Dobry policjant

Obublikował pavvel dnia

– Co dziś robisz ze sobą? Nie zaprosiłbyś mnie na wódkę? – spytał przyjaciel na „dzień dobry”, gdy tylko wymieniliśmy się serdecznościami. Nic innego nie miałem ze sobą do zrobienia, więc perspektywa wspólnego picia alkoholu wydała się wielce kusząca. – Do mnie, do Ciebie, do restauracji, do baru, do parku, w inne urocze uroczysko? – zapytałem tak, aby mógł wybrać miejsce spożywania, które aktualnie najbardziej pasuje do dzisiejszej aury i mojego samopoczucia.

Nie miałem specjalnych preferencji, co do miejsca, więc z racji przypływu większej gotówki postanowiłem zaprosić przyjaciela do lokalu gastronomicznego z wyszynkiem – jak to się dawniej mówiło. – Przy okazji coś zjemy – uzasadniłem wybór. Nie oponował. Odniosłem wrażenie, że tym razem wybór miejsca był mu całkowicie obojętny i zdecydowanie przekładał szybkość, z jaką przyjdzie nam spożywać, nad miejsce ewentualnej konsumpcji.  Udaliśmy się czym prędzej do pobliskiej restauracji, której nazwy pamiętam, bo choć zdarzało się nam tam bywać okolicznościowo, to nigdy tak nie było, że trafialiśmy dwa razy do lokalu o tej samej nazwie. Po prostu miana, właściciele i styl restauracji zmieniał się zdecydowanie szybciej niż przypadki naszej bytności w tym miejscu. Teraz trafiliśmy na włoską kuchnie, tak przynajmniej wynikało z nazwy, bo w karcie znaleźć można było wszystko to, co w Polsce wypadało zamówić na zakąskę pod wódeczkę, która też była w dużym wyborze i przystępnej cenie.

– Chciałbym się z Tobą podzielić pewna bardzo budującą opowieścią – zagadnął mój przyjaciel, gdy tylko zamówiliśmy u kelnerki, to co tam nam było potrzeba z napojów i potraw.  – Jak wiesz nie mam przesadnej skłonności do optymizmu, ale to było jedno z przyjemniejszych doznań, jakie mnie spotkało ostatnimi czasy. Otóż wracałem ci ja do domu z suto zakrapianej imprezy, gdy nagle poczułem potrzebę, aby przysiąść sobie na ławeczce. Pewnie ze zmęczenia mnie się tak stało. Jak usiadłem to mnie tak tam uziemiło na dłuższą chwile – opowiadał z przejęciem przyjaciel, przerywając tylko w momentach, w których wypijaliśmy to, co dostarczyła na nasz stolik kelnerka. – Z błogiego letargu, w jaki zapadłem na ławce, wyrwał mnie głos umundurowanego policjanta pytającego: czy wszystko ze mną dobrze. Z zaskoczenia i z alkoholowej odwagi odparłem śmiało, że nie bardzo dobrze. Wyjaśniłem nad wyraz rzeczowo, jak na mój stan, że zmierzałem do domu, ale mnie tak jakoś zmogło w tej podróży i że muszę poczekać tu na ławeczce aż wrócę do minimalnej przynajmniej sprawności. „To może my podwieziemy?” – zaproponował policjant.

– Jakbym nie wiedział, że w naszym mieście już przed laty magistrat zlikwidował wytrzeźwiałkę to powiedziałbym, że tam trafiłeś. A tak, to sam już nie wiem, co mogło cię spotkać – wyraziłem ciekawość połączoną z troską o jego zdrowie, sprawność fizyczną oraz finanse, bo przecież taki hotel to straszna drożyzna, a kontakt w stanie wskazującym na spożycie z władzą to przeważnie nic dobrego.

– Ja też oczami przytłumionej nieco alkoholem wyobraźni widziałem siebie lądującego na dechach w komisariacie, ale srodze się pomyliłem – odparł przyjaciel. – Panowie policjanci, bez długich wstępów, zaproponowali, że odwiozą mnie do domu, co niniejszym szybko i sprawnie uczynili. Co więcej dostarczyli mnie pod same drzwi i dodatkowo spytali, w czym mogą jeszcze pomóc. Podziękowałem po wielokroć za ich uprzejmość i wielkie serce. I co tu ukrywać od tego dnia żyje w wielkim szoku, bo do tej pory nie znałem stróżów prawa z takiej wielkoduszności – zakończył przyjaciel ze szczerym uśmiechem na obliczu, a muszę dodać, że uśmiech nie często gości na jego twarzy, więc była to chwila jak najbardziej wyjątkowa. – Patrz pan, co to się ze światem teraz porobiło – zakończył filozoficznie.

Odtąd piliśmy dużo, ale za to bardzo spokojnie, mając w sercach nadzieje, że jak przesadzimy ze spożyciem to przecież istnieje taka możliwość, że ponownie spotkamy tych miłych i życzliwych policjantów, którzy dostarczą nas bezpiecznie do domu.  W coś przecież trzeba do cholery wierzyć, a nasza nowa wiara, jest przecież tak samo dobra jak każda inna i też niesie nadzieje.