Tag Archives

4 Articles

dziennik pesymistyczny

Prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Powiedz mi, po co jest ten miś? – zapytał klasyk swojego przyjaciela od interesów. – Otóż to! Nikt nie wie, po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta – padła odpowiedź. No może w przypadku radomskiego lotniska, to niezupełnie jest tak, że nikt nie zapyta. Wielu spytało i wielu jeszcze pewnie nieraz zapyta. Teraz o koszty funkcjonowania radomskiego Portu Lotniczego zapytał pewien radny. A gdy usłyszał, jakie są to koszty, to szybko obliczył, że każdy mieszkaniec dokłada do biletu tych, co odlatują czy przylatują, po 4,4 tysiące złotych.

dziennik pesymistyczny

Lotniskowa wirtualna rzeczywistość

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Poprawia się za to, chociaż powoli, sytuacja z liczbą pasażerów odlatujących z Radomia. We wrześniu odprawiliśmy 212 pasażerów, od 1 do 9 października było ich 80 – radowała się kilka dni temu pani prezes Portu Lotniczego Radom w wywiadzie dla lokalnej gazety. Nie wiem czy nadal trwa w radości, bo okazało się, że czeskie linie lotnicze ogłosiły, że od listopada rezygnują ze współpracy z radomskim lotniskiem.

Pewnie nadal trwa w tym stanie, bo optymizm jest przecież najważniejszy. – Nie otrzymaliśmy żadnego oficjalnego pisma w tej sprawie – mówią władze lotniska – więc dla nas umowa z Czech Airlines nadal obowiązuje. Niesamowity jest ten upór przy swoim, nawet wbrew faktom. Teraz to można się spodziewać, że nawet liczba pasażerów nadal będę rosła mimo braku startów i lądowań samolotów na lotnisku.

Tak dziś znów jest o radomskim lotnisku, bo to taki wdzięczny temat. Lotnisko w Radomiu to moja ulubiona instytucja, która odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. Ona otwieramy oczy niedowiarkom. Jest naszą radością, przez naszą władze wykonaną i to nie jest naszej władzy ostatnie słowo i nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest lotnisko w oparciu o ileś tam instytucji a że sobie powoli zgnije z powodu nierentowności… no to co? Niech trwa jak najdłużej dając nielicznym zarobić. A gdy już padnie, to się zrobi protokół zniszczenia… i po sprawie. W przypadku radomskiego lotniska najlepiej widać, że czasy może i się zmieniają, ale filozofia gospodarcza prezesa Ryszarda Ochuckiego trwa u umysłach urzędników w najlepsze.

Ale nie tylko w dziedzinie liczby odprawionych pasażerów poprawiło się na radomskim lotnisku. Na wspaniały, choć egzotyczny pomysł wpadł wicemarszałek województwa mazowieckiego, po czym zawiózł do chińskich prowincji dwa listy. – Ja sam zawiozłem list intencyjny, szukając inwestora strategicznego dla lotniska. Zostawiłem go w Chinach, w dwóch prowincjach, jedna 100-milionowa, druga 70-milionowa. Zostawiłem go również u pani minister (…), to jest nasz minister – radca handlowy w Pekinie, i będą szukać tego inwestora – relacjonuje swoją wizytę pan wicemarszałek w lokalnej gazecie.

Z wrodzonej złośliwości chciałbym tylko zauważyć, że ten niesamowity przyrost odprawionych pasażerów – o którym wspomina pani prezes – dałby rentowność lotnisku mniej więcej wtedy, gdy ludzkość będzie stosować powszechnie technologie teleportacji. Ale co tam, niech władze lotniska nadal liczą pasażerów. Nawet, jeśli Czesi zerwali umowę, to przecież władze radomskiego lotniska nie muszą tego przyjąć do wiadomości. No i zawsze pozostaje nam chiński inwertor. Teraz to już czekam na wirtualne loty z prawdziwymi pasażerami i inwertora z innej planety. No właśnie, kosmodrom! To by było coś.

dziennik pesymistyczny

Pogoda na pasie czyli rozterki nielota

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Radomskie lotnisko to wyjątkowy przypadek. Bardzo trudny do zrozumienia.  A na pewno nie pomaga w ogarnięciu tego zamieszania ani obecna pani prezes, ani pan rzecznik PLR, ani poprzedni pan prezes. Na radomskim lotnisku nie tylko nie ma pasażerów, nie tylko jest tam więcej odwołanych lotów niż tych, co się odbyły,  dodatkowo pojawiły się medialne wypowiedzi władz portu które są najłagodniej mówiąc… zadziwiające.

Kilka tygodni temu rzecznik radomskiego Portu Lotniczego mówił w telewizji, tej od faktów, że mają w Radomiu za krótki pas, żeby wystartował z niego Airbus czy Boeing w drodze na Wyspy Brytyjskie lub do Irlandii. A tu nagle w lokalnej Gazecie pani prezes PLR zapewnia czytelników, że: – Długość pasa nie jest tu przeszkodą. A to niespodzianka!  Dziennikarze przypomnieli też uprzejmie, że poprzednie władze portu lotniczego zapewniały, że „pas jest wystarczająco długi, by mogły z niego startować samoloty kodu 3C, czyli m.in. Airbusy A320 i Boeingi 737, chętnie wykorzystywane przez przewoźników”. Ja też pamiętam, że już w 2012 roku zapewniano na sesji rady miejskiej, że jest i będzie możliwość lądowania i startu większych samolotów z radomskiego lotniska. Teraz dowiedziałem się dodatkowo, że droga startowa Airbusa A320 z pełnym załadunkiem to 2090 m a ten pas startowy ma 2 km długości, wiec nie ma sprawy. A może jest, bo to taki mały zapasik te dziewięćdziesiąt metrów. I teraz to już nie wiem, za krótki ten pas startowy – jak mówi rzecznik – czy odpowiedni jak twierdzi pani prezes i jej poprzednik. Przydałaby się jedna wersja.

