Wyznania zepsutego dnia następnego

Obublikował pavvel dnia

Zepsułem się. Całkiem się zepsułem. Kiedyś to mogłem sporo wypić i tego nie odchorować dnia następnego. I wcale nie dla tego, że byłem młodszy. Były to czasy, kiedy nie uległem modzie na zdrowe życie i byłem całkiem normalnym facetem. Potrafiłem pić cały tydzień, co ja mówię, cały miesiąc potrafiłem pić dzień po dniu i nic. Okaz zdrowia i żadnych dolegliwości dnia następnego. Żadnego przesadnego uszczerbku na zdrowiu.  A teraz? Teraz postanowiłem być zdrowszy – za namowa społeczeństwa – i okazało się, że to pragnienie całkowicie mnie zepsuło.

Teraz to jak wypije, nawet nie tak dużo, ledwo kilka piwek w przyjemnym towarzystwie, to następnego dnia jestem tak chory, że marze tylko o tym żeby jak najszybciej i możliwie najmniej boleśnie zejść z tego świata. Jak kiedyś nic mi nie było, bo piłem więcej, to teraz jak pije mniej, a właściwie prawie nic nie pije, to jak już się napije, zdycham potem na potwornego kaca. I po co mi to było? Sam nie wiem, po co.  Takie są skutki ulegania presji społecznej. Tak się kończy odstawienie nałogu.

Wczoraj wypiłem ledwie sześć piwek prze kilka godzin a dziś czuje się jak z krzyża zdjęty. Serce wali mi jak opętane. Telepie mną. Nie mogę złapać pewnego oddechu. Cały jestem tak obolały jakbym przekopał łopata z osiem hektarów. Reasumując, nie czuje się najlepiej. Mam straszliwego kacorka. – Przestań chlać, to będziesz się lepiej czuł – mówili. – Będziesz zdrowszy! – powtarzali. Jak mogłem być tak naiwny? To przez swoją prostoduszność czuje się tak dziś jak się czuje. A czuje się fatalnie. Jak tak mam wyglądać zdrowe życie, to ja już wole moje poprzednie mniej zdrowe, ale za to też mniej bolesne.

Jestem klasyczną ofiarą propagandy zdrowego życia. Tyle się nasłuchałem o szkodliwości nadużywania napojów alkoholowych, że po wielu latach przyjemnego życia postanowiłem, że przystopuje z alkoholem na kilka miesięcy. I teraz mam za swoje. Czuje się może i lepiej fizycznie, za to psychicznie jestem w fatalnym stanie. Przecież wszyscy wiemy, że życie na trzeźwo jest nie do przyjęcia, i ja właśnie się o tym boleśnie przekonuje. W życiu niczego nie zrobiłem dobrze, niczego. Więc nie zdziwiłem się specjalnie faktem, że tym razem też coś spieprzyłem. Jak mogłem uwierzyć w tą propagandę zdrowia?

Wiem, że mogę w każdej chwili powrócić do mojego dawnego życia, ale z drugiej strony, jakie to finansowe oszczędności idą za życiem bez alkoholowego wspomagania. A to też nie jest bez znaczenia w mojej obecnej sytuacji. Jedno na pewno sobie udowodniłem. Mogę żyć bez nałogów. Nie przyzwyczajam się do niczego. Do żadnych używek. Mogę przestać nawet po wielu latach i to tak z dnia na dzień. A nawet jak nie przestać, to przynajmniej drastycznie ograniczyć. I poza większym, no dobrze, poza straszliwym kacem po przypadkowych spożyciach, nic mi nie jest.

Nie chodzi też o to, że strasznie tęsknie do tego stanu, w jaki wprowadza alkohol. Raczej brakuje mi towarzystwa, które spożywanie napojów wyskokowych zapewniało. Teraz w stanie abstynenctwa jestem zwyczajnie bardziej samotny. Alkohol zapewnia przyjaciół, a przynajmniej partnerów i partnerki do rozmów i zabawy. Na trzeźwo jest bardziej nudno.

Ale najbardziej przerażające są kace. Ja wiem, że jak przez lata utrzymujesz stały poziom trunków w organizmie to stan dzień po przechodzisz znacznie łagodniej. Ale naprawdę nie spodziewałem się, że to przypadkowe spożywanie tak mnie będzie poniewierało następnego dnia. Już teraz rozumie nałogowych abstynentów, ani po prostu nie piją, bo nie chcą mieć kaca.