Tag Archives

2 Articles

dziennik pesymistyczny

Tylko pod tym znakiem…

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Postanowiłem dokonać aktu apostazja – rzekł przyjaciel siadając przy kawiarnianym stoliku. Czekałem na niego już od ponad trzydzieści minut wpatrując się w ścianę deszczu za oknem i przez to czekanie zamówiłem już dwie pięćdziesiątki, więc pomyślałem że najwidoczniej alkohol wpłynął na mnie bardziej niż się tego można było spodziewać po tak małej dawce. – Apostazji? – spytałem kontrolnie. – Tak, tak dokładnie – powiedział z entuzjazmem kolega i zajął się zamawianiem sporego co nieco u przybyłej właśnie kelnerki.

Nie czekając na wyjaśnienia, co skłoniło przyjaciela do tak nagłego opuszczenia łona kościoła katolickiego, postanowiłem przejść do sedna i zapytać dlaczego właśnie teraz. Mój rozmówca na początku zaordynował „po jednym” a następnie zaczął wyjaśniać, że jak mi wiadomo on od dawna był w konflikcie moralnym i duchowym z dostojnikami kościoła rzymskiego i po prostu teraz mu się to skumulowało, dojrzało w nim i przyniosło owoc w postaci decyzji o pożegnaniu się z kościołem. – No i właśnie chciałem Cię prosić o to żebyś został moim świadkiem – rzekł na zakończenie. Nawet nie zdążyłem zapytać, jakim świadkiem a już przyjaciel mi uprzejmie wyjaśnił.  Chcąc wystąpić z katolickiej wspólnoty należy się udać do parafii chrztu. Tam przedstawiając świadectwo tegoż sakramentu w obecności dwóch świadków właśnie zażądać usunięcia swego nazwiska z wykazu osób należących do religijnej wspólnoty, czyli dokonać aktu apostazji.

– Paszport masz, dokonasz aktu apostaci, więc dokąd emigrujesz? – zapytałem przyjaciela, czym zaskoczyłem go tak bardzo, że prawie wylał na stolik to, co tam stało cennego. – A po cóż miałbym emigrować? A czy mi tu źle? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – Dni nas przecież dzielą od zaprzysiężenia nowego prezydenta, a jak wiesz on jest najzagorzalszym wyznawcą, obrońcą wiary katolickiej, który nie bacząc na okoliczności ratował hostie, nie wiadomo jak będzie zapatrywał się na takich zaprzańców – uprzejmie wyjaśniłem. – Toż nie dalej jak dwa tygodnie temu niejaki Jarosław, zbawca Polski, mówił na Jasnej Górze do swoich wiernych oraz wiernych kościoła, że „nie ma Polski bez Kościoła” – kontynuowałem. – Nie pamiętasz, że wódz prawych i sprawiedliwych głosił, że „nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż ta, którą głosi Kościół, a ty chcesz teraz dokonać apostazji? Naprawdę zły moment sobie przyjacielu wybrałeś – zakończyłem.

Mój rozmówca siedział blady i wpatrywał się we mnie oczami coraz większymi. – Myślisz, że będą wywozić i zaczną się pogromy? – zapytał, a ja zaproponowałem żebyśmy się napili, bo nie wyglądał dobrze. – No, wiesz jak jest, nie pamiętasz, że tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską a Polak a Polakiem? Ja tam nie wiem, jak będzie ale – tu posiłkując się techniką zacytowałem – „nawet gdyby ktoś miał wątpliwości, nawet gdyby ktoś nie wierzył, ale był polskim patriotą, to musi to przyjąć. Musi przyjąć, że nie ma Polski bez Kościoła, nie ma Polski bez tego fundamentu, który trwa od przeszło tysiąca lat”. A to mówił Jarosław, a wiesz już z doświadczenia ich poprzednich lat rządów, że jak on coś mówi to już mówi – dodałem.

– No tak, chyba tego nie przemyślałem – przyznał przyjaciel – wygląda na to, że tylko katolik będzie po wyborach prawdziwym Polakiem.  – Ty nie rób pochopnych kroków, pamiętaj że prezydent elekt nie raz wspominał, że tylko ludzie wierzący lepiej poradzą sobie z dziełem naprawy Rzeczypospolitej. I gdzie ty w nowej, wolnej Polsce prace znajdziesz jako jawnie niewierzący? – powiedziałem.

