Tag Archives

2 Articles

dziennik pesymistyczny

„roztropną troską o wspólne dobro”

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 4

Było kilka minut przed świtem. Za oknem szarzało. Latarnie świeciły więdnącym blaskiem. To była ta właśnie magiczna chwila, ten właściwy moment w którym powinny kończyć się nocne Polaków rozmowy. Tak się jednak się nie stało.

– Będziesz głosował w wyborach prezydenckich – spytał przyjaciel nagle i jak najbardziej niespodziewanie z niedopasowaniem do chwili i nastroju. – Zdecydowanie nie – odparłem, próbując powrócić do atmosfery leniwego poranka. – A widzisz, popełniasz  błąd. Bo dobrowolna rezygnacja z udziału w wyborach jest grzechem zaniedbania, ponieważ jest odrzuceniem odpowiedzialności za losy Ojczyzny – wyrecytował szybko przyjaciel składając i odkładając  na stolik gazetą którą dotychczas czytał. – Dobrze się Szanowny Pan czuje? – zaniepokoiłem się stanem zdrowia  mojego partnera w rozmowie – Może wody podać dla odmiany? – wykazałem jak najbardziej logiczną troskę.

– Ludzie wierzący winni oddać głos na te osoby, których postawa i poglądy są im bliskie, a przynajmniej nie sprzeciwiają się wierze katolickiej i katolickim wartościom oraz zasadom moralnym – powiedział przyjaciel spoglądając na gazetę. – Musisz zagłosować oczywiście „właściwie”, czyli zgodnie ze swoimi przekonaniami moralnymi, pamiętając oczywiście jako Polak i katolik, że jest tylko jedna wykładnia moralności w tym kraju – dodał. Przypomniałem mojemu rozmówcy, że po pierwsze: ja nie głosuje z przyczyn które są mu znane od dawna. Po drugie: nawet jakbym zagłosował, to raczej nie brałbym pod uwagę wartości wyznawanych przez hierarchów kościoła katolickiego. A po trzecie: ten teatrzyk z czasową wymianą świń (z całym szacunkiem do świnek) przy korycie kompletnie mnie interesuje.

– Ja przecież tylko wskazuję ci właściwą drogę. Ja nie namawiam. Nie ograniczam sumienia.  Ja nie uzurpacje sobie prawa do nakazywania Ci czegokolwiek, ale moim obowiązkiem duchowym jest prowadzenie Cię właściwą ścieżką i przypominanie na każdym kroku o wyższości prawa bożego nad stanowionym przez ludzi oraz o tym kto ma monopol na interpretacje tegoż prawa bożego. Ja tylko przedstawiam Ci – jako Polakowi i katolikowi od niemowlęctwa – etyczne kryteria dotyczące twoich obowiązkowych przecież wyborów. A te kryteria nie podlegają żadnym kompromisom  – niezrażony moimi słowami przyjaciel kontynuował tyradę zerkając  co chwila na leżącą na stole gazetę.

– Czy mógłbyś przestać agitować mnie z samego rana? Do tego jeszcze nie swoimi poglądami i słowami – starałem się po raz kolejny przerwać jego męczące poranne wywody. – Nie jesteś księdzem biskupem.

– Nie jestem, ale przemawiam do Ciebie jego słowami, pamiętając przy tym, że duchowni nie powinni angażować się w kampanię wyborczą po żadnej ze stron, lecz respektować dojrzałość ludzi świeckich i „przez formację ich sumień pomagać im taką dojrzałość osiągnąć” – rzekł przyjaciel.

– Ale to co mówiłeś to typowa wyborcza agitka! – przypomniałem. – Powinieneś jeszcze dla kompletu wspomnieć o obronie ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci, rodzinie opartej na trwałym małżeństwie mężczyzny i kobiety i o obronie wiary oraz o głosowanie na takich kandydatów którzy głoszą powyższe wartości. – Nie, nie mogę tego zrobić używając słów biskupa, bo przecież on jako kapłan nie jest ustanowiony dla polityki, ale dla formacji sumień tak, aby były one zdolne do podejmowania samodzielnych decyzji – powiedział przyjaciel po czym wstał, podszedł do kosza na śmiecie i ostentacyjnie wrzucił tam gazetę.  Świt poczerwieniał pierwszymi promieniami słońca.

dziennik pesymistyczny

Katolicyzm religia panująca

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Może jeszcze formalnie Polska nie jest państwem wyznaniowym. Ale do takiego państwa, w którym katolicyzm jest religią państwową zmierzamy raźnym marszowym krokiem. Lub raczej dreptamy jak zakonnik po zakonnych krużgankach.  Kiedyś większość polityków, działaczy katolickim, no i oczywiście duchowieństwa,  kwestowała rozdział państwa od religii po cichutku, tak niezbyt głośno, tak żeby nie zapeszyć i nie wzbudzać paniki. Ale teraz wszystko się zmieniło.  Polski biskup rzymskokatolicki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski postanowił powiedzieć jasno i głośno, „o co walczymy, dokąd zmierzamy” – jak mawiali klasycy.

– Państwo i Kościół nie są tylko instytucjami żyjącymi obok siebie, swoim własnym autonomicznym życiem. To są dwie instytucje zdane na siebie. I to zdane na podobieństwo ciała i duszy. Kościół, jeśli jest autentyczny, powinien być duszą państwa, bez duchowych wartości, jakie przynosi Kościół, ciało państwa obumiera – przekonywał tłum wiernych nasz biskup rzymskokatolicki. Takie słowa łamiące podstawową – zawartą też w Konstytucji RP – zasadę rozdziału państwa od kościoła wypowiada polski hierarcha kościelny.

Wiem, że wielu z prałatów kościelnym widząc klęskę kierowniczej roli kościoła w życiu społeczeństwa, chce to społeczeństwo na siłę umoralnić. Polski kościół chce ratować swój autorytet poprzez jeszcze silniejsze połączenie z aparatem państwa. W myśl zasady „my was tak długo będziemy kochać, aż wy nas w końcu pokochacie”.  To jedno.  Drugie, to to, że nie mogą pojąc jak może biskup rzymskokatolicki kwestionować nauczanie II Soboru Watykańskiego. Kościół właśnie tam definitywnie i jednoznacznie potwierdził, że rezygnuje z budowy gdziekolwiek i kiedykolwiek „katolickiego państwa”. Przyjęto tam zasadę że katolicyzm w różnorodnym społeczeństwie nie może być wyznacznikiem na siłę ustanawiającym kierunki i zasady organizujące życie publiczne. A zatem, jak to możliwe, że ten hierarcha kościelny sprzeciwia się woli i prawom własnego kościoła? Dalibóg nie wiem, czy to zwykła głupota czy chęć władzy? Mam jednak cichą nadzieje, że to pierwsze.

W swym kazaniu na Jasnej Górze ksiądz arcybiskup z rozrzewnieniem wspominał stare, dobre czasy, w których Konstytucja z 1791 roku, co prawda, unowocześniła i zmieniła ustrój państwa, struktury sprawowania władzy, ale też „katolicyzm uznała za religię panująca”. – Nasza ojczyzna potrzebuje dzisiaj, podobnie jak za czasów konstytucji majowej odnowy, jeśli ma ona mieć przed sobą swoje jutro – mówił podczas homilii arcybiskup. To nic innego jak nawoływanie do uznania katolicyzmu za religie państwową. Co dalej? Przymusowa chrystianizacja obywateli?

– Religia jest głównym czynnikiem uspołecznienia, wychowania i wyrabiania cnót w społeczeństwie – podkreślał kaznodzieja. Zaczynam się bać takich słów, bo jeśli to nie zwykła głupota, jakiś starczy uwiąd to przecież tylko patrzyć jak jakiś polityk wpadnie na pomysł, żeby idee „wychowania i wyrabiania cnót w społeczeństwie” wprowadzać w życie pod przymusem. Co to jest średniowiecze?

 – Próba kształtowania spraw ludzkich z pominięciem Boga prowadzi do całkowitego zlekceważenia człowieka. Dlatego nawet ten, który nie umie znaleźć drogi do Boga, winien starać się tak, jak gdyby Bóg istniał – przekonuje przewodniczącego Episkopatu. W tym zdaniu już nawet nie sugeruje, że niewierzący mają jakąkolwiek szanse na istnienie i swobodne wyrażanie poglądów w społeczeństwie gdzie panuje państwowy katolicyzm. Arcybiskup uważa, że pominiecie Boga to pominiecie człowieczeństwa. Czyli ten, kto kwestionuje istnienie Boga, przestaje być człowiekiem? Jeśli tak, to takich „nieukształtowanych” może ksiądz radzi eliminować?  – „Nawet ten, który nie umie znaleźć drogi do Boga, winien starać się tak, jak gdyby Bóg istniał” – to zdanie jest tak kuriozalne, że istotnie może wskazywać, że klecha ma coś nie bardzo pod sufitem.

– Słabość dzisiejszego wymiaru życia społecznego, kulturalnego i politycznego w naszej ojczyźnie ma swoje korzenie w odcinaniu się państwa od Kościoła – naucza Przewodniczący Episkopatu. Ale spokojnie, już on ten słabość wykorzeni. Ba, nawet wbrew zasadom II Soboru Watykańskiego. Bo jak to w Polsce często bywa, polski katolik jest świętszy od papieża. A może to jednak tylko jakaś czasowa słabość dostojnika polskiego kościoła? Wciąż mam nadzieje, bo słysząc słowa przewodniczącego: „To właśnie odcinania się od wartości, które wyrastają z Ewangelii, sprawia, że 2,5 mln osób, przeważnie młodych, musiało wyjechać za chlebem, kolejne 2 mln jest bezrobotnych, blisko 4 mln żyją na skraju ubóstwa” mam szeroki uśmiech na twarzy.  Jeśli dobrze zrozumiałem tego księdza, to Polacy masowo uniknęliby emigracji, bezrobocia, nędzy gdyby tylko państwo polskie byłoby państwem wyznaniowym. Pomijając jawną głupotę takich twierdzeń, to warto dodać, że przecież zdecydowana większość naszego społeczeństwa deklaruje przywiązania do zasad ewangelii, więc pewnie znajduje się tam spora liczba polityków czy urzędników państwowych. Czy oni wszyscy przez ponad dwadzieścia lat ignorowali wartości? Odcinali się od ewangelii?

– Nasze społeczeństwo starzeje się, pogłębia się jego kastowość, postępuje alienacja młodych w pracy, lekceważeni są robotnicy, którzy miesiącami nie otrzymują zapłaty za swoją pracę, pod koniec roku nie przyjmuje się chorych do szpitali, więzienia nie mogą pomieścić skazanych, lekceważy się miliony głosów w sprawie wieku emerytalnego i wieku szkolnego – grzmi z ambony kaznodzieja zapominając oczywiście, że to przecież to właśnie w 98 procentach katolickie społeczeństwo, jest za tą sytuacje odpowiedzialne.   Naprawdę ustanowienie katolicyzm religią panującą niewiele w tej materii zmieni na lepsze. A obawiam się, że połączenie państwa i kościoła w jedno zaprowadzi nas z powrotem do średniowiecza.  – Dla niektórych może to brzmieć prowokacyjnie, ale taka jest prawda – pozwolę sobie na jeszcze jeden cytat z arcybiskupa.