Transfer do średniowiecza

Obublikował pavvel dnia

Zdaje się, że mam szanse na szybki transfer w mroki wczesnego średniowiecza. Władcy światła już zawiadomił mnie listownie o zamiarze pozbawienia mnie prądu, czyli właśnie sztucznej jasności zapalanej w moim domu przy pomocy pstryczka elektryczka.  Pozbawienie dostaw prądu to prawdziwa udręka. Przepadną takie udogodnienia cywilizacyjne jak lodówka, kuchenka, mikrofalówka. Nie wspominając już o muzyce czy telewizji. Nie poczytam, nie pooglądam i nie skorzystam z internetu. Prawdziwy powrót do świata ciemności. Dobrze, że mam przynajmniej świeczkę, bo w tej porze roku, gdy dzień trwa zaledwie chwilkę, musiałbym z konieczności  nauczyć się żyć po omacku.

Wyłączą prąd, bo mnie na niego nie stać, a w zasadzie zapomniałem o opłacie i wydałem w przypływie szaleństwa pieniądze na coś innego. Możliwe, że w najbliższej przyszłości nie będzie mnie też stać na wodę. Cóż, woda jest potrzebna, bo jak nie ma jej w kranie to jakoś nie wyobrażam sobie wycieczki do najbliższej publicznej studni, bo takich chyba już nie ma i to nie tylko w tym mieście, ale i w dalekiej czy bliskiej okolicy. Pozostaje, więc tylko traperski sposób przetrwania, czyli zaczerpniecie wody z najbliższego strumyka, co zważywszy jakość wody w tymże, wystarczyłby mi jeden łyk i po moich kłopotach. Bo martwy ma mniej kłopotów.

Zastanawiam się też gdzie można mieszkać jak już nie będę miał gdzie, bo bank postanowi upomnieć się o swoje. Co prawda przez ostatnie dziesiątki lat spłacałem dość regularnie raty pożyczki i nawet spłaciłem już tyle ile pożyczyłem od banku przed wielu laty, ale teraz okazało się, że mam do oddania dodatkowo jeszcze więcej niż pożyczyłem, bo zmienił się kurs waluty w kraju, w którym nigdy nie byłem i pewnie nigdy nie będę. Cóż, było nie brać kredytu i od razu zamieszkać na ulicy, ale już przed laty byłem wygodnickim i tak mi zostało do dziś.  Dziękuje wam władcy franka ze Szwajcarii, bo dzięki wam mam unikatowe możliwości sprawdzenia jak przeżyć na ulicy w średniowiecznym stylu.

A jakbym tak zachorował? Tak zwyczajnie na ciele bardziej niż na umyśle, to przecież i tak z braku możliwości dostępu do nowoczesnej medycyny zdechłbym sobie spokojnie pod płotem lub w najlepszym razie w przytułku. A i jeszcze jakich długów bym narobił sobie i tym, co pozostaną jak mnie już nie będzie. Więc chyba lepiej nosić przy sobie w widocznym miejscu instrukcje, żeby nie mnie nie ratować jakby coś, bo jestem niewypłacalny i przez to przecież całkowicie zbędny społeczeństwu i co ważniejsze państwu. A będąc martwym to przynajmniej ziemie użyźnię.

Do zdobywania pożywienia w taki sposób, żeby nie angażować w to wymiany pieniądze za towar też muszę się jakoś przygotować. Po tym jak zjechałem w hierarchii społecznej do poziomu dno i wodorosty i dokładając moją aspołeczność, chorobę i socjopatie to raczej nie przypuszczam żebym znalazł pracę, która zagwarantuje mi wynagrodzeniem minimum egzystencji na poziomie dwudziestego pierwszego wieku. Dlatego muszę jak najszybciej posiąść umiejętności miejskiego surwiwalu. Musze zbudować szałas, nauczyć się polować lub przynajmniej przysposobić sobie zasady zbieractwa, bo łowiectwo może okazać się nielegalne. Trzeba by też postarać się o wodę i ogień. Powrót do średniowiecza niesie za sobą sporo nowych wyzwać. Ale tak to jest w czasach w których Bóg nie patrzy. Bo jest zajęty nieratowaniem chorych, głodnych i potrzebujących.