Precz z P- 4?
Ja też nie lubię życia w gąszczu przepisów. Nie cierpię jak ktoś mi coś nakazuje. Też czasami mam pewność, że wiem lepiej niż ten ktoś, kto ustanowił dla mnie jakieś prawa i nakazuje mi je respektować. Taką już mam anarchistyczną i niepokorną naturę. Bardzo źle znoszę wszelką władzę i trudno mi zaakceptować zasady, przy których uchwalaniu nikt mnie nie pytał o zdanie.Ale mimo tych moich zastrzeżeniach co do praw i obowiązków obywatelskich zawsze jednak przestrzegam, a w zasadzie bardzo staram się przestrzegać, przepisów ruchu drogowego. – Trzeba walczyć z systemem! – wydarł się na mnie pewien mój znajomy, gdy mu zwróciłem uwagę, że niewłaściwe jest przechodzenie na czerwonym świetle przez jezdnię. Tak, warto walczyć z systemem, ale chyba nie kosztem własnego życia. – Tyle mówisz o pełnej wolności, a teraz mi zabraniasz drobnego złamania przepisów – wypomniała mi kiedyś moja znajoma, gdy ją skarciłem za ryzykowne i niezgodne z przepisami wyprzedzanie innych aut na drodze. Tak, może jestem jakiś niepełny, nieortodoksyjny i sprzeczny w swoich poglądach, ale przepisów ruchu drogowego staram się przestrzegać. Zadziwia mnie też konsekwencja innych uczestników ruchu drogowego, dla których łamanie przepisów jest w zasadzie codziennością. Co dnia, w drodze do pracy, obserwuję jak kilka samochód zatrzymuje się na środku drogi w centrum miasta aby skręcić w lewo. – Co w tym dziwnego – powie wielu. To jest w tym dziwne, że samochody te stojąc na lewym pasie jezdni tamują całkowicie ruch. Kierowcy stojąc z włączonymi kierunkowskazami czekają, aż ruch z przeciwka, na tyle się zmniejszy aby mogli wykonać skręt w lewo. A że ruch tuż przed godziną ósmą jest ogromny, to stoimy tak wszyscy długo i ci co skręcają w lewo i ci, którzy usiłują jechać prosto. Stoję tak, bo znów zapomniałem, że o tej porze jest wielu amatorów aby skręcić w lewo właśnie w tym miejscu. Stoję w kolejce aut, i tak jak inni, którzy dostali się w tę pułapkę i chcą jechać na wprost, próbuję zmienić pas ruchu, aby ominąć tych co skręcają w lewo. A że, jak mówiłem ruch po mojej prawej jest ogromny, to szanse mam marne. Stoję więc i przyglądam się jak kolejny samochód z tych stojących przede mną z szaloną prędkością skręca w końcu w lewo cudem, unikając zderzenia z tymi autami, które jadą w przeciwnym kierunku do tego w którym ja bardzo chciałbym pojechać. I tak jest prawie każdego dnia roboczego. Siedzę tak w unieruchomionym w korku samochodzie i myślę czy ci wszyscy ludzie to też tacy ”walczący z systemem” jak ten mój kolega przebiegający na czerwonym świetle w imię światowej rewolucji. Tak przypuszczając po dostojności pojazdów, które tamują ruch przede mną, to raczej wygląda na to,że prowadzą je prawomyślni obywatele o zasobnych kieszeniach. I tak sobie wszyscy czekamy, aż ci, którzy chcą skręcić w lewo przez podwójną ciągłą linię w końcu to uczynią. Jak ostatnio sprawdzałem to nadal znak P-4, czyli linia podwójnie ciągła rozdzielająca pasy ruchu o kierunkach przeciwnych oznaczała zakaz przejeżdżania przez tę linię i najeżdżania na nią. Ale pewnie nie wszyscy o tym wiedzą. A może wiedzą i czynią tak z premedytacją? Czy naprawdę wszyscy ci kierowcy łamią ten przepis z powodów ideologiczny, bo tak nienawidzą systemu? Czy tylko tak, po prostu z głupoty?
