Żaden problemik
Ja to proszę pana za wrażliwy jestem. Na ten przykład, uważasz pan, ostatnio opowiadał mi taki jeden, co tu przychodził, ale już nie przychodzi, bo już przestał przychodzić, że on jest alkoholikiem i to na dodatek takim do tego anonimowym. Tak, no mówię panu, tak mi tu zasuwa, że takim alkoholikiem anonimowym jest. Że niby w ukryciu jest czy jak? Siedzimy tak, rozmawiamy, pijemy, znaczy ja pije, on nawija tylko, i ten z razu coś mi tam do kieszeni widzę ładuje. Myślę sobie pieniądze mi świnia daje. A co to mnie na wódkę nie stać? Co innego postawić głębszego, to rozumiem, to jest dobre i pożyteczne nawet jest, ale nie tak, że pieniądze do kieszeni. Wnerwiłem się niepomiernie, bo jakżeż tak można.
Ale, o czym to ja? A tak, no to wyciągam ci to ja z kieszeni, co mi on tam wsadził i patrzę, a to nie pieniądze tylko ulotka jakaś. A ten mi od razu, że od też miał problem i oni, znaczy się ci co tam ich adres na tej karteczce, to oni mu pomogli i teraz uważasz pan, zamiast marnować zdrowie przy wódce, to on za sport i za modlitwę się zabrał i zapierdala w krótkich spodenkach z pięćdziesiąt kilosów dziennie a potem się jeszcze z godzinę modli. Jak mówiłem, ja to wrażliwy jestem. Jak na ten przykład książkę czytam o takim, co to mu źle było i wódkę pił z tego powodu to mi go żal, ale widzisz pan każdy inny jest. I każdy z innego powodu pije. Więc ja mu na to mówię grzecznie, że ja nie potrzebuje pomocy, bo ja z tym sobie świetnie daje radę i że się ogólnie obejdę bez jego użalania się nade mną. Za ramię go przytrzymałem stanowczo, ale grzecznie mówię panu, i tłumacze, że ja tam żaden alkoholik nie jestem, i że sobie takie miano wypraszam. Że jak już musi mi coś dopasować, bo nie wyrobi bez tego, to proszę go, żeby mi przypasował pijaka. Tak panie żaden tam alkoholik, a zwyczajny pijak. – Dziękuję Bogu, że jestem tylko pijakiem. To jedyne, co daje jaką taką gwarancję; jeśli ktoś o mnie coś pomyśli, to tylko to jedno – jak pisał kiedyś Marek Hłasko.
A pić panie to ja mogę przestać w każdej chwili. Tylko nie chce. Tak, przestane pić jak zechce. Mówisz pan, żebym przestał? No, mogę i przestać. Ale nieprzestane, skoro nie chce przestać. Proste. Weźmy tak dla przykładu takie chwile, gdy mówię sobie: dość, nie pije. No i panie nie pije. Tak panie, nie pije. I dalej dla przykładu, jak pan wiesz wczoraj i przedwczoraj byłem trzeźwy, czy raczej trzeźwiałem, bo to nagłe, choć spodziewane kłopoty finansowe zmusiły mnie do tak strasznych wyrzeczeń i upokorzeń duszy i ciała.
Trwałem w tej strasznej trzeźwości cały wczorajszy dzień, wieczór i noc, a przecież powszechnie wiadomo, że życie na trzeźwo jest nie do przyjęcia. No i w nocy coś tak mnie naszło. Mogłem spasować, to oczywiste. Ale po co? Ja zwyczajnie lubię pić. Alkohol mi pomaga w życiu. Oczywiście mogłem się opanować. Ale tak mnie jakoś naleciało na browarka, że nie wytrzymałem. Nawet nie chciało mi się wychodzić. Wpatrywałem się tempo w telewizje, potem słuchałem radia, próbowałem czytać. Przewalałem się w bezsenności po łóżku. Nocna klasyka.
Ale o wpół do drugiej zapierdalałem już do sklepu nocnego, gdzie nabyłem za ostatnie pięć złotych dwa piwa. Nie, oczywiście mogłem tego nie robić. Ale po co? Jeśli tak zwyczajnie tego chciałem. Ja nic nadal nie muszę, ja tylko tak chce. Wypiłem jedno po drodze, bo noc piękna była, drugie w domu i od razu zasnąłem się jak dziecko. Ale nadal nie uważam, że mam problem. No może mam z tym mały, dosłownie niewielki problemik, ale w porównaniu do innych moich problemów to naprawdę ten nie ma dużego znaczenia. Ten problemik jest maluteńki. To co, jeszcze dwie głębsze?
