Polityczna loteria
Mój kolega trzy razy w tygodniu opłaca podatek. Od razu wyjaśnię, że nie jest on bynajmniej tak dobrym obywatelem naszej ojczyzny, która zawsze jest w potrzebie obywatelskich pieniędzy, że płaci daninę nawet jak nie musi. O nie. On po prostu opłaca w kolekturze podatek od marzeń. We wtorek, czwartek oraz w sobotę, dobrowolnie płaci kilka złotych by mieć nadzieję na swój dobrobyt. Pośrednio wspiera – oczywiście patriotycznie – własne państwo, bo przecież totalizator to instytucja państwowa, więc jego pieniądze z zakładów idą na szczytne państwowe cele. On wierzy, ma głębokie przekonanie, że kiedyś wygra. Bo w zasadzie to jedyny sposób dojścia do dużych pieniędzy jak się nie urodziło z zamiłowaniem do kapitalistycznego wyzysku człowieka przez człowieka. On nie mówi o sobie, że jest hazardzistą, ale jakoś tak zawsze znajdzie czas i kilka złotych na ten zakład w grze losowej. Ostatnio zainspirowani doniesieniami prasowymi o tym, że w zakładach bukmacherskich można obstawić ewentualną wygraną jednego z kandydatów na prezydenta wpadliśmy na pewien pomysł. Może tak wykorzystać naszą narodową żyłkę hazardową w pożyteczny sposób. Jeśli frekwencja w pierwszej turze wyborów prezydenckich wyniosła niewiele ponad pięćdziesiąt procent to znaczy, że połowa z nas nie miała odpowiedniej motywacji do uczestnictwa w wyborach. A może właśnie wykorzystać to, że tak chętnie bierzemy udział w tak wielu loteriach? Może oprócz niewątpliwego szczęścia z wyboru prezydenta wszystkich Polaków, można by było wygrać w głosowaniu dodatkowo z kilka milionów złotych? Niech każda karta do głosowania stanie się też dodatkowo kuponem konkursowym! Zapewne wtedy znacznie więcej osób stanie przy urnach!
Co za szczęście niepojęte spotkałoby naszych obywateli? Nie dość, że frekwencja prawie stuprocentowa, to jeszcze prezydent wybrany! Nie dość, że tak wielu oddało swój głos, to jeszcze wielu zdobyło cenne nagrody! A ten najszczęśliwszy, co dobrze wytypował, kto zasiądzie w pałacu i miał jeszcze szczęście w losowaniu zdobyłby główną nagrodę. Że przesadzam? Nie wydaje mi się. Przecież już od dawna można w zakładach bukmacherskich obstawić czy kandydat prawy i sprawiedliwy stanie się naszym nowym przywódcą narodu, czy też może na platformie władzy stanie kandydat hrabia Bronisław. Czy dla podniesienia frekwencji wyborczej nie warto urządzić loterii? Przecież od dawna namawiają nas do głosowania różni aktorzy, wmawiając, że to tylko takie skreślanie i to takie proste, że jak nic trzeba się wybrać i kogoś tam – obojętnie, kogo – skreślić. Bo nieskreślenie to tchórzostwo. A tak, jak lud prosty mógłby wygrać telewizor plazmowy – na przykład – głosując na Bronka czy Jarka, to gwarantuję, że wielu by się zdecydowało na udział w wyborach, mimo, że nie ma swojego kandydata.
Niech w zakładach wyborczych można by było nie tylko typować, kto wygra czwartego lipca, ale także założyć się o przewidywaną frekwencję wyborczą. Można by było wygrać na przykład samochód, jeśli przewidzielibyśmy ile procent wyborców pójdzie w najbliższą niedzielę do urn z dokładnością do trzeciego miejsca po przecinku. U bukmacherów już dziś można obstawić też wiele nietypowych zakładów. Możemy się założyć o kolory krawatów, jakie będą mieli na sobie kandydaci podczas drugiej – zaplanowanej na środę – debaty telewizyjnej. A może tak zakładać się o wszystko, co ważne w polityce i gospodarce? Nie tylko zastosowanie zakładów podczas głosowania zwiększyłoby zainteresowanie wyborami, ale też możliwość zdobycia wymiernej nagrody mogłoby ogólnie poprawić zainteresowanie Polaków polityką. Obstawialibyśmy na przykład ile szpitali możne upaść w tym roku? Kto będzie najdłużej czekał w kolejce do lekarza specjalisty? Czy paliwo będzie kosztować pięć złotych za litr? Czy emerytury w dwa tysiące czterdziestym, będą wynosiły sto złotych? Możnaby sporo wygrać. A i świadomość polityczna Polaków znacznie by się zwiększyła. Wyobraźmy sobie sytuację, w której premier rządu zakłada się z ludem pracującym miast i wsi, że za trzy lata wybuduje sieć autostrad. Jeśli przegra i nie zbuduje to wypłaci po stówie wszystkim, którzy przystąpili do zakładu. Jeśli wygra to oczywiste, że dla wszystkich jest korzyść z tych nowoczesnych dróg. A on, premier wygrywa kolejną kadencję. W loteriach jest zdecydowanie przyszłość.
