłu i jakby z boku. No i oczywiście są tam dwie osoby, które trwają jak mur chiński, są niezmienne. Ludzie z redakcji odchodzą i do niej przychodzą, ale te dwie osoby istnieją tam nieprzerwanie. Ale jest między nimi podstawowa różnica. Jedna z tych osób tam szefuje, a druga jest permanentnie w stanie, przez tuż przed odejściem z pracy. Ale to są swoiste przykłady umiejętności przetrwania. Różne, przeciwstawne postawy, ale jak widać skuteczne.

Jednak najbardziej charakterystycznym znakiem zmiany jest zawartość dodatku specjalnego. Jest to szesnaście stron, a 12 z nich zajmują reklamy. Więc jak nic, ilustruje to dobitnie mój pogląd, że ważniejsze w wyborczej są pieniądze nie ludzie i ich sprawy. Oczywiście są tam też wspomnienia obecnych pracowników. A ja się pytam, dlaczego nie ma tam wspomnień ludzi dawniej związanych z gazetą? To tak jakby tylko ci, co obecnie pobierają wynagrodzenie od matki agory byli godni wspomnień. A przecież gazeta to nie tylko ci, którzy aktualnie są zaprzyjaźnienie z redaktorem naczelnym prowincjonalnego oddziału. Chciałbym przeczytać w tym wyjątkowym dodatku wspomnienie tych wszystkich, którzy obecną potęgę wyborczej tworzyli przez lata. Tych wszystkich, którzy odeszli lub zostali zwolnieni. Ale przez lata tam byli i działali. To nieładne. Choć każdy, kto zna „naczelnika”, dyrektora oddziału rozumie, dlaczego nie można przeczytać nic o byłych pracownikach.

Smutne jest to, że nie ma teraz nikogo w gazecie na prowincji, kto wzniósłby się nad urazy własne oraz kierownictwa i przynajmniej wspomniał o tych wszystkich, którzy kiedyś przez lata byli i pracowali dla wyborczej. Dla mnie cała ta uroczystość była smutna, bo naprawdę nie chodzi tu o mnie, ja się nie liczę, jestem za maluczki, ale jest wielu, którym po latach należy się szacunek. Bo te dwadzieścia lat potęgi gazety to w wielu przypadkach było ich udziałem, a to, że już nie pracują nie przekreśla ich wkładu w tworzenie tej potęgi. Smutno mi. Po prostu szkoda pisać. Szkoda gadać.