Czy to sen?
– Miałem sen – rzekł pewien polski poseł, czym mnie bardzo zdziwił, bo nawet wiedziałem, kogo cytuje. Wielce zainspirowany tą wypowiedzią polskiego parlamentarzysty, też pozwoliłem sobie mieć sen. Proszę bardzo, oto ten sen, który pozwoliłem sobie mieć, bo każdy może śnić.
– Dobrze mówi – wyrwało się koledze, który akurat przebudził się z alkoholowego odrętwienia. – Dobrze mówi, dać mu wódki! – doprecyzował rozglądając się za flaszką, którą chciał dokonać tego, co obiecał. Przypatrywałem się i przysłuchiwałem innemu mówcy zastanawiając się, dlaczego tak jest, że podczas spożywania trunków umilających z zasady rzeczywistość, czasami Polaków nachodzi takie wielkie przekonanie o tym, że są narodem wybranym żyjącym w ciągłym ucisku i niewoli. Koleś, co to miał dostać wódki, bo „dobrze mówił” przemawiał z ekranu telewizora. Bo w naszych polskich domach nadal wiadomości płynące z telewizora są obowiązkowe nawet podczas biesiad. – Kule powinny świstać, a mamy kabaret. Bo kolejny przesąd to wiara w pacyfizm. Wiara, że tu można cokolwiek załatwić, gdy nie zostanie w sposób nagły i drastyczny wyprawiony na tamten świat z tuzin redaktorów ”Wyborczej” i ze dwa tuziny drugiej gwiazdy śmierci mediów centralnych – TVN. Nie wspominam o etatowych zdrajcach ze starego reżimu. Jeśli się nie rozstrzela, co dziesiątego, to znaczy: hulaj, dusza, piekła nie ma. Jeżeli nie karze się śmiercią za zdradę, to, co? – głosił gość na ekranie (oczywiście spisałem to później, bo wtedy tylko sens jego słów do mnie dotarł). I do tych nawoływań do rozstrzeliwania chciał przepijać mój znajomy. – Dać mu wódki! – wzywał przeszukując kolejną butelkę w poszukiwaniu czegoś, co tam zostało. Wiedziałem, że tego kieliszeczka bardziej dla siebie potrzebuję, ale zastanawiało mnie, co tak urzekło znajomego w tych słowach płynących z ekranu, że aż zapragnął podzielić się trunkiem z mówcą. A należy zaznaczyć, że panował już straszliwy Malinowski.
– Michałku, kolego mój, a dlaczego ty chciałbyś tak tych panów z „wyborczej” i z TVN w sposób nagły, drastyczny wyprawiać na tamten świat? – zapytałem, bo jeśli „dobrze mówi” w jego mniemaniu pan z ekranu to pewnie i on ma podobne radykalne poglądy. – Bo to wszystko ruscy! – wyjaśnił mi nie przerywając poszukiwań trunku. – Agenci służb specjalnych wszyscy! Na służbie u ruskich są – doprecyzował. – To już nie żydzi? – zapytałem, bo to tej pory za wszystkie zło świata odpowiedzialna była według kolegi ta właśnie nacja. Zaprzestał na chwilę poszukiwań, poparzył na mnie i rzekł: Tak, ci też oczywiście. Oczywiste to było tak wielce, że jeszcze kilku zebranych przy stole przytaknęło jakby naprawdę wiedziało o tym wiele. A tymczasem poszukiwacz znalazł pełną butelkę i z racji tego, że ten, któremu chciał dać wódki, bo dobrze mówił zniknął z ekranu i zastąpiła go pani pogodynka, polał sobie i współbiesiadnikom. – No to cyk, za wolną ojczyznę! – wzniósł toast. – Za naród! – dodał kolejny z towarzystwa. – Za jedną niepodzielną narodowo jednolitą Polskę od morza do morza – ryknąłem uniesiony pijacką odmianą patriotyzmu. Wypiliśmy. A już po kilku minutach mój kolega będący w fazie „ rozumiesz mnie, ale rozumisz mnie” przekonywał mnie, że on tak naprawdę to mnie lubi. I choć widzi, że nos mam taki jakiś za długi i te moje poglądy to mógłbym też zmienić… to jednak od mnie szanuje… nas szanuje… choć lepiej o tym nikomu nie mówić. Bo po co mówić. Mnie on mówi, bo mnie szanuje. I wtedy po raz kolejny przekonałem się, że jako Polak, nie katolik, ale za to wywodzący się z ultra katolickiej rodziny, z nosem większym troszeczkę przez kaprys natury, ale nie przez geny, z przekonaniami, jakie mam i ze współobywatelami z jakimi przebywam, dobrze, że czasem wydaje mi się, że to tylko sen. Że miałem tylko sen.
