Aberracja
– Nigdy nie zakocham się ponownie – powiedziałem całkiem spokojnie. Stałem tam w tej swojej żałobnej czerni i z każdą minutą wyglądałem i czułem się coraz starzej. Zawsze powtarzałem to zdanie, gdy byłem w takim wspomnieniowym nastroju, więc i tym razem nie zrobiłem na nikim większego wrażenia.
Gdy straciłem, to co dla mnie było najważniejsze, to co motywowało mnie do życia, to po prostu przestałem żyć w pełnym tego słowa znaczeniu. Przestałem pracować, planować, zarabiać, uczestniczyć i bywać. Bez tamtej miłości zapadłem w uczuciowy, społeczny i prawie też fizyczny letarg.
Teraz do nowe dopadło mnie nagle. To nowe zakochanie wzięło mnie szturmem. Szybko, może nawet nazbyt szybko. Tak na miejscu. Tak od razu. Poskładało mnie od pierwszego spojrzenia. Pani w czerwonej sukni przesunęła się przed moimi oczami i już było po mnie.
Zwyczajnie się zakochałem. Nie można było inaczej nazwać tego stanu. A dla mnie ten stan nie był zdecydowanie oczywisty. Przecież po tamtej dawnej, przeszłej miłości, miało nigdy nie być tej nowej. Ale teraz była i wiedziałem, że to nowe uczucie przywraca mnie do życia. Wyszedłem z letargu.
Nie wiem, czy od razu to była ta pełna i wielka miłość. Taka jak w książkach czy taka jak w filmach, ale pewne jest to, że to nie było już tylko zauroczenie. Moja żałobna czerń jakby nabrała więcej czerwieni i była bardziej przez to radosna. Pani w czerwonej sukience idealnie do mnie pasowała. To się czuło. Zaiskrzyło między nami. To było w powietrzu. To mnie pochłaniało. Tam, między nami, niewątpliwie była chemia. To coś nieuchwytnego tak się tam nagle zaczęło.
Tak było i zaraz przeszło. I pewnie będzie jeszcze nie raz. Choć bardzo chciałoby się żeby było raz i na dobrze. Na dłużej. Na zawsze. Tak jak kiedyś. Tak jak gdzieś tam głęboko w sercu mam to zakochanie do teraz i już tam pozostanie na zawsze. Ale każdy kolejny raz cieszy i cieszyć będzie.
Gdy znów byłem zauroczony, gdy pani w czerwieni wywarła na mnie tak silne wrażenie poczułem się tak jak nie czułem się od lat. Gdy może nawet pokochałem ponownie, to jakbym ponownie otworzył się na świat. Bo przecież kocha się raz, potem drugi i trzeci i znów – lekko parafrazując klasykę.
