Tag Archives

2 Articles

pesymistyczny.pl

Częściowy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

To bardzo nieprzyjemne uczucie. A właściwie – co tu ukrywać, wielce okropne uczucie. Tak pewnego ranka, zaraz po przebudzeniu odkryć, że jest się samotny. Choć przecież nie do końca samotny, bo masz rodzinę. Jesteś w pewnym sensie rodziną. Masz rodzeństwo, mamę, pociotków, dalszych i bliższych krewnych. Ale tak o poranku jesteś zupełnie sam. Masz przyjaciół, bo przecież każdy ma jakiś przyjaciół, ale oni mają swoje własne życie, którego przecież nie jesteś osią, a co najwyżej pewnym elementem. Tak w zasadzie, tak teoretycznie, to nie jesteś samotny, ale w szczególe, czy w praktyce, to jak najbardziej jesteś. Jesteś zupełnie sam.

dziennik pesymistyczny

476

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 4

Mój dom to moje więzienie. Mój umysł to strażnik. Moje mieszkanie to moja cela. Moje myśli to granice mojego istnienia. Cztery kroki do okna, trzy kroki do ściany. Pięć do kuchni. Cztery do łazienki.  Mapa doczesności. Dzień i noc. O trzeciej trzydzieści jeden, światłość i przytomność myśli wpatruje się we mnie z ciemności. Czekam na świt. Moje szczęście i miłość o poranku wychodzi z domu. Za szybki pocałunek w progu. Oczekiwanie. Udręczenia. Rozpacz. Samotność. A przede wszystkim strach.  I chwile, gdy miłość i szczęście wracają. Te kilka godzin aż do strachliwego, płytkiego snu o poczuciu własnej wartości  to moja wolność. Ulubione słowa, rozmowa, obecność. Wlewam w siebie alkoholowe zapomnienie. Trwanie.

Tam za oknem, przesuwają się jak na zwolnionym filmie dni, tygodnie, miesiące. A ja uwięziony przez moje myśli tkwię na poddaszu mojej egzystencji. Czasem świat do mnie puka groźnie w drzwi, by listownie w urzędowy sposób przypomnieć o swoim istnieniu. I te dni są najgorsze, bo czuję wtedy, że nawet we własnym więzieniu nie jestem  bezpieczny. Z ciemności i bólu, i strachu nocy, wyłania się strach dnia. Słyszę jak za drzwiami, jak za oknem szurają buciorami problemy. Słyszę kroki na schodach i ściszam się w sobie. Zapadam w nieistnienie. Udaję martwego i nieobecnego. Przystosowałem się do życia w strachu. Mimikra.

 Jestem zamknięty w domu, do którego swym wielkim przekrwionym okiem zagląda, co pewien czas świat. Słyszę jego okrutne i złowrogie sapanie. Czuję jak przez ściany mojej celi przenika jego kwaśny oddech. On ciągle coś ode mnie chce. Wymusza działanie. Poucza mnie. Ten On. Ten ukształtowany w wielkość urzędniczej masy On. Utuczony na posadach i etatach. Przystrojony w ustawy, wyroki, nakazy, rozporządzenia, przepisy – wielki On. Społeczny, polityczny, państwowy kolos ulepiony w masy pieniędzy. Wykuty z monet, podparty papierem, stalowo twardy wsparty na cokole własnych „praw i obowiązków” ciągle oczekuje ode mnie działania na swoją korzyść. Podporządkowania się jego woli. Asymilacji.

Golem ulepiony z gliny i błota setek tysięcy interesów. Społeczna bestia o stu obliczach, strasząca mnie karami za czyny, które popełniłem przez brak współdziałania. Słyszę pieści, które całymi dniami uderzają w ściany mojego domu przypominając mi o istnieniu świata za murem. – Nie możesz istnieć bez nas! – wołają golemy. Nie możesz być inny. Przystosuj się! Dokonaj czegoś! Bądź ambitny. Zarabiaj. Płać. Opłacaj! Kupuj. Sprzedawaj. Żyj społecznie. – Jednostka zerem, jednostka niczym – mimowolnie powtarzam sobie mantrę z dawnych czasów, która tak doskonale zaadaptowała się do współczesności. – O nie! Krzyczę, choć tylko ja to słyszę.  Wiem, że moje rebelianckie przekonania nie pozwolą mi się podporządkować. Czy istnieje tylko droga w górę?

– Jesteśmy tym, czym się tworzymy, odpowiedzialność! – słyszę telefoniczne dobre rady od wszelkiego wujostwa.  Tak, ukształtował mnie mój umysł. Wykuły mnie uparte dłuta moich własnych myśli. Jestem, jaki jestem. Czuję to, co czuję. Działam tak jak działam. Jestem uwięziony w ucieczce od problemów. Nie ocali mnie doustnie zaaplikowana tabletka szczęścia, bo musiałbym za nią zapłacić lub przynajmniej zdobyć pozwolenia na jej posiadanie. Uzdrowienie jest płatne i przypisane do porządku świata panującego za oknem mojego więzienia. Czasem za bardzo samotny. Bez zawiedzionych przyjaźni i bez żalu. Istnieje we mnie dumie jedna nadzieja uparta, gdy już wszystko wydaje się stracone i przegrane. Ta myśl przebijająca się uparcie przez inne. To ja mam rację!