Woda rozmowna

Obublikował pavvel dnia

– Człowiek nie istnieje, dopóki nie jest pijany – zauważył kiedyś Ernest Hemingway. A chyba każdy przyzna, że kto jak kto, ale on znał się na tych sprawach. Mnie daleko do noblisty w obu dziedzinach, do których on czuł największą atencje, ale nikt nie może powiedzieć, że nie staram się dorównać wzorcowi.

A przecież urodziłem się w kraju rozgrywek pierwszej ligi, jeśli chodzi o zamiłowanie i używanie trunków wyskokowych. Fakt, nie w kraju ekstraklasy w tej dziedzinie, ale przynajmniej w miejscu, do którego przenikały od wieków wpływy największych mistrzów. Dlatego samo z siebie się rozumie, że dojść tu do mistrzostwa, na tle tylu konkurencyjnych rozgrywających, nie jest łatwe i wymaga ogromnego poświęcenia. Ale jak w każdym sporcie, tak i w tym trening czyni mistrza.

– Napijemy się – rzucił przyjaciel i zrobił to jak zwykle w tak bardzo naturalny sposób jakby pytał czy napije się herbaty z cytryną, a nie czegoś, co może rozpocząć kolejną przygodę, która nie wiadomo jak się skończy i gdzie mnie zaprowadzi. – Pewnie, że tak – odparłem natychmiast, bo po co odwlekać nieuniknione. Poszliśmy. Usiedliśmy. Zamówiliśmy. Przynieśli. Polałem. Wypiliśmy. Przepiliśmy. Zakąsiliśmy.

– Z nią jest jak z kobietą, z nowo poznaną kobietą – zaczął mówić tak znikąd, tak od razu. – To nie znaczy, że jej nie znasz, bo przecież ją znasz – powiedział obracając w palcach kieliszek wypełniony po brzegi wódką – ale z nią, jest tak za każdym razem jakby się z nią było po raz pierwszy. Podobne emocje i zachwyty. Najbardziej lubię ten pierwszy haust, jak przytulenie, jak pierwszy delikatny dotyk. Potem przychodzi zwierzęce pragnienie natychmiastowego spełnienia. Pije się szybko i pewnie. Potem euforia. A na końcu… to sam już wiesz jak jest na końcu. Ale to nie znaczy, że nie chcesz przeżyć tego jeszcze raz, znów od nowa. I po raz kolejny.

– Bo to przecież tylko ona jedyna na świecie kocha tak bardzo i tak bezwarunkowo. Ona jedna współczuje i współodczuwa z tobą chwile radości i smutku. Ona jest pocieszycielką. Ona kocha, gdy nikt inny nie kocha. Jest jak Bóg ojciec, Syn boży i Matka boska w jednym. Ona jest zawsze, gdy jej potrzebujesz. Jest całkowicie bezinteresowna. Kosztuje przeważnie tyle, że nawet przy tych wszystkich zmianach akcyzy, podwyżkach, przy ciągłe rosnących podatkach – to i tak nadal lub przeważnie – stać cię na nią. A w skrajnych przypadkach stać Cię przynajmniej na jej zamienniki, które podobnie spełnią swoją powinność. I zawsze daje to, co obiecała, czego od niej oczekujesz, a przynajmniej się bardzo stara abyś był jak najbardziej z niej zadowolony. Daje radość, gdy potrzebujesz radości, i pocieszenie, gdy tego w danej chwili wymagasz. O każdej porze dnia lub w nocy. Latem, czy zimą. Bo tylko z nią masz wrażenie, że wszytko wokół was nie dotyczy.

Skończył przemawiać, wstał i odszedł na chwile, by zamienić kilka słów z barmanką. – On zawsze mówi lub pisze, gdy jest pijany – pomyślałem. Tak już z nim jest, że trzeźwość u niego wywołuje milczenie. – Jeszcze po jednym? – zaproponowałem, gdy znów zasiadł naprzeciwko mnie. Nie odmówił. To dobrze, bo chciałem dalej go słuchać.

Wspomniany już – noblista, Ernest Hemingway, twierdził, że niewiele mu się w życiu przydarzyło rzeczy lepszych niż picie. Jak tak patrzę, i jak tak słucham mojego przyjaciela, to muszę przyznać, że coś w tym jest.