Nimfa leśna
Przypiliło mnie w lesie. Są takie chwile w życiu mężczyzny, że jak chce to musi. Cóż tu się spodziewać innego, przecież nie od dziś powszechnie wiadomo, że nie sztuką jest wypić pięć piw, sztuką jest je utrzymać. Natura chciała ode mnie żebym złożył jej hołd w miejscu, w którym mogłem spodziewać się co najwyżej sarenki czy wiewiórki. Byłem w środku lasu i już miałem uwolnić, to co tam mam do uwolnienia i sprawić sobie ulgę, gdy nagle… – Błagam nie tutaj! Jestem dokładnie naprzeciwko Ciebie – usłyszałem błagalny piskliwy damski głosik. W leśnej głuszy spodziewałbym się prędzej dzikiego dzika, jelenia, jeża, zająca czy borsuka a spotkałem panienkę w niebieskiej sukience.
– Proszę nie tu! Nie teraz, proszę! – piszczała panienka. Co było robić dałem na wstrzymanie, powstrzymałem zew natury. Gdzie ona jest? Wypatrywałem w lesie miejsca, w którym była panienka, bo choć ją słyszałem to jednak w tej gęstwinie nie widziałem. O proszę jest! Jest! Dokładnie pięćdziesiąt kroków przede mną. Jestem w środku puszczy. Od najbliższej drogi było powyżej kilometra. Do tego miejsca doprowadziła mnie wąska ścieżka. I tu właśnie wśród gęstej zieleni drzew i krzewów stała sobie panienka i po prostu kompletnie nic nie robiła. Nie była to turystka, bo jej strój nie kojarzył się z dalekimi leśnymi wyprawami.
Stała sobie przede mną w niebieskiej sukience. Nie była to kobieta ze straży leśnej, która zaczaiła się na wandali zaśmiecających las, bo jak wspomniałem nikt w takim stroju nie spaceruje po lasach. Od razu wyjaśniam, że nie była to raczej przedstawicielka pań z tego zawodu, co pewnie się spodziewacie. Ja może nie jestem ekspertem, ale spodziewałbym się takich pań raczej bliżej cywilizacji, niż w środku puszczy. Nie wygładzała też na uczestniczkę polowania, bo jak wspomniałem nie była w stroju, który by na to wskazywał. Nie była też raczej ornitologiem w akcji. Kompletnie nie wiem, kim mogła być ta rusałka.
– Co pani tu robi? – spytałem, bo nie przyszło mi nic mądrzejszego do głowy. A poza tym byłem speszony, bo jeszcze niedawno chciałem ją uraczyć widokiem mojej męskości. Każdy chyba byłby w takiej niecodziennej sytuacji zakłopotany choć trochę, ja byłem zdecydowanie zawstydzony. – Co pani tu robi? – powtórzyłem pytanie. – A ty? – usłyszałem w odpowiedzi. – Ja tędy tak sobie idę i właśnie… – stwierdziłem mało roztropnie, bo pewnie nadal byłem w szoku. – A ja sobie tu stoję – rzekła panienka.
Jakoś tam nic mi innego nie przyszło w tej chwili do głowy jak to tylko żeby sobie w tej sytuacji po prostu pójść dalej. – No to ja idę – stwierdziłem rezolutnie i ruszyłem w dalszą drogę. – A ja sobie jeszcze tu postoje – usłyszałem na odchodne od nimfy leśnej.
Przeszedłem jeszcze wstrzymując w sobie te kilka litrów, a gdy już się zdecydowałem, bo już nie wytrzymałem, to przed ulgą dokładnie, bardzo dokładnie zlustrowałem otoczenie. Bez ciśnienia, na spokojnie znów znaczyłem myśleć o tym dziwnym przecież leśnym spotkaniu. No i nie nadal nie wiem, kim było to dziewczę i co tam pośrodku niczego, w centrum puszczy, z daleka od wszystkiego robiła ta miła z wyglądu i głosu panienka.
