Niezwykłe życie w czasach zarazy

Obublikował pavvel dnia

To zadziwiające jak nagle wszyscy zostali olśnieni urokami nicnierobienia. Jak tylko obawa o własne bezpieczeństwo oraz rozkaz rządu zamknął ich w domach, to od razu zbiorowo zaczęli doceniać jak wiele można zrobić nie wychodząc z domu. Jako człowiek od lat systematycznie i na długo zamykany przez niedoskonałość w czterech ścianach, wiem jak się w takiej sytuacji zachować. Zwyczajnie mam doświadczenie w tych sprawach. Dla mnie to nie pierwszyzna. Siedziałem w domu już wtedy, gdy nie było to takie modne.

Mam wrażenie, że wszyscy znów odkrywają jak to jest być niezajętym przez cały dzień. Tak mają wszyscy, oprócz mnie. Dla mnie czas pandemii i to przymusowe przebywanie w domu jest teraz dość denerwujące. Jak już tu kiedyś pisałem, wszystko to co muszę robić, co jest wymuszone, jest dla mnie nie do przyjęcia. Jak nie musiałem przebywać w domu i wszyscy wyciągali mnie z niego na siłę, to ja na przekór chciałem w nim pozostać. Jak teraz wszyscy usiłują mnie przekonać do pozostania w domu to ja oczywiście chciałbym z niego wyjść. Nie wiem, co takiego jest ze mną nie tak, że ja kompletnie nie potrafię się przystosować do społeczeństwa, z którym przyszło mi żyć.

Teraz z tego, co z lenistwa przebywał w domu, awansowałem na żarliwego patriotę, na osobę odpowiedzialną społecznie, co to nie chce skrzywdzić bliźniego i stosuje się do wszelkich zaleceń najwyższych władz. Jakoś tak specjalnie mnie nie ciągnie żeby wyjść na spacer z domu. Choć jak widzę przez okno, że tam jest teraz tak słonecznie, to raczej rozmyślam o tym jak to złośliwa jest natura, która zamiast uwięzić nas w domach w zimie, gdy za oknem panowało szarobrunatność, to izoluje nas od świata teraz wiosną. Odgradza nas od ładnej pogody. Ale co ja się dziwie. Ja zawsze tak mam, że jak coś ma być źle to będzie jak najgorzej się tylko da.

Na mojej ulicy, kilka domów dalej, jest kapliczka św. Rozalii. Na jej cokole wyryto napis „Pamiątka z epidemji w 1894 r”. Może wzorem przodków powinienem udać się pod krzyż i legnąwszy tam krzyżem błagać o zmiłowanie?  A może wypadałoby złożyć jakąś ofiarę, aby przebłagać Najwyższego by ten nie dręczył nas dłużej zarazą? Może zapalić świeczkę? Sam nie wie co zrobić, bo ja nie jestem biegły w tych wszystkich obrzędach. Ale mam potrzebę działania, no i szukam dobrego powodu by wyjść z domu. A powód religijnej potrzeby jest najlepszy z najlepszych. Kapliczkę, o której wspominam wystawiono po ustąpieniu nękającej moje miasto cholery i dla ochrony przed kolejną możliwą zarazą. Czyli jest to miejsce jak najbardziej nadające się do działań mających na celu zapobieżenie kolejnej zarazie.

Koniec części pierwszej.