Zobojętnieć na politykę i polityków

Obublikował pavvel dnia

Życie staje się o wiele łatwiejsze, gdy pewne sprawy stają się obojętne. Nie żeby tam od razu absolutnie wszystko mieć w głębokim poważaniu, ale naprawdę warto sobie zrobić listę spraw, którymi nie ma potrzeby się przejmować i potem zwyczajnie na to co liście się znajduje zobojętnieć.

Warto to zrobić przynajmniej dlatego, żeby żyło się prościej i mniej stresująco. Warto czasem po prostu odpuścić sobie pewne aspekty życia w społeczeństwie. Przecież jeśli nie możemy czegoś zmienić to nie warto się tym tak bardzo przejmować. Po co tracić nerwy.

Przeczytałem w publikatorze, że kolejny polityk dostał pracę w miejskiej spółce. Ba, przeczytałem też, że to jest całkowicie normalne i stale powtarzające się zjawisko za tej i z poprzedniej władzy w moim prowincjonalnym mieście w centralnej Polsce. Jeszcze kilka miesięcy temu krew by mnie jasna zalała po takiej lekturze. A teraz? Teraz to ja mam to wszystko w… no, tam właśnie to mam. Spływa po mnie to wszystko jak, nie przymierzając, po kaczce. Nie muszę się tym przejmować odkąd poznawałem prawdę objawioną. Olśniło mnie kiedyś, że ja zwyczajnie nic z tym nie mogę zrobić i choćbym szalał, choć by mnie nerwy zjadały to i tak nie za bardzo mam bezpośredni wpływ na świat polityki.

Wielu pewnie teraz oburzy się, że ze mnie taki typ kompletnie aspołeczny, bo to przecież trzeba się angażować, walczyć, głosować, zmieniać ojczyznę, patriotyzm i tak dalej. Od razu zapewniam, że mnie to przestało  interesować, od kiedy doszło do mnie, że tam po drugiej stronie, w świecie polityki, ja sam i moja opinia liczą się tyle, co zeszłoroczny śnieg. Fakt, potrzebny jestem, jako wyborca, ale jak już wybiorę omamiony obietnicami raju na ziemi to potem jestem już tylko ciężarem i to nastawionym roszczeniowo. Tak więc postanowiłem politykom i polityce poświęcać dokładnie tyle uwagi ile oni poświęcają mnie, czyli niewiele.

Miejska spółka nie ogłaszała, że potrzebuje pracownika. A radny i tak dowiedział się o pracy.  Zwyczajnie przechodził sobie ulicą, wstąpił i okazało się, że jest dla niego wolny etat – przeczytałem w Gazecie i nie mam po tej lekturze żadnych uczuć, poza może lekkim rozbawieniem. Oczywiście, że nadal wertuję doniesienia polityczne, ale bardziej traktuje to wszystko jak relacje Dawida Atenborough ze świata zwierząt. Ciekawe to wszystko, nawet niekiedy interesujące, czy zabawne lub niekiedy nawet straszne, ale zawsze w większej części mi obojętne, bo przecież na co dzień nie mam do czynienia z waranami z Komodo.

W głębi swojego jestestwa bardzo pragnę zerwać wszelkie więzy z tym, co nazywane jest polityką. Bardzo chciałbym zobojętnieć na system polityczny, społeczny, prawny i na wszystko co państwowe. Po części to się udało, ale zawsze pozostaje niedosyt. Chciałbym stać się dla świata, jak nie „wrogiem bezlitosnym”, to jak najbardziej zobojętniałym obserwatorem.