Polski Harry Houdini

Obublikował pavvel dnia

Czy możliwe jest, aby mając ręce skute kajdankami za plecami wyjąć z kabury konwojującego policjanta pistolet, odbezpieczyć, przeładować a następnie oddać strzał?  Potrafiłbyś tego dokonać drogi czytelniku? A czy byłbyś na tyle sprytny aby zrobić to po pijaku, na tylnym siedzeniu samochodu, który właśnie pokonuje rondo?  Ja bym nie potrafił. Nie znam też nikogo, kto byłby tak uzdolniony. A jednak prokuratura znalazła biegłych, który uznali, że to możliwe.

– Ale nie uprzedzajmy faktów – jak mawiał klasyk.  W pewien wiosenny wieczór policjanci zatrzymali dwudziestotrzyletniego mężczyznę. Do aresztu konwojowało aresztanta dwóch funkcjonariuszy. Jeden prowadził auto, a drugi siedział z tyłu obok zatrzymanego. Podczas jazdy chłopak odebrał broń policjantowi siedzącemu obok niego a następnie śmiertelnie się z niej postrzelił.  Taka jest wersja policji i prokuratury która umorzyła śledztwo w tej sprawie.

Nikogo nie wzrusza fakt że taki czyn wymagał od tego chłopaka nadludzkiej wprost zręczności.  A może nawet umiejętności z pogranicza magii. Wielki Harry Houdini nie powstydziłby się takiej sztuczki. Według prokuratury żył w małej miejscowości na Mazowszu ktoś, kto był równie uzdolniony jak wielkim magik z Ameryki.  Dokonał tego co niemożliwe, jak się okazało na swoje nieszczęście.

Jak informuje prokuratura sekcja zwłok wykazała, że wlot pocisku znajdował się w bliskiej odległości od kręgosłupa, z tyłu, mniej więcej na wysokości paska od spodni. – Pocisk przemieszczał się przez ciało pod kątem 30 stopni, wylot pocisku był na brzuchu, po lewej stronie. W rezultacie utkwił w dachu pojazdu – informuje rzeczniczka tej instytucji.

Prokuratura powołała biegłych, którzy mieli wyjaśnić jak to się mogło zdarzyć, że pokrzywdzony mając skute ręce do tyłu kajdankami mógł wyjąć pistolet z kabury, przeładować go i strzelić sobie w plecy. W celu wyjaśnienia tej zagadki przeprowadzono eksperyment z udziałem pozorantów. Użyto tego samego samochodu, tych samych kajdanek oraz broni policjanta.

 I okazało się, że jest to możliwe. Podobno nie jest żadnym problemem to, że ma się ręce skute kajdankami na plecach, bo to dawało dużą manewrowość i można było swobodnie manipulować pistoletem w takiej pozycji. Również z opinii biegłych wynika, że w tej konkretnej sytuacji było możliwe wyjęcie z kabury pistoletu, przeładowanie go i oddanie strzału w swoją stronę.

To coś niesamowitego. Coś co mogłoby rozsławić Polaków na cały świat. Toż to przecież najprawdziwsza magia. I co ciekawsze okazuje się, że biegli wynajęci przez prokuraturą tą magie rozszyfrowali i potrafią ją, jak się domyślam, wielokrotnie powtórzyć. Wstyd, że się tego bardziej nie nagłaśnia. Przecież można by na taki pokaz prawdziwej magii bilety sprzedawać i duże pieniądze zarobić.

Jakoś nie mogę sobie wyobraził tego zdarzenia. Ale jak prokuratura i jej biegli tak ocenili to pozostaje mi wierzyć na słowo, choć bardzo chętnie zobaczyłbym taki eksperyment.

Ja bym na trzeźwo tak nie potrafił a co dopiero „pod znacznym wpływem alkoholu”. Trudno mi uwierzyć, że mocno pijany chłopak, ze skutymi na plecach rękoma, odbiera broń policjantowi, przeładowuje i następnie strzela do siebie. Jeśli tego nie zobaczę to nie uwierzę.  I choć nic nie sugeruje, to tak po prostu trudno mi w to uwierzyć. Ale możliwe przecież, że mieszkał w Polsce drugi Harry Houdini szkoda tylko, że zginał.