Daily Archives

One Article

dziennik pesymistyczny

Poziom marzeń Adolfa

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Kiedy myślę o państwie do którego jestem przynależny, to pierwszym uczuciem jakie mnie ogarnia jest wstyd. Nie mogę spokojnie patrzeć na te igrzyska nienawiści, zacietrzewionej walki, obłudy, kłamstwa, pazerności oraz zwykłej głupoty. I choć jestem z tego narodu, choć czuję się z nim bardzo związany, choćby językiem czy historią, to  jednocześnie nie potrafię traktować państwa, ludzi w niektórych jego instytucjach, jako swoich, jako ze mną związanych, dla mnie pracujących. Nie czuję się częścią państwa, jestem, choć z przymusu w nim, to jednak staram się być od niego jak najdalej. – Ten poziom nieprawdopodobnego grubiaństwa to pańska zasługa, jeśli chodzi o polskie życie publiczne. Ten poziom nieprawdopodobnego chamstwa na poziomie marzeń Adolfa Hitlera o Polakach, o losie Polaków. To jesteście wy – mówił jeden prominentny polityk do drugiego równie wielkiego stanowiskiem w państwie polityka z sejmowej mównicy. Poziom grubiaństwa? Jaki poziom, tu już nikt nie trzyma poziomu. Wszyscy się raczej taplają w błocie nienawiści. A jak który wylezie na bardziej suche miejsce, czyli ma usta ponad błotem to od razu mówi o narodzie machając sztandarem z napisem hańba. I od razu dzieli na MY i ONI.  Wszyscy, którzy tam siedzą są winni. Niejedna, dwie osoby polityczne,  ale wszyscy. Winni poziomu w jakim odbywają się debaty nad losem tych, którzy są w tym państwie w zastraszającej większości. Jeśli tak ma wyglądać elita, to ja jej nie chcę. Nie wiem czy, i w ten sposób Adolf myślał o Polakach? Ale widać są tacy co wiedzą i doskonale znają miarę, przy której ktoś zasługuje na miano prawdziwego Polaka.  Już sama wiara tych maluczkich ludzików w drogich garniturach, że nadejdą jeszcze czasy, gdy to oni prawdziwi Polacy w odróżnieniu od tych mniej prawdziwych, dojdą do władzy jest przerażająca, ohydna i odstraszająca. Zawsze było źle w naszej polityce, ale przynajmniej miałem nadzieję, że będzie lepiej. Teraz już takiej nadziei nie mam. – Ja rozumiem, że człowiek, który był gotów wysłać własnego brata na śmierć do Smoleńska oraz zachęcał do stosowania aresztów wydobywczych jest gotów do każdej podłości – powiedział kolejny polityk na sali sejmowej.  I choć dyskusja w sejmie dotyczyła spraw bardzo ważnych dla wszystkich, dla tej niepolitycznej i w części niepaństwowej masy narodu, to jednak znów skończyło się na tym starym temacie ciągłej walki i mojego męczeństwa, gdy na to patrzę. Panowie, posłowie, panie posłanki, wysoki sejmie… ja nie mogę być z wami, nie mogę się do was przyznawać, ja choć jestem nikim, to w swej małości jednak nie mogę się stać częścią tego wielkiego państwa, bo mi je zohydziliście. Jesteście jego przedstawicielami, w większości zawodowo się tym zajmujecie, a przyzwalacie na coś takiego? No jak ja mogę brać was za swych przedstawicieli? Jakby to był incydent, to może bym zrozumiał, ale to jest dwudziestoletnia stała rozwoju. Jestem z tego miejsca, jestem częścią polskiej wspólnoty, ale coraz mniej jestem związany z polskim państwem rozumianym jako instytucja. Moje myślenie nie jest propaństwowe, ale bardziej pro narodowe, pro ludzkie, prospołeczne. Polityka, państwo… nie chcę z nim mieć nic wspólnego.  Ale jak wszyscy wiemy to niemożliwe. Dlatego chcę mieć z nim jak najmniej do czynienia, tylko tyle ile ono ode mnie wymaga. Potraktuję je jak zło konieczne, ale nie będzie już przeze mnie szanowane. I tego czasami najbardziej żałuję.