– W poniedziałek poprosiłam mojego kolegę pilota o konsultację. Przygotował dla mnie destynacje dla kierunków wakacyjnych: Turcji, Grecji, Bułgarii czy Włoch. Airbus A320 mógłby wystartować do tych państw z naszego pasa startowego – mówi pani prezes. Od wielu lat jestem kierowcą. Można nawet powiedzieć ze zawodowym. Mam wielu kolegów i wśród nich znalazłoby się nawet z dwóch związanych z budową dróg. Mam nadzieje, że po przeczytaniu wypowiedzi pani prezes zdecydują się w końcu i poproszą mnie o konsultacje w sprawie budowy autostrad. A może to moja koleżanka prowadząca biuro turystyczne skonsultowałaby ze mną destynacje dla kierunków wakacyjnych? Pilot może wypowiadać się o parametrach pasa startowego to ja też, jako kierowca coś tam mogę powiedzieć o autostradzie lub na podstawie moich wakacyjnych wyjazdów stwierdzić czy najlepiej wybrać się latem do Turcji, Grecji, Bułgarii czy Włoch.

A może długość pasa nie jest najważniejsza? Okazuje się, że i owszem. – Problemem nie jest długość pasa, mogą być nim jednak przeszkody znajdujące się już poza terenem lotniska – poinformowała pani prezes. Chodzi o przeciwności zawarte, co oczywiste, w przepisach. To tradycyjne tłumaczenie w przypadku władz radomskiego portu lotniczego.  Ale i tu jest światełko w tunelu: „budynki zostały już oświetlone, a drzewa przycięte do odpowiedniej wysokości”.

 To, czy Airbus A320 wzbije się kiedykolwiek z radomskiego lotniska zależy też, sądząc z wypowiedzi pani prezes, „od jego masy (a więc liczby pasażerów i ilości zatankowanego paliwa)”. To bardzo dobra wiadomość, dla przyszłości radomskiego lotniska! Przeciętna liczba pasażerów, na dotychczas obsługiwanych przez RPL kierunkach, to w porywach od trzech do siedmiu pasażerów, więc z nadmierną liczbą pasażerów w przeliczeniu na ich masę nie będzie najmniejszych problemów.

Jak powszechnie wiadomo dla lądowania i startów samolotów nie bez znaczenia jest pogoda. – Generalnie czym chłodniej tym lepiej – mówi prezes RPL. – Przy wysokiej temperaturze, samolot potrzebuje dłuższej drogi startowej. Oczywiście niebezpieczne są temperatury w okolicach zera. Może dochodzić wtedy do oblodzeń. Z tej wypowiedzi wynika jasno, że najlepszy czas na loty z radomskiego lotniska to wczesna jesień i późna wiosna, bo wtedy nie za zimno i nie za ciepło. Lubię poczucie humory prezes i czekam na więcej takich rewelacji.  W napięciu czekam aż pojawią się kolejne obiektywne i niezawinione przez władze lotniska przeszkody w jego normalnym i przynoszącym choć minimalne zyski funkcjonowaniu.

dziennik pesymistyczny

Tanie pijane latanie?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Zarząd radomskiego Portu Lotniczego niedawno podpisał umowę z łotewskim przewoźnikiem AirBaltic. Był to prawdziwy cud, bo nie udawało się to od lat, a tu proszę sukces zaprzeczający twierdzeniom niedowiarków, że lotnisko to inwestycyjny niewypał. Ja jednak pozostałem sceptyczny uważając, że pomysł na taki interes musiał zrodzić się w głowie kogoś wstawionego, mówiąc najłagodniej.

W tym przekonaniu utwierdziła mnie dodatkowo niedawna medialna informacja, że pijana załoga czarterowego samolotu linii AirBaltic miała zamiar zabrać stu dziewięciu pasażerów na urlop z Norwegii do Grecji. Lot z pijaną załogą jednak się nie odbył, bo ktoś przytomnie zawiadomił policję o załodze wskazującej na spożycie.

Pilot, drugi pilot oraz dwie stewardessy trafiły do aresztu. Wszyscy członkowie pijanej załogi pochodzą z Łotwy i są pracownikami zatrudnionymi przez linie AirBaltic. Członkom załogi samolotu grozi kara do dwóch lat więzienia.

– Rezultaty testu na obecność alkoholu potwierdziły, że u czterech z pięciu członków załogi przekroczony został limit określony na 0,2 promila – powiedziała agencji AFP Edith Ek Sorensen, prokurator policji w Romerike.

Ja tam nic nie sugeruje. Ja tylko się zastanawiam. Może ktoś tam jest trzeźwy. Może nawet większość pracowników i zarządu linii to abstynenci. Ale jeśli Łotysze z  AirBaltic po pijaku usiłowali latać z Norwegii, to może też po pijaku będą chcieli polecieć z radomskiego lotniska? Nie wiem, bo kto to może wiedzieć? Może zarząd radomskiego Portu Lotniczego powinien dodatkowo zainwestować z alkomat, bo to zdecydowanie poprawi bezpieczeństwo potencjalnych pasażerów?

Radomskie lotnisko nie miało bardzo długo szczęścia. Ponad sto czterdzieści osób na etacie, koszty utrzymania na poziomie miliona złotych miesięcznie oraz wieczna obawa o to czy potencjalny zapowiadany przewoźnik nie wycofa się z umowy, co już się zdarzało. Teraz doszedł nowy strach. Bo jeśli nawet obietnice się ziszczą, to latanie z AirBaltic też może być ryzykowne.