Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Posłowie – kandydaci, czyli z kwiatka na większy kwiatek

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

W zbijających się wyborach do Parlamentu Europejskiego startuje wielu posłów obecnej kadencji sejmowej. Zostali oni wybrani do sejmu Rzeczpospolitej Polskiej w wyborach, które odbyły się nie całe dwa lata temu. Nikt z tych posłów nie informował wtedy swoich wyborców, że chce zostać posłem tylko na połowę kadencji, bo za dwa lata wybiera się do Brukseli.

 

Ja przynajmniej nie słyszałem nigdy takiej deklaracji jasno i wyraźnie sformułowanej. Nikt z tych polityków klarownie nie poinformował swoich wyborców z przez dwóch lat, że się chce być ich reprezentantem przez cały okres kadencji, lecz tylko przez jej połowę. Czy to nie jest nadużycie zaufania wyborców? Wielu polityków powie, że nikt nie może im zabronić im rozwoju, że przecież na początku startowali do sejmu, ale teraz się tak wyrobili politycznie, że pragną nas reprezentować w Brukseli. Ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że nikt z nich nie wiedział w 2007 roku o tym, że wpadnie na pomysł kandydowania do PE w roku 2009. A jeśli wiedzieli, że ich praca w polskim parlamencie ma być tylko czasowa to, dlaczego tego jasno nie napisali w swoich ówczesnych programach wyborczych. Wtedy, wszysko byłoby jasne i czytelny byłby sygnał dla wyborców: dajcie nam szanse na dwa lata a po upływie tego czasu, jeśli się sprawdzimy do wybierzcie nas do Parlamentu Europejskiego. A jeśli nie było to jasno stwierdzone to ja jako potencjalny wyborca mam prawo czuć się oszukany i zdradzony. Bo jeśli uwierzyłem w to, że dany kandydat na posła PR jest w mojej ocenie idealny do reprezentowania mojej osoby w sejmie to w wyborach poprzez poparcie go moim głosem zawarłem z nim umowę na to żeby mnie reprezentował przez cały okres trwanie kadencji sejmowej, a nie tylko przez pewien czas.

 

Oczywiście mogę teraz się zdenerwować i go do Brukseli nie wysłać poprzez zagłosowanie na innego kandydata, ale to nie zmienia faktu, że posmak oszukania pozostaje. I nie będę miał już pełnego zaufania do takiego posła RP, który przegrał wybory. Przegrał, bo ja mu nie udzieliłem poparcia, bo chciałem go widzieć w sejmie RP. Obaj będziemy zlustrowani on, że nie pojechał do Brukseli, a ja tym, że chciał jechać. Jakoś tak nie wierze, że on zrozumie, że ja uważam, że on bardziej się przyda w Polsce niż w PE.

 

Kto mi zagwarantuje, że ktoś z tych posłów teraz wybierających się do Brukseli w połowie kadencji parlamentu europejskiego nie wpadnie na genialny pomysł kandydowania w wyborach na prezydenta polski? I znów powraca ten dylemat. Dlaczego ktoś mnie stawia w takiej kłopotliwej sytuacji? Ja mam prawo wiedzieć czy jak ktoś chce być radnym do czy chce za dwa lata zostać posłem. Bo jeśli tak to nie wiem czy chce go teraz na radnego. I analogicznie, jeśli ktoś chciał zostać moim przedstawicielem w sejmie to czy naprawdę nie wiedział, że za dwa lata chce kandydować w wyborach do PE. Przecież od jednych do drugich wyborów nie jest aż tak dużo czasu.

 

Jestem zwolennikiem teorii spiskowych, więc dodam jeszcze jedno. Czy nie jest tak, że dla niektórych posłów – kandydatów jest to okazja do przejścia do lepszej i ciekawszej pracy? A wyborców traktują nie jak tych, których reprezentują, lecz jak komisje kwalifikacyjną, której nie zawsze mówi się cała prawdę, aby wypaść lepiej w jej oczach? Czy nie jest tak, że są już tylko dwa lata kadencji sejmowej i wielu chce sobie łagodnie przejść do lepszej i zdecydowanie lepiej płatnej pracy w PE na kolejne lata? Dla dobra tego, co nazywa się w Polsce demokracją obym się mylił.