Prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach

Obublikował pavvel dnia

– Powiedz mi, po co jest ten miś? – zapytał klasyk swojego przyjaciela od interesów. – Otóż to! Nikt nie wie, po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta – padła odpowiedź. No może w przypadku radomskiego lotniska, to niezupełnie jest tak, że nikt nie zapyta. Wielu spytało i wielu jeszcze pewnie nieraz zapyta. Teraz o koszty funkcjonowania radomskiego Portu Lotniczego zapytał pewien radny. A gdy usłyszał, jakie są to koszty, to szybko obliczył, że każdy mieszkaniec dokłada do biletu tych, co odlatują czy przylatują, po 4,4 tysiące złotych.

O! I to jest to wprost niesamowity pomysł na biznes. Żałuje, że sam na to nie wpadłem. Jak wyczytałem w publikatorze, radny zapytał prezydenta miasta o koszty Portu Lotniczego Radom w 2016 roku. I dostał odpowiedź, że za osiem miesięcy wyniosły one prawie 11 mln 374 tys. złotych. Skarbnik miasta poinformował przy okazji, że od stycznia do sierpnia 2016 r. spółka obsłużyła 5386 pasażerów przewoźników regularnych, w tym 2586 przylatujących i 2800 odlatujących.

Dobrze, ja wiem, że to lotnisko odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa tego miasta. Tak, wiem, że to jest port lotniczy na skalę naszych możliwości. Zdaje sobie sprawę, że tym lotniskiem otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo. I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest lotnisko społeczne, w oparciu o sześć instytucji…, ale na Boga Ojca! Każdy mieszkaniec miasta dokłada do biletu 4,4 tysiące złotych!?

Pamiętam jak kiedyś będąc pod wpływem namawiania narodu do przedsiębiorczości uległem kusicielom i postanowiłem, że i ja stanę się, jeśli nie biznesmenem, to przynajmniej skromnym jednoosobowym podmiotem gospodarczym. Jak już wspominałem byłem pod wpływem i dodatkowo skuszony obietnicami. Tak czy inaczej po odbyciu odpowiednich kursów doszkalających zostałem właścicielem mikroprzedsiębiorstwa, które mino moich starań upadło po kilkunastu miesiącach działalności.

Zastanawiałem się wielokrotnie nad przyczyną mego niepowodzenia na polu przedsiębiorczości. Wolałem nie przyjmować do wiadomości, że się zwyczajnie nie nadawałem na biznesmena. Bardziej przekonywało mnie to, że mimo moich szczerych chęci coś tam nie zagrało tak bardziej ogólnie i dlatego wszystko zakończyło się klasyczną plajtą. Wszystko w założeniach było dobrze, ale rynek szybko zweryfikował założenia i przepięknie napisany biznesplan.

Teraz już wiem, gdzie tkwił błąd mojego biznesu. Ja po prostu powinienem założyć taki biznes, do którego przez wiele lat każdy mieszkaniec mojego miasta będzie się musiał dokładać po kilka tysięcy rocznie, jeśli już nie miesięcznie. Trzeba było założyć coś z rozmachem. Takie Metro na przykład.  No, a jak! Metro byłoby w sam raz. Najpierw przez lata był budował pierwszą stacje za dotacje. Potem za dotacje czekał na pierwszy skład pociągów. A że to inwestycja obliczana byłaby na lata, więc nikt by się nie czepiał, że do biletów każdy z mieszkańców dokłada po cztery tysiące. Zdecydowanie nie mam smykałki do biznesu. Ci od lotniska to dopiero potrafią robić biznes.