Zależności miedzy lotniskiem a sławojką
Chciało się mieć lotnisko to teraz trzeba cierpieć. W moim prowincjonalnym mieście mamy lotnisko na europejskim poziomie choć jednak na skale naszych możliwości, bo rzadko lądują na nim samoloty. Mamy za to całkiem nowe przepisy. Teraz większość inwestycji, nawet tych zlokalizowanych pod ziemią, musi być uzgadniana z Urzędem Lotnictwa Cywilnego.
Przy wydawaniu zezwolenia na działalność lotniska została opracowana pewnego rodzaju dokumentacja, która m.in. pokazuje obszar ograniczeń w odniesieniu do obiektów, które można na tym terenie wybudować. Ten obszar ograniczeń to praktycznie osiemdziesiąt pięć procent powierzchni mojego miasta.
– Dla takich obszarów ograniczeń jest wymóg uzgadniania wszystkich projektów decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania z prezesem ULC. Nie chodzi o wysokość obiektu, przepisy nic na ten temat nie mówią, więc uzgadniać trzeba nawet sieć uzbrojenia podziemnego – wyjaśnia wicedyrektor wydziału architektury urzędu miejskiego w jednej z lokalnych gazet.
Wygląda na to, że jeśli chciałbym, tak w ramach radosnej twórczości, wybudować sobie sławojkę na swoim własnym gruncie, który leży w obszarze ograniczeń, to moja inwestycja sanitarna musiałaby być konsultowana z Urzędem Lotnictwa Cywilnego. Całe szczęście, że nie muszę robić tego sam, ten przywilej weźmie na siebie magistrat. Zastanawiające jest też to, że (jeśli dobrze interpretuje przepisy, a chyba dobrze), jeśli nawet chciałbym wykopać ziemiankę na swojej działce to, choć nie miałaby ona żadnej wysokości a raczej głębokość, to i tak urząd przed wydaniem mi pozwolenia na inwestycje musiałby skonsultować sprawę z ULC. Ciekawostką jest też to, że nawet zmiana sposobu użytkowania obiektu wymaga decyzji o warunkach zabudowy uzgadnianej z wieloma instytucjami, także z ULC czy wojskiem. Ale jak chciało się mieć lotnisko?
Jak to często bywa w krainie pieczątkowców, czyli w Polsce, ta urzędnicza formalność – jak twierdzi magistrat – może potrwać, ale nikt nie wie jak długo, bo z przepisów to nie wynika. Nie ma terminu, w jakim powinien Urząd załatwić sprawę. Trzeba czekać. No i oczywiście nie ma trybu odwoławczego, można zażądać tylko ponownego rozpatrzenia sprawy. Czyli jeśli chcesz obywatelu miasta z lotniskiem wybudować sobie sławojkę, to nim magistrat wyda Ci pozwolenie na tą inwestycje, skonsultuje sprawę twojego kibelka z Urzędem Lotnictwa Cywilnego. Może i z lotniska rzadko, co odlatuje, ale ktoś na pewno w tej sprawie bardzo odleciał.
