Tag Archives

3 Articles

dziennik pesymistyczny

Rozważania o podatku od radia i telewizora

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Znów karwa twarz nic w tej telewizji nie ma – narzekał kolega przeskakując z kanału na kanał w telewizji – no nic, absolutnie. – Zobacz, co na rządówce – zaproponował drugi z moich znajomych – dowartościujmy się. Po kilku błyśnięciach ekran rozbłysnął szlachetną twarzą redaktora, który z nobliwą miną opowiadał jak to idzie w ojczyźnie ku lepszemu.

Gdy dziennikarz z okienka opowiadał o dokonaniach pana prezydenta, pani premier, panów i pań ministrów przypomniałem sobie jak moja przyjaciółka opowiadała kiedyś, że uwielbia oglądać rosyjską telewizje, bo u nas to tylko same nieszczęścia w tych serwisach informacyjnych a u nich, u Rosjan, to zawsze pokazują coś pozytywnego. Oczywiście teraz takie pozytywy można znaleźć i u nas w rządowej telewizji, nieszczęście to tylko wtedy, gdy jakiś wróg narodu do niego doprowadzi, a tak to tylko szczęście, dobrobyt i ogólne zadowolenie z tego, że ojczyznę wolną raczył Pan nam zwrócić.

I tak trwaliśmy oczarowani tym, że znów Polska staje się światową potęgą, przynajmniej w opowieściach pana z telewizji. Niektórzy ze zgromadzonych, przenieśli się z pewnością myślami do lat dzieciństwa, bo i tam w czasach dawno minionych, rządowa telewizja była tak optymistyczna. Wiadomości się skończyły i pojawiła się na ekranie reklama nawołująca do terminowego opłacania abonamentu RTV.  – Płacicie? – zapytał kolega. – Płacimy – odpowiedzieliśmy chóralnie, bo to przecież nigdy nie wiadomo, kto tego słucha i komu doniesie.

Wtedy właśnie przypomniałem sobie, że teraz do nawet nie trzeba będzie pamiętać żeby ten podatek od posiadania radia i telewizji zapłacić. Takie uzgodnienia dla swoich obywateli zamierza wprowadzić rząd Najjaśniejszej Rzeczpospolitej.  Projekt nowej ustawy medialnej będzie zakładał pobieranie opłaty audiowizualnej z rachunkiem za prąd.  Ustawa ma zakładać pobieranie opłaty, czyli podatku od posiadania odbiornika radiowego lub telewizyjnego, z rachunkiem za prąd, ponieważ w opinii Ministerstwa Finansów to dużo łatwiejsze niż powiązanie tej opłaty z rozliczeniem podatków PIT i CIT lub składek KRUS. To dobry pomysł, bo używanie energii elektrycznej daje możliwość korzystania z mediów elektronicznych – można wyczytać w doniesieniach z ministerstwa.

Gdy opowiedziałem o tym, co sobie przypomniałem towarzystwu, jeden z kolegów wyszedł i zniknął gdzieś na dłuższą chwile. Wrócił dzierżąc w dłoniach małe przenośne radyjko na korbkę. – Żywcem nas nie wezmą.  Nie zapłacę. Wystarczy pokręcić korbką i mam radio na prąd i to na prąd bez podatku – zademonstrował uradowany. To rodzi pytanie czy za radio napędzane korbką też trzeba zapłacić podatek?

dziennik pesymistyczny

List wrzucony do skrzynki uważa się za doręczony

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ponad miesiąc temu dostałem list polecony od firmy która dostarcza do mojego domu prąd. Wyjmując przesyłkę ze skrzynki na listy skonstatowałem, że firma energetyczna jest jednym z najwytrwalszych moich korespondentów. Rozerwałem kopertę i przeczytałem wezwanie abym w czternaście dni od daty otrzymania listu opłacił zaległy rachunek, bo jak nie to pozbawią mnie panowie od energii prądu.

Miewam czasem takie okresy w życiu, w których na wpółświadomie zapominam o płaceniu rachunków. Po prostu nie lubię ich płacić, co tu ukrywać i dlatego odwlekam płatności ile się da. Taki już jestem i nie mam najmniejszego zamiaru się zmieniać. Ale czasami tak bardzo zapominam o zaległych rachunkach, że otrzymuje wezwania do zapłaty. I tak też było tym razem. No, dobrze – pomyślałem – list czytam teraz, czyli od dziś mógłbym liczyć te czternaście dni, w których musze opłacić rachunek.  Ale jeśli ten list leżał w skrzynce od kilku dni to co wtedy? – pytałem sam siebie. Od kiedy to mam liczyć te dni w których powinienem opłacić rachunek? Zwróciłem się drogą mailową do zakładu energetycznego żeby ten rozstrzygnął moje wątpliwościami. Zapytałem w liście, od jakiego dnia liczony jest ten dwutygodniowy termin spłaty zadłużenia, gdy list trafia do skrzynki na listy bez potwierdzenia odbioru przeze mnie?

I już po dwóch tygodniach dostałem odpowiedz: „zapłata winna być dokonana w ciągu 14 dni od daty otrzymania Powiadomienia”. Tyle to ja wiedziałem przed tym jak wysłałem list z zapytaniem. No to ponownie ich grzecznie spytałem, od kiedy mam liczyć te dwa tygodnie, bo przecież nie wiem, kiedy do mnie zawiadomienie dotarło, a już na pewno oni o tym nie wiedzą, no chyba, że wiedzą? A jak wiedzą to niech się ta wiedza podzielą.

No i po dwóch tygodniach znów przyszła odpowiedz: „powyższe powiadomienie jest wysyłane listem poleconym, wobec powyższego w przypadku Odbioru znana jest nam data Odebrania przesyłki”. No zdziwiłem się, bo list który dostałem od energetyków to list polecony bez potwierdzenia odbioru, który znalazłem w skrzynce pocztowej, więc ponownie postanowiłem spytać jak piszący do mnie Pan posiadł wiedzę o dniu, w którym otrzymałem korespondencje. Przyznam się, że nawet ja dokładnie nie wiedziałem, kiedy została ona do mnie dostarczona, bo korzystając z usługi, powszechnie oferowanej przez Pocztę Polską, wszelkie listy polecone bez potwierdzenia odbioru trafiają bezpośrednio do mojej skrzynki na listy i nie są awizowane. Taka procedura, w której przesyłka “dwukrotnie awizowana uznawana jest, jako skutecznie doręczona” – jak wspomina w liście do mnie przedstawiciel zakładu energetycznego – zdecydowanie nie mogła być tu zastosowana. Po za tą oczywistością przypomniałem, że stosowanie domniemania doręczenia przysługuję w Polsce tylko instytucją sądowym a firma od prądu do nich nie należy.

Jak się można domyśleć po dwóch tygodniach otrzymałem kolejną odpowiedz. Tym razem Pani od energetyków napisała, że „w przypadku, gdy operator pocztowy pomija kwestię pokwitowania odbioru przesyłki a (zakład energetyczny) nie otrzymuje żadnej informacji, przesyłka traktowana jest, jako doręczona”. No jakbym gadał do obrazu. To już lepiej pisać na Berdyczów niż do tych co dostarczają prąd. Po raz kolejny postanowiłem zapytać, jaki do dzień uznawany jest przez energetyków za datę doręczenia, jeśli nie otrzymują oni żadnej informacje o dacie doręczenia? Pozostaje mi teraz poczekać dwa tygodnie na odpowiedź choć z doświadczenia wiem jaka będzie.

dziennik pesymistyczny

Kasa napędzana prądem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Duży może więcej- to hasło sprawdza się doskonale jako ilustracja bezczelności którą wykazała się pewna wielka korporacja. Pewna starsza pani płaciła do niedawna za prąd około stu złotych miesięcznie. Pewnego dnia dostała fakturę na ponad 11 tysięcy złotych za energię zużytą przez trzy miesiące. Kobieta jest osobą samotną, żyje bardzo skromnie, nie ma dzieci. Dlatego bardzo zdziwił ją ten nagły skok w należności za teoretycznie zużyty przez nią prąd.

– Moja emerytura to 715 zł. To musi na wszystko wystarczyć. Wegetuje człowiek. Jak zimą mrozy są, to nawet wyłączam lodówkę i trzymam rzeczy na ganku, tam mi zamarzną i poleżą. Na czym mogę, to oszczędzam – opowiada pani Janina reporterom TVN Uwaga.

Kobieta nie zapłaciła rachunku, bo ten nagły skok zużycia prądu wydał jej się podejrzany. Złożyła reklamację. Zgodnie z przepisami dostawca energii zabrał licznik do ekspertyzy i wymienił na nowy. Przeprowadził kontrole spisując wszystkie elektryczne urządzenia, jakie kobieta miała w domu.

Licznik starszej pani został zbadany przez dostawcę energii. Zgodnie z przepisami dokonują tego pracownicy korporacji dostarczającej prąd, więc firmy zainteresowanej tym żeby kontrolowane urządzenie okazało się sprawne, co uzasadniłoby wystawienie tak gigantycznego rachunku. Potem miernik sprawdził producent licznika, czyli firma, która także zainteresowana jest tym żeby urządzenie okazało się sprawne. Jak się można było spodziewać obie ekspertyzy wykazały, że jest licznik jest sprawny.

Zainstalowany u starszej pani nowy licznik przywrócił stare wskazania zużycia prądu. W tym samym okresie podobny problem z licznikiem miał też sąsiad kobiety. Ale to nie miało znaczenia dla dostawcy energii elektrycznej, która nadal żąda horrendalnej sumy za rzekomo zużyty prąd. Przecież oni wystawili rachunek na podstawie wskazań własnego licznika. Potem sami go sprawdzili i wyszło im, że wszystko jest dobrze. Nie ma to jak być sędzią we własnej sprawie.

Korporacja, gdy zorientowała się, że sprawę próby wyłudzenia pieniędzy od starszej pani za rzekome zużycie prądu nagłośni telewizja postanowiła umorzyć kobiecie połowę sumy rachunku.  Postraszyli przy okazji w stosownym piśmie, że jeśli pani nie zapłaci, to jej sprawa trafi do sądu. Zakład energetyczny nadal utrzymuje, że wyliczenia opłaty za prąd są poprawne.

Kilka lat temu miałem podobny problem z tym samym dostawcą prądu. Po wymianie licznika moje opłaty za energie wzrosły czterokrotnie. Zgłosiłem problem korporacji.  Przyszedł pan i spisał licznik, potem przyjechali technicy, zdemontowali licznik i zabrali. Po pewnym czasie dostałem pismo, że oni tam wszystko sprawdzili i wszystko jest dobrze, więc musze zapłacić zawyżony rachunek. Odwołałem się i chciałem ponownego sprawdzenia licznika najlepiej przez niezależnych ekspertów. Odpisali, że i owszem, można to zrobić, ale na mój koszt, czyli za ponad 1000 zł. Co miałem zrobić zapłaciłem rachunek, choć wiedziałem, że to wyłudzenie, bo przecież, jaką miałbym gwarancje, że do niezależnego eksperta pojedzie mój licznik? Jak widać przez lata nic się nie zmienia. Duży może więcej. Korporacja, bogata firma ma gwarantowane przez państwo inne prawa niż zwykły obywatel. Takie państwo prawa gdzie co chwila przypominają ci, że  nie warto iść pod prąd.