Jeśli ulica Stańczyka to może i Plac Kaduceusza?
Stańczyk na doczekać się w moim prowincjonalnym mieście swojej własnej ulicy. Osobiście uważam, że to bardzo dobrze wybór. Bo w stylu rządzenia moim miastem jest wiele podobieństw do osoby Stańczyka. To znaczy wśród włodarzy mojego miasta jest wielu takich Stańczyków. Jest w nich wielka zaduma nad losem mojego grodu przynajmniej na etapie planów czy założeń i jest wiele czystej błazenady i głupoty na etapie realizacji. Nic, więc w tym dziwnego, że ulica biegnąca do magistratu będzie nosić imię renesansowego błazna.
Na mojej prowincji jest około 900 ulic. I co roku powstaje przynajmniej pięć kolejnych. Zawsze, ale to zawsze władza ma problem z nazwami i patronami. Od lat trwającą ewolucja w nazwach ulic nie jest oczywiście wymysłem ostatnich lat. Ale w ostatnim dwudziestoleciu przybrała zdecydowanie na sile. Nazwy największych i najstarszych ulic zmieniano wielokrotnie na przestrzeni wieków. Na przykład obecna ulica Żeromskiego była kiedyś Traktem Lubelskim. Plac Konstytucji Trzeciego Maja w czasie zaborów nazywał się Soborowym, a za niemieckiej okupacji był placem Adolfa Hitlera. Obecna ulica Kilińskiego nosiła dawniej nazwę Lubelskie Górki. Władze miasta właśnie dla przedłużenia tej ulicy szukają patrona, więc najprostszym rozwiązaniem wydawałby się powrót do starej przedwojennej nazwy całej ulicy. Co zresztą sugerują regionaliści. Jednak magistrat widać nie znosi prostych rozwiązań.
Wiele nazw ulic narzucanych z powodów politycznych w powszechnym odbiorze nigdy się w mieście nie przyjęła. Za PRL-u ulica Piłsudskiego rzadko była nazywana zgodnie z tabliczkami, czyli Marcelego Nowotki. Przyjezdni pytający o ulice Marchlewskiego niejednokrotnie widzieli zakłopotanie na twarzy zagadnietych. Co innego gdyby zapytali o ulice Focha. Teraz zdarzają się przypadki odwrotne. Od kilkunastu lat w na mojej prowincji jest ulica uczonego o światowej sławie, którego znaczna część życia upłynęła właśnie w tym mieście. Jednak mało kto wie, gdzie jest ulica ks. profesora Włodzimierza Sedlaka. Od lat dwudziestych lat do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku jedna z głównych ulic nosiła nazwę 1 maja teraz zamieniła się na 25 czerwca. Ale naprawę niewielu mieszczan i przyjezdnych pamięta, który to był czerwiec prościej jest używać starej nazwy.
Ciekawe ilu mieszkańców mojego miasta w ogóle kojarzy, kim był Stańczyk. Wydaje mi się, że on też podzieli los innych patronów ulic, o których mieszkańcy nic nie wiedzą. A może warto przy nadawaniu nowej nazwy przeprowadzić kampanie informacyjną wśród mieszkańców? Niech ludzie dowiedzą się, kto zacz był człowiek, którego imię nosi ulica, przy której upływa im życie. Więc wyręczając trochę włodarzy mojego miasta pragnę tę postać przypomnieć nam wszystkim. Stańczyk, jako postać historyczna pojawia się na dworze renesansowej Polski za panowania trzech władców: Aleksandra Jagiellończyka, Zygmunta I Starego i Zygmunta Augusta. Najczęściej łączony jest z drugim z wymienionych i określany, jako błazen starego króla. O samej osobie Stańczyka wiadomo bardzo mało. Wiele niejasności związanych jest już z jego nazwiskiem. Niektórzy historycy uważają, że Stańczyk to Staś Gąska. Lecz w owym czasie gąską nazywano każdego błazna. Znany historyk Julian Krzyżanowski w swojej książce zatytułowanej „Błazen starego króla” nadał Stańczykowi imię i nazwisko Stanisława Wyssogoty. Historycy uznają, że urodził się około 1480 roku prawdopodobnie w Sułkowie, a zmarł około 1560 roku w Krakowie. Pochodził z rodziny szlacheckiej. Stanisław Wyssogota – Stańczykowi – przypisuje się nieprzeciętne cechy charakteru. Przyjęto powszechnie, że jego mądrość i dalekowzroczność polityczną łączył on ze humorem i osobistym dźwiękiem trefnisia. Stańczyk był świetnie zorientowany w zawiłościach spraw publicznych ówczesnej polski. Stańczyk bawił, śmieszył, ale też krytykował. Wytykał możnym głupotę, dworskie intrygi, przekładanie własnego interesu nad dobro publiczne. Był też wielkim polskim patriotą. Znane są liczne anegdoty stańczykowskie, a kilka z nich doczekało się nawet książkowego wydania.
Postać Stańczyka była inspiracją dla artystów. Jan Matejko, czołowy malarz polski, umieścił go na kilku swoich obrazach, miedzy innymi: Stańczyk, Zawieszeniu dzwonu Zygmunta, Hołd pruski. Stańczyk na obrazach mistrza trzyma w ręku laskę błazeńską, zwaną kaduceuszem. Nazwa kaduceusz pochodzi ze starożytności trzyma ja w ręku bóg Hermes. Kaduceusz to kij oplecionym parą węży, zwieńczony parą skrzydeł. Użycie kaduceusza burzyło wszelkie spory i kłótnie, stąd określa się go, jako symbol pokoju i porządku. I niech ten symbol oraz sama postać Stańczyka natchnie władze mojego miasta oraz wszelkich ludzi u władzy. A może nowo powstały prac przed magistratem nazwać właśnie Placem Kaduceusza?