Siedział mój przyjaciel smutny i popijał po każdym moim wezwaniu, ale nie było w nim już tej radości co na początku naszego spotkania. Trochę mi było go żal, ale może przez to, że zrezygnował z jawnej apostazji ułatwiłem mu życie w nowej, powyborczej, wolnej, katolickiej, prawej i sprawiedliwej Polsce.

dziennik pesymistyczny

Komu dzwoni ten odpowie przed sądem za zakłócenie mszy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Jakby ktoś pytał to od dwóch godzin jestem z tobą cały czas i pijemy sobie – wyszeptał mi do ucha przyjaciel. Wpadł do knajpy zdyszany, cały mokry od potu. Zrzucił płaszcz, usiadłszy przy stoliku zakrył się przed światem rozpostartą płachtą gazety.  – Przepraszam, co się szanownemu panu przydarzyło – zapytałem wpatrując się tam gdzie za papierowym parawanem spodziewałem się jego twarzy. – Uciekam, kryj mnie – usłyszałem dyskretny szept. – Polej, musimy być wiarygodni w zeznaniach, że piliśmy, a ja trzeźwy jestem jak ryba – dodał. Spełniłem jego prośbę.

Po dłuższej chwili i po kilku głębszych trochę się uspokoiwszy, mój przyjaciel opowiedział mi co go spotkało. – Byłem w kościele i tam, tak w połowie mszy,  zadzwonił mój telefon. Szukałem go po kieszeniach, w torbie a ten dzwonił i dzwonił. Gdy go w końcu zlokalizowałem i wyłączyłem, ten zaczął ponownie dzwonić. I tak kilka razy. Znów wyłączyłem i gdy podniosłem wzrok zobaczyłem, że wszyscy wierni zebrani w kościele, ksiądz przy ołtarzy, ministranci i nawet kościelny, wszyscy patrzą na mnie nienawistnym wzrokiem – opowiadał z przejęciem przyjaciel. – Wtedy zrozumiałem, że już po mnie. Uciekłem z kościoła co sił w nogach. A teraz błagam Cię mój przyjacielu, daj mi alibi, może policja uwierzy, że to nie byłem ja, że to nie ja tym telefonem w kościele dzwoniłem – dodał.  I tak mnie prosił, tak prosił, że się zgodziłem skłamać organom, choć z natury jestem prawdomówny.

– A dlaczego sądzisz, że coś ci grozi za ten dzwonek telefonu w kościele? Przecież za to nie wsadzają do pierdla – spytałem, gdy już się nieco uspokoił. – I tu się szalenie mylisz przyjacielu – odparł. Po czym zaczął poszukiwać czegoś w torbie. Wyciągnął z niej tablet, coś tam na nim postukał i podstawił mi go pod nos. – Poważne zarzuty usłyszał 20-latek, który zakłócił mszę w kiełkowskim kościele (województwo podkarpackie). Mężczyzna w tracie obrządku zaczął głośno rozmawiać przez telefon. Oburzeni mieszkańcy wyprowadzili go z budynku, a następnie zawiadomili policję – przeczytałem z ekranu. Zamurowało mnie. Zaproponowałem żebyśmy natychmiast wypili, bo uznałem, że na trzeźwo ten świat zdecydowanie jest nie do przyjęcia.

– Ponieważ 20-latek sprzed budynku odjechał samochodem, funkcjonariusze ustalili, kto jest właścicielem pojazdu. Następnie zatrzymali mężczyznę. Postawiono mu zarzut złośliwego przeszkadzania w publicznym odprawianiu aktu religijnego – przeczytałem kolejne linijki artykułu. Nie mogłam uwierzyć. Wiele nieprawdopodobnych rzeczy widziałem, a o wielu słyszałem, przecież mieszkam w Polsce, ale coś takiego było dla mnie nowością.

– Teraz rozmowny wierny poniesie konsekwencje przeszkadzania we mszy. Oprócz grzywny może na niego zostać nałożona kara ograniczenia lub pozbawienia wolności – przeczytał zakończenie tekstu mój przyjaciel, bo ja trwałem w osłupieniu. Zabrałem mu tablet i sprawdziłem: tekst na tym portalu informacyjnym umieszczono 2 kwietnia 2015 o 12: 39, a więc to nie primaaprilisowy żart. – No to masz przyjacielu szczęście, mogłeś za to zakłócenie aktu religijnego przez twój dzwoniący niewczas telefon pójść pierdzieć w pasiaki – stwierdziłem. Postanowiliśmy wypić za ocalenie przyjaciela i za tego nieszczęśnika z kiełkowskiego kościoła w województwo podkarpackie.