Czytanie z listu

Obublikował pavvel dnia

Droga Pani, w pierwszych słowach mojego listu… itd. itp.

Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, iż wszystko w życiu podlega „upływowi”, więc pewnie, dlatego staje się coraz starszy. Nie warto z tego czynić mi zarzutu. Tego nie zatrzymam nawet jakbym bardzo tego chciał. To jest nasze przeznaczenie. Przeznaczenie nas wszystkich dopóki uczeni nie wymyślą transferu umysłu do innej powłoki. Do tego czasu musimy przyjąć za pewnik, że wszyscy się zestarzejemy i wcześniej czy później umrzemy.

Jednak, gdy staje rano przed lustrem wcale nie widzę tam podstarzałego jegomościa, co to ma dobrą posadę i wakacje raz na rok, jeśli nie wypadną jakieś nieprzewidziane okoliczności, które mu tą radość odbiorą. Nie boleje nad tym. Widzę faceta, który nadal jest w miarę młody a jego ciało zdecydowanie nadąża za jego myślami o sobie. Widzę faceta, który na pewno nie jest szczęśliwy, ale też nie jest tak do końca nieszczęśliwy, bo choć nie jest zamożny to przynajmniej ma czas. Czas na życie. Bo gdy porozcinał już prawie wszystkie więzy krępujące go ze światem, społecznym poczucie obowiązku, może teraz robić nie to co trzeba, ale to co może, to co chce robić. Oczywiście, że w pewnych granicach, ale te granice leżą znacznie dalej niż u innych.

Tak, ja jak najbardziej czuje się obudzony. Nie muszę tego robić ponownie. To tak jakbym przez długi czas miał zamknięte oczy i nagle je otworzył. Zobaczyłem, że można inaczej, że choć to bardzo trudne, to jednak można żyć nie jak trybik w gigantycznej maszynerii, ale jako oddzielny byt, choć nadal wykorzystujący wielkość maszynerii, w której cieniu przyszło mu żyć.  Co prawda nadal uważam, że naszemu światu nie należy się przeszłość i raczej tej przyszłości nie dostanie, to puki co, puki trwam to mogę się skupić na małych i większych przyjemnościach. Podobno możesz zmienić to, co robisz, ale nie to, czego pragniesz. Więc zmieniłem przynajmniej to pierwsze.

A co do rozpaczy, to jest to raczej tęsknota niż rozpacz. To miłość bez wyrachowania, a nie kurs przetrwania. Tak, ja to wiem, że ilekroć coś wspominasz umysł to wypacza. Najlepsze i najgorsze wspomnienia to tylko iluzja. Wiem, też że cud nie nastąpi i to nie tylko z racji tego, że nie ma istoty wszechwładnej która go sprawi, tylko dlatego, że Nasze emocje poszły już za daleko i że nie ma szans żeby ktoś poza mną przyznał się do tego że popełnił błędy.

Co daje taka miłość poza czas? Taka miłość bez wzajemności? Taka trwająca nadal po rozstaniu, gdy Twoja już nie jest twoja, tylko jest innego? Pewnie niewiele może dać poza oczywistym cierpieniem. Ale też przecież nie można z wszystkiego rezygnować tak łatwo. Niektórzy po prostu kochają zbyt mocno. Jak się kiedyś przysięgało to czasem trzeba przysięgi dochować. Mimo wszystko. Jak się kochało, to warto nadal kochać. – I niech sobie będą wszyscy mądrzy ze swoimi rozumami, a ja z moją miłością niech sobie będę głupi – jak pisał poeta.

Ja prawie nie mam przyjaciół. Większość z nich była jej przyjaciółmi. Gdy mnie zostawiła oni zostawili i mnie. Teraz jestem sam. Zupełnie sam. Najbardziej jest to widoczne wtedy, gdy chce z kimś porozmawiać i po długim wpatrywaniu się w listę kontaktów w telefonie dochodzę do wniosku, że mimo tego, że liczy ona przeszło trzysta nazwisk to tak naprawdę nie mam, z kim porozmawiać.

Można o mnie powiedzieć wszystko. Wiele złego. Ale na pewno jedną mam cechę pozytywną, jestem lojalny i szanuje przyjaźnie. Czasem je zrywam, bo ktoś mnie zrani i z tego powodu cierpię, ale nigdy nie jest tak, że nie wybaczam. Nigdy się nie obrażam i nie szukam zemsty. Raczej dążę do zgody niż do walki. Nie obrażę się śmiertelnie tylko, dlatego że ktoś ośmielił się mieć o mnie inne zdanie niż ja mam o sobie. Może warto ze mną porozmawiać? Tak po prostu. Niech pani spróbuje. Proszę się zastanowić i znów do mnie napisać.

To na dziś wszystko…

Ja też napisze jeszcze…