Propaganda wyborcza na egzaminach gimnazjalnych
Uśmiechniętą urna wyborcza mówiąca: spotkajmy się w niedziele? Przy niej pogodne postacie. Wesolutka pani i radosny pan z pieskiem. To ilustracja odnosząca się do pytania z testu egzaminu gimnazjalnego dla uczniów z 2014 roku dotyczącego zagadnień z historii i WOS, czyli wiedzy o społeczeństwie. Do ilustracji, którą opisałem wcześniej trzeba dopasować poprawną odpowiedz. Pytanie: czy plakat zachęca do: a) humanitarnego traktowania zwierząt, b) prowadzenia zdrowego trybu życia, c) wspólnych niedzielnych spacerów, d) aktywnego uczestnictwa w wyborach. A Państwa zdaniem która odpowiedź jest prawdziwa i poprawna? Tak wiem, dla większości oczywiście odpowiedź „d”. Dla mnie problem nie leży w tym, że pytanie jest banalnie proste, tylko w tym, że jest idealnym przykładem jak państwo uczy posłusznych dla samego siebie rozwiązań.
Bo, przecież już dziecko w gimnazjum musi być pewne, że „demokracja nie jest ustrojem idealnym, ale jest najlepszy, jaki dotychczas istnieje” – jak mawiał Churchill. Już od małego trzeba, żeby każdy obywatel nie wiał wątpliwości, co to tego, że państwowy system parlamentarny jest idealnym rozwiązaniem. Nikt w państwowej szkole nie wspomni przecież, że są inne sposoby. Bo i po co? Po co wychowywać ludzi, którzy się zastanawiają? Przyszły poprawnie myślący obywatel ma grzecznie głosować i czerpać z tego teatru radość i wielkie zadowolenie, że ma na cokolwiek wpływ. Bo przecież państwo z założenia opiera się na „ woli (fikcyjnej) ludu”. I już od dzieciństwa ma być dla każdego w państwie jasne, że lud to „uznany za małoletniego wieczny uczeń, którego uważa się za mało zdolnego, by zdał kiedykolwiek egzaminy, by przyswoił sobie wiedze swoich nauczycieli i mógł obejść się bez dyscypliny”. Już uczeń gimnazjum nie może mieć najmniejszych, (co potwierdzi wybraniem poprawnej odpowiedzi w teście) wątpliwości, że władze w demokracji parlamentarnej sprawuje klasa polityczna i aparat biurokratyczny. A ich pozycja musi być i jest potwierdzana rytuałem wyborczym.
„Ciche porozumienie między A, B i C, że wybiorą w głosowaniu D na swojego przedstawiciela, żeby ów pozbawił mnie własności lub życia, nijak nie uprawnia D do zrobienia tego. Tak samo jest złodziejem, tyranem i mordercą, działając, jako ich reprezentant, jak byłby nim, gdyby działał wyłącznie na swoja odpowiedzialność” – twierdził Lysander Spooner. Tak, to szkoła państwowa i nikt nie będzie tam nauczał, że ten system jest wadliwy. Ale może przydałoby się, choć zdanie i tym, że parlamentaryzm nie jest jedynie słusznym rozwiązanie? Tak dla przyzwoitości?
„Oto niedziela, kiedy się odbywają te święte wybory. Kandydatów nie brakuje, są odpowiedni dla wszelkich gustów i we wszelkich kolorach: maciora nie odróżniłaby wśród nich swoich małych. Ale, na Boga, o ile zmieniają się kolory i etykietki kandydatów, jedna rzecz się nie zmienia: zachwalanie! (…) wszyscy obiecują ludziskom, że będą się dla nich zaharowywać na śmierć” – pisał Emile Pouget. Może trzeba wytłumaczyć dzieciakom, ze nie wszystko jest tak cudownie doskonałe? I nie prowadzić w szkole propagandy doskonałości systemu parlamentarnego.
Może przydałoby się dopisać pod tym rysunkiem z testu egzaminacyjnego odpowiedz „e”? Równie poprawną. Że absencjonizm, czyli nie uczestnictwo w wyborcach jest nadal prawem i wolnym wyborem człowieka, ale też możliwym nadal wyborem polskiego obywatela państwa, w którym przyszło nam żyć. Może egzaminy gimnazjalne do nie miejsce na propagandę „jedynie słusznych” państwowych idei?

