Czterech tajnych na siedmiu
A tym, co się stało? – zapytał mnie kilka dni temu kolega, gdy przystanęliśmy przed witryną sklepu z gazetami. Przed naszymi oczami defilowały okładki tygodników potępiające narodowych radykałów, przy nich dziarsko kroczyły tytuły dzienników, informujące o kolejnych odkrywczych wynurzeniach panów prawicowców. Taki marsz polemiczny z narodowcami w tle. – W telewizji i w internecie jest to samo – zwróciłem się do kolegi, bo faktycznie miałem wrażenie, że wszyscy jakby z dnia na dzień odkryli, że w Polsce są skrajne organizacje prawicowe. Nie mogłem pojąć, dlaczego tak nagle i tak intensywnie mówi się i pisze o tym, co jakby nie istniało przez ostatnie lata. Miałem wrażenie, że przyglądam się przygotowaniu do czegoś, co będzie jeszcze bardziej spektakularne. I nie pomyliłem się. Kilka dni później, obudziłem się rano i natychmiast dowiedziałem się, że dzielni agenci naszej tajnej policji, przepraszam agenci bezpieczeństwa narodowego, w wyniku ciężkiej pracy operacyjnej wykryli spisek i udaremnili planowany zamach na Sejm, rząd i prezydenta. Już myślałem, że mam paranoje, a tu proszę dopasowałem kolejny kawałek układanki. Brakowało mi tu takiego pojedynczego winnego, co to zostanie aresztowany. Takiego wroga publicznego numer jeden. Takiego, co to w tajnym laboratorium planował zamach w celu przejęcia władzy nad światem. W tym przypadku uwolnienia świata oczywiście od pewnej zarazy którą sobie roił. I jeszcze nim prokuratorzy i przedstawiciele tajnej policji poinformowali na konferencji prasowej, kim jest ów niedoszły zamachowiec, ja już miałem pewność, że okaże się nim prawicowy ekstremista. Nie pomyliłem się. Prokurator wyjawił dziennikarzom, że aresztowanym kierowały „motywy o charakterze nacjonalistycznym, ksenofobicznym i antysemickim”.- Czyli było jeden, teraz jest plus jeden… a gdzie wynik dodawania? – zastanawiałem się. Nie musiałem długo czekać. – Trzeba gruntownie przemyśleć działania ustawowe w tym zakresie – nawoływał szef krakowskiej prokuratury apelacyjnej już na konferencji prasowej. Nie upłynęło wiele wody w Wiśle, a już członek komisji sejmowej do spraw służb, po zbesztaniu prokuratora z Krakowa za wychodzenie przed szereg, twierdził, że potrzebne będą zmiany w prawie, które nadadzą tajniakom „upoważnienia procesowe, abyśmy sprawniej na takie zagrożenia reagowali”.
Przeczytałem gdzieś, że na siedmiu spiskowców dwóch to zwykli niegroźni zapaleńcy, czterech to agenci tajnych służb a tylko jeden spiskowiec to ten… niebezpieczny osobnik. Takie to zapatrywania, jeśli dobrze pamiętam, autor przeczytanej przeze mnie książki przypisywał pewnemu agentowi Ochrany, czyli tajnej carskiej policji. Przypomniałem to sobie podczas słuchania konferencji prasowej gdzie nasi agenci, naszych dzielnych państwowych tajnych służb oraz nasi państwowi prokuratorzy informowali zatroskany o losy najwyższych władz państwowych obywateli o likwidacji w toku działań operacyjnych terrorystycznej siatki. Przypominałem to sobie też, bo dziwnym zbiegiem okoliczności liczby się zgadzały. Jeden siedzi – ten niebezpieczny, dwóch to podobno mniej groźni kolekcjonerzy broni… a czterech chodzi po wolności. Czy tych pozostałych czterech to agenci tajnych służb? A kto to może wiedzieć!? Przecież tajne służby z natury rzeczy działają tajnie i musi to pozostać tajne – jak powiedział pewien polityk.
