Tag Archives

58 Articles

dziennik pesymistyczny

Ja proszę pana mam już tego dość

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 4

– Ale mnie to wkurwia! To ciągłe poszukiwanie pieniędzy. Ta codzienna pogoń za mamoną. Ciągle na coś brakuje. Na leki, na prąd, na rachunek za telewizje, na czynsz, na opłaty za wodę, za ogrzewanie, za telefon, za internet. Kombinowanie co i za co zjeść na śniadanie? Co na obiad?  Czy wystarczy pieniędzy na kolacje? W tej sytuacji, w której jestem nie ma mowy już nawet o piciu. Bo za co do kurwy nędzy mam codziennie kupić alkohol? I tak od poniedziałku do soboty. Od pierwszego do ostatniego dnia miesiąca. Z tym, że pod koniec miesiąca stres jest znacznie większy, bo rachunki się kumulują. A gdzie do kurwy mam znaleźć pieniądze na zakup jakieś książki? Gdzie forsa na bilet do kina czy do teatru? Nie wspominam już nawet o koncertach. Jakie kurwa koncerty? Nie stać mnie na takie luksusy, bo bilet to równowartość opłaty za internet. Nie, nie kurwa, nie wytrzymam tego!

dziennik pesymistyczny

Miasto mojej samotności

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 3

Ja nie narzekam zbyt często na moje rodzinne miasto. Dobrze, przyznaje zdarzają się chwile i okoliczności, w których nie wytrzymuje ciśnienia i zaczynam psioczyć na to moje miasto. Ale tak chyba ma każdy, nawet największy patriota lokalny. To nie jest nic nadzwyczajnego. Ale generalnie nie narzekam na miejsce, w którym przyszło mi żyć, choć marudzenie jest przecież naczelną cechą mojej osobowości.

Jedno mnie jednak wnerwia niepomiernie. Powiem wam, że moim skromnym zdaniem żyje w bardzo dołującym miejscu przynajmniej z jednego powodu. To miejsce ma coś w sobie takiego, że tu dopiero doceniasz, jaki jesteś samotny. Czy uwierzycie, że ja w tym mieście nigdy przypadkowo nie spotkałem żadnej osoby, z która kiedyś byłem związany emocjonalnie? No nigdy w życiu! Jak się umówię i doświadczę łaski audiencji to i owszem spotkam byłą, ale tak z przypadku to nigdy i za nic w świecie.

dziennik pesymistyczny

Nie będzie następnego lata

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

To tak bardzo boli jak sobie uświadomisz, że to już twoje ostatnie lato i następnego nie będzie. Nie zobaczysz niż nigdy swojej plaży. Nie usiądziesz na niej patrząc w fale i słuchając szumu morza. Nie tylko, dlatego Ci przykro, że jej już tam z tobą nigdy nie będzie, ale dlatego że nigdy nie będziesz już tak szczęśliwy jak wtedy. Nie zobaczysz już morza. Nie zobaczysz tego lasu. Nie poczuje pod stopami tego piasku.

Wiesz, że nigdy nie będzie już tak jak było nawet jak tego będziesz bardzo chciał to nie zmienisz przeszłości i nie zbudujesz na niej przyszłości. Coś się rozpadło i nie da się tego na nowo posklejać. Wiesz to a jednak zawsze pozostanie w tobie ból i poczucie straty.

dziennik pesymistyczny

Biegnąc w deszczu

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Stał w bramie kamienicy przy jednej z wielu ulicy w centrum miasta. Chronił się tam przed deszczem. Choć w zasadzie dobrze wiedział, że deszcz był w tym miejscu najmniejszym jego problemem. Takie wystawanie w bramie domu stojącego w tej akurat dzielnicy o trzeciej nad ranem nie jest najlepszym pomysłem. Bał się deszczu, bał się zmoknąć, ale mogło go spotkać coś znacznie gorszego.

Świadczyły o tym choćby dobiegające do jego uszy, co kilka minut, pijackie zawodzenia. Słyszał na razie w oddali trzaskanie drzwiami, dźwięk rozbijającego się szkła, jakieś płacze i krzyki. – Normalne – pomyślał. Tu zawsze tak było. Tak jest i najpewniej tak będzie przez następne dziesięciolecia. I nie będą na to miały wpływu żadne zmiany ustrojowe.  – A zburzyć to wszystko. Parkingi porobić – przypomniał sobie zdanie, którym komentował takie miejsca jego przyjaciel.

dziennik pesymistyczny

Nadal możemy rozmawiać

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Oczywiście, że możemy o tym porozmawiać. Czemu nie? Zawsze lubiłem z Tobą rozmawiać i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Nadal to lubię. Tylko, że teraz jesteś tak…, że tak powiem – mniej realne. Jest mniej rzeczywiście. Ale nadal możemy rozmawiać. A nawet powinniśmy.

Zazwyczaj, kiedy ludzie do mnie mówią to słyszę tylko szum. A Twoje słowa rozumiem i zawsze rozumiałem. Choć teraz muszę sam sobie zadawać pytania. A Ty przeważnie nie odpowiadasz na moje. Ale rozmawiać nadal możemy. Jak najbardziej możemy. Nawet, jeśli to tylko monolog z mojej strony.

dziennik pesymistyczny

Złośliwość rzeczy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Mój dom podlega powolnej (na szczęście), ale za to metodycznej degeneracji. On się zwyczajnie rozpada. I nie jest to tylko przenośnia, bo w przenośni to on się już dawno rozpadł. Teraz to taka całkiem realna powolna zagłada.

Na początku przestało działać światło w łazience. Naprawiłem. Za kilka tygodni znów przestało działać. Zastąpiłam górne światło lampą stojącą. Przeciekały krany w kuchni i w łazience.  Jeden już tak bardzo, że postanowiłem zaprzestać ponownych napraw i poddać się, bo po prostu to mnie przerosło. Teraz dodatkowo padło oświetlenie nad kuchennym blatem. Staram się nad tym zapanować, ale mam wrażenie, że zjednoczone siły sprzętów domowego użytku uwzięły się na mnie i postanowiły dać mi skutecznie do zrozumienia, że nie chcą ze mną współpracować.

dziennik pesymistyczny

10 powodów, dla których warto lub nie warto

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Nalej nam proszę dobry człowieku po dwie pięćdziesiątki wódki. Pamiętaj jednak, aby lać tak, jakbyś to robił dla siebie – zwróciłem się w tych uprzejmych słowach do pochylającego się w naszą stronę barmana. Zasiedliśmy przy kontuarze zakończywszy uprzednio przydługi rytuał wyswobadzania się z ubraniowej warstwy izolacyjnej. Cóż, zima w tym roku zaskoczyła wszystkich ostrym mrozem, większym zaskoczeniem pewnie byłby mróz w lipcu, ale zaskoczenie to zaskoczenie. Nie ma co wybrzydzać.  – Dziękuje. Jestem na diecie płynnej. Muszę kolekcjonować kalorie – rzekł przyjaciel akceptując mój wybór, co do trunku i ilości.

dziennik pesymistyczny

Woda rozmowna

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

– Człowiek nie istnieje, dopóki nie jest pijany – zauważył kiedyś Ernest Hemingway. A chyba każdy przyzna, że kto jak kto, ale on znał się na tych sprawach. Mnie daleko do noblisty w obu dziedzinach, do których on czuł największą atencje, ale nikt nie może powiedzieć, że nie staram się dorównać wzorcowi.

A przecież urodziłem się w kraju rozgrywek pierwszej ligi, jeśli chodzi o zamiłowanie i używanie trunków wyskokowych. Fakt, nie w kraju ekstraklasy w tej dziedzinie, ale przynajmniej w miejscu, do którego przenikały od wieków wpływy największych mistrzów. Dlatego samo z siebie się rozumie, że dojść tu do mistrzostwa, na tle tylu konkurencyjnych rozgrywających, nie jest łatwe i wymaga ogromnego poświęcenia. Ale jak w każdym sporcie, tak i w tym trening czyni mistrza.

dziennik pesymistyczny

Rozmowy niedokończone. Cześć kolejna, ale zapewne nie ostatnia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Siadaj i częstuj się pan, panie szanowny – szerokim gestem wskazał gdzie mam przysiąść i czym mam się częstować. Zrobiłem, o co poprosił. – Bimbru bym się napił – rozmarzyłem się, bo mnie naszło tak dziś patriotycznie po naszemu, po polsku. – Tego, co pan sobie życzy to nie ma. Wódka jest.  Wódka może być? – zapytał nalewając. Mogła być, więc wypiliśmy.  – Mało będzie – stwierdził. Zrozumiałem aluzje. Zamówiłem więc jeszcze po cztery i coś na ząb. Po jednym i po drugim, jego wzięło na mówienie, a mnie na słuchanie. Można powiedzieć, że się dobraliśmy.

– Widzisz pan panie szanowny, ja to mam widocznie taką instynktowną potrzebę samozniszczenia. Nawet tego u siebie nie lubię – mówił. – Tak po prostu jest i już, tak się to czyni samo z siebie. Tak na rozum, to nawet tego przecież nie chce, a jednak robię to od lat. Uprawiam zaawansowany autodestrukcyzm. Może to hobby takie? Czas sobie płynie, a ja sobie zanikam. Powoli, lecz systematycznie.  Coś mnie pcha ku zagłady, choć chyba lepszym określeniem byłoby „popycha”, tak delikatnie, nic na siłę. Tak pach, pach paluszkiem, nie za mocno, z wyczuciem. Pewnie to ta siła wyższa, o której tyle czytałem.

dziennik pesymistyczny

Bo zdrowie najważniejsze!

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Zobaczyłem go od razu. Siedział w kącie sali przy stoliku, który nie wiadomo dlaczego wszyscy uparli się nazywać „naszym”. Gdy podszedłem bliżej zauważyłem, że drżał na całym ciele tak, że odnosiło się wrażenie jakby powietrze wokół niego wirowało milionami cząsteczek kurzu jak to czasem bywa w letni upalny dzień.  On sam też jakby wibrował prawie niedostrzegalnie, migocząc przed moimi oczami jak obraz w zepsutym antycznym telewizorze.

Pochylona lekko nad stolikiem postać z brodą przywodzą na myśl dawnych socjalistycznych filozofów, kręcone wąsiska, wzrok dziki, suknia plugawa – że pozwolę sobie pojechać wieszczem. A co do sukni? No zasadniczo, szata to go nawet i zdobiła, a już na pewno była hipstersko inna na tle i tak swobodnie odzianego towarzystwa zasiadającego w tym lokalu z wyszynkiem. Siedział sztywno z łokciami na stole i wpatrywał się w dal, choć w zasadzie patrzył na ścianę naprzeciwko, bo dali od jego stolika było do rzeczonej ściany ledwo ze trzy kroki. W dłoniach ściskał kieliszek, taką zwykłą pięćdziesiątkę. Miałem wrażenie, że szkło za chwile odpuści sobie swoją strukturę i eksploduje mu w garści